Na ulubionym naszym BSI-blogu BSI-Scott Monty'ego podniosły głowę holmesortodoksyjne demony. Autor lamentuje wręcz, że grozi nam Sherlock Holmes w 3D. "Sherlock Holmes w 3D!". Sherlockista musi wyznać, jak już zresztą wspominał, że zupełnie nie widzi przeciwskazań. W przeciwieństwie do BSI-ortodoksów, nie uważa, by jedyne, co fajnego dało się w tej technice z Holmesa pokazać to zapalanie fajki. Nie jest też ShK maniakiem trzeciego wymiaru, Avatar ani go rozgrzał ani zmroził, ale nie rozumie, czemu nie można twórcom filmu dać chociaż szansy. Przecież najgorsze, co nam grozi, to to, że trzeba będzie oglądać zwyczajny film w okularach na nosie, a efekty nie będą tego warte. Tak naprawdę, to myśli Sherlocksita, że Monty po prostu daje upust długo tłumionej ortodoksyjnej niechęci do nowego Sherlocka. W tekście nie powstrzymuje się od niejednokrotnie, niestety, boleśnie trafnych zarzutów pod adresem części pierwszej - zarzutów o to, że stał się nowy Sherlock rozrywką bardzo łatwą i tanią, że zbyt wielki akcent położony jest na te sekwencje walk w zwolnionym tempie i tandetne afekciarstwo. No, to wszystko racja. I racja też, że pokusa robienia różnych wybuchów i innych latających obiektów w 3D będzie jeszcze większa. Sherlockista wierzy jednak niezłomnie, że to będzie dobra zabawa, a typowo sherlockistyczne zalety, które w "jedynce" także dostrzegł, nagle się w owym trzecim wymiarze nie rozpłyną.
A tymczasem nasz nowy Sherlock, czyli Robert Downey Jr. chwali się, że przygotowując się do "dwójki", powtarza sobie opowieści Conan Doyle'a. "I'm doing Sherlock Holmes again so I'm going back and reading all the Conan Doyle books again. I just finished them, so I'm gonna start over again - at Volume 1" - powiedział RDJ, jak donosi Ashley Hillard. I dodał jakieś pikantne aluzje do kręcenia półnagich scen z Watsonem ;) Sherlockista już widzi te horrified stares ortodoksów z BSI...
Sherlock Holmes - Kanon, apokryfy, adaptacje, ekranizacje, holmesologia, blog Sherlockisty, doniesienia z sherlockistycznego świata. Tu zawsze jest rok 1895.
czwartek, 29 kwietnia 2010
środa, 28 kwietnia 2010
LOTERIA! I to jaka!!!
Sherlockista pewnie nawet nie powinien jej reklamować, bo zawsze to mniejsze szanse, że akurat jego wylosują. Jednak nagrody zaproponowane przez firmę promującą nową grę o Sherlocku Holmesie i Kubie Rozpruwaczu odbierają mu dech i... no nie mógł Czytelnikom nie dać szansy ich wylosowania.
Nagroda ta to weekend w Londynie, z przelotem, noclegiem w Park Plaza, indywidualne zwiedzanie z przewodnikiem muzeum SH przy Baker Street i kolacja "z morderstwem"... To wszystko dla dwojga... Sherlockista, od nowa rozmarzony, podaje linka, żebyście i Wy spróbowali szczęścia...
http://www.sherlockholmes-game.com/sweepstakes.html
Z wdzięczności za okazję do pomarzenia sobie o tym weekendzie napisze Sherlockista jeszcze tyle słów ile jest w stanie na grach kompletnie się nie znając. Sherlock Holmes vs Jack the Ripper ma właśnie europejską premierę na Xbox 360. Między innymi z tego polskiego serwisu można pobrać Demo.
Gra jest raczej chwalona za precyzję historyczną.
A tu na deser elegancki screen ze strony głównej reklamującej gry z SH.
Nagroda ta to weekend w Londynie, z przelotem, noclegiem w Park Plaza, indywidualne zwiedzanie z przewodnikiem muzeum SH przy Baker Street i kolacja "z morderstwem"... To wszystko dla dwojga... Sherlockista, od nowa rozmarzony, podaje linka, żebyście i Wy spróbowali szczęścia...
http://www.sherlockholmes-game.com/sweepstakes.html
Z wdzięczności za okazję do pomarzenia sobie o tym weekendzie napisze Sherlockista jeszcze tyle słów ile jest w stanie na grach kompletnie się nie znając. Sherlock Holmes vs Jack the Ripper ma właśnie europejską premierę na Xbox 360. Między innymi z tego polskiego serwisu można pobrać Demo.
Gra jest raczej chwalona za precyzję historyczną.
A tu na deser elegancki screen ze strony głównej reklamującej gry z SH.
niedziela, 25 kwietnia 2010
Optymistyczne słowo na niedzielę ;)
Sherlockista przyrzekł sobie, że przecież Sherlockiana to nie Pudelek, w związku z czym puszczać plotek o tym, że Jude Law (37 l.) kupuje sobie specyfiki przeciwzmarszczkowe za 3000 dolarów absolutnie mu nie wypada ;)
Z przyjemnością natomiast melduje, że z różnych źródeł spływają do niego doniesienia, jakoby drugi "Sherlock Holmes" miał zostać nakręcony w 3D. W wywiadzie dla Los Angeles Times, znani nam już z poprzednich plotek scenarzyści zdradzają tym razem, że prowadzą na ten temat rozmowy ze studiem Warner Bros. Sherlockista musi powiedzieć, że niezwykle go ten projekt interesuje. O ile, oczywiście, nie będzie to oznaczać, że Downey wypaćka się niebieską farbą i będzie się komunikował z Watsonem przy pomocy warkocza.
Z wywiadu wynika też, co wiadomo już z licznych innych plotek, wszyscy się do nowego Sherlocka śpieszą tak jak i Sherlockista, więc, generalnie rzecz biorąc, wypada być jak najlepszej myśli i z tym optymistycznym przesłaniem życzy Czytelnikom przyjemnej niedzieli :)
(Swoją drogą, Sherlockista trochę się Jude'owi nie dziwi - uroda na cherubinka nie starzeje się jak wino...)
Z przyjemnością natomiast melduje, że z różnych źródeł spływają do niego doniesienia, jakoby drugi "Sherlock Holmes" miał zostać nakręcony w 3D. W wywiadzie dla Los Angeles Times, znani nam już z poprzednich plotek scenarzyści zdradzają tym razem, że prowadzą na ten temat rozmowy ze studiem Warner Bros. Sherlockista musi powiedzieć, że niezwykle go ten projekt interesuje. O ile, oczywiście, nie będzie to oznaczać, że Downey wypaćka się niebieską farbą i będzie się komunikował z Watsonem przy pomocy warkocza.
Z wywiadu wynika też, co wiadomo już z licznych innych plotek, wszyscy się do nowego Sherlocka śpieszą tak jak i Sherlockista, więc, generalnie rzecz biorąc, wypada być jak najlepszej myśli i z tym optymistycznym przesłaniem życzy Czytelnikom przyjemnej niedzieli :)
(Swoją drogą, Sherlockista trochę się Jude'owi nie dziwi - uroda na cherubinka nie starzeje się jak wino...)
sobota, 24 kwietnia 2010
Sherlock obrazkowy
Sherlockista na pewną piękną Gwiazdkę zażyczył sobie od rodziny całej amazońskiej listy różnych skarbów. Od momentu zażyczenia do momentu spodchoinkowania upłynęło tyle czasu, że Sherlockista już nie pamiętał, co tam dokladnie na listę wrzucił i zdziwił się niepomiernie, gdy spośród bezcennych różnych lordów Wimseyów* oraz cztereech wersji HOUN wychynęły mu nagle dwie kreskówki. Aa... no tak... prawdziwy freak musi obejrzeć WSZYSTKO, pomyślał Sherlockista i odłożył je do wykorzystania "później" czyli na święty-nigdy.
Ostatnio wszelako, gdy usiłował zrobić sobie chociaż przybliżoną listę ważnych Sherlocków, które w życiu jak dotąd przegapił (głównie z powodu niedostępności w Polsce i kosztów oraz długości oczekiwania na przesyłki z owego Amazona), z pewnym zaskoczeniem odnotował, że ominęły go między innymi Sherlocki z Peterem O'Toole'em. Pogrzebał głębiej i z jeszcze większym zdziwiniem odkrył, że O'Toole wystąpił w nich tylko jako głos, a i tak wszyscy o nim piszą. Może zresztą zgodził się przyjąć tę rolę, bo, jak donosi ten nieco złośliwy serwis, zażądał zbyt wielkiej gaży za zagranie Sherlocka dla Billy'ego Wildera, dzięki czemu świat poznał geniusz nieco mniej kosztownego Roberta Stephensa. Wprawdzie O'Toole, ur. najprawdopodobniej w roku 1932, w roku 1970 był w stosownym wieku, a w dodatku miał (pewnie też wciaż ma ;) ) 1,88 wzrostu, ale zupełnie Sherlockisty uroda jego nie przekonuje.
Porównajmy zresztą:
Po lewej jedyne dostępne w Sieci zdjęcie Stephensa z filmu Wildera - po prawej, O'Toole w roku 1969/1970, z filmu Country Dance.
W każdym razie, w roku 1983 jego wygląd był już nieistotny, za to owiany pewną legendą głos do dziś sprawia, że dorośli zupełnie Sherlockiści oglądają kreskówki.
Kreskówki, że tak wyzna ShK z sentymentem, zmajstrowane zostały w tym samym roku co on, bo w 1983. Są cztery, czyli naturalnie: STUD, HOUN (tu zatytułowany "The Baskerville Curse"), SIGN i VALL, z czego ShK posiada dwie pierwsze, a obejrzał, na razie, tylko STUD. Wrażenia Sherlockisty są mieszane. O'Toole rzeczywiście ma piękny głos, ale nawet brzmi trochę za staro i może zbyt "godnie", podczas gdy STUD to sam początek Kanonu. Widać w tym filmie ogromne wpływy Rathbone'a i Bruce'a (trudno, żeby było inaczej w epoce, gdy Sherlocki z Brettem były dopiero w planach, a żadne seriale i filmy "pomiędzy", czyli np. Wilmer czy Cushing, nie zyskały porównywalnej sławy). Kreskówkowy Holmes jest nawet odrobinę do Rathbon'ea podobny. Niech nas też nie zwiedzie głos Earle'a Crossa - Watson, dziadzio z brzuszkiem, który już na początku filmu spektakularnie wdeptuje w błoto, to naturalnie Nigel Bruce. Niestety, cała postać Watsona jest w związku z tym kompletnie niekanoniczna i właśnie dziadziowata.
Film ratuje scenariusz Johna Kinga (w którym nie ma nadmiernie długiej sekwencji z Jeffersonem Hope'em, a są za to wszystkie ważne sceny i momentami całkiem dowcipne dialogi), a zwłaszcza klimatyczna muzyka Johna Stuarta. Sherlockiście spodobało się kilka kanonicznych drobiazgów, takich jak VR wystrzelane przez Holmesa na ścianie, ładne, inteligentne eksponowanie "clues", które wychwytuje Holmes, a także podkreślanie ekstrawagancji detektywa. Może do tych ekstrawagancji głos O'Toole'a pasował nieco mniej, ale znakomicie brzmiało jego zdecydowanie i apodyktyczność, zwłaszcza w rozmowach z policyjnymi detektywami. Zawsze też miło obejrzeć, co nietypowe w STUD, prawdziwych Baker Street Irregulars, z Wigginsem na czele.
Szczególnie jednak utkwiły Sherlockiście początkowe sceny, gdzie dzięki znakomitej muzyce i dobrej animacji udało się stworzyć pradziwą atmosferę grozy. Scena morderstwa w ponurym, londyńskim opuszczonym domu robi zupełnie zadziwiające w kreskówce wrażenie.
Czytelnik sam zresztą może sobie wyrobić opinię, bo jakieś łaskawe duchy wrzuciły Sherlocka z O'Toole'em w częściach na youtube'a :)
A na koniec - bo większość Czytelników pewnie i tak już kliknęła "Part 2" i porzuciła bloga - powie tylko ShK, że chociaż nie może powiedziec, by kreskówka go porwała, ale dla odpoczynku od bardziej wciągających Sherlocków z aktorami serdecznie poleca.
___
*Sherlockista jest tak gigantycznym fanem tego bohatera Dorothy L. Sayers, że chociaż mania jego nijak ma się do holmesologicznej, to jednak rozważa chociaż notkę z sentymentu ;) Pretekst: Wimsey czasem cytuje Holmesa, a DLS była założycielką The Sherlock Holmes Society of London :)
Ostatnio wszelako, gdy usiłował zrobić sobie chociaż przybliżoną listę ważnych Sherlocków, które w życiu jak dotąd przegapił (głównie z powodu niedostępności w Polsce i kosztów oraz długości oczekiwania na przesyłki z owego Amazona), z pewnym zaskoczeniem odnotował, że ominęły go między innymi Sherlocki z Peterem O'Toole'em. Pogrzebał głębiej i z jeszcze większym zdziwiniem odkrył, że O'Toole wystąpił w nich tylko jako głos, a i tak wszyscy o nim piszą. Może zresztą zgodził się przyjąć tę rolę, bo, jak donosi ten nieco złośliwy serwis, zażądał zbyt wielkiej gaży za zagranie Sherlocka dla Billy'ego Wildera, dzięki czemu świat poznał geniusz nieco mniej kosztownego Roberta Stephensa. Wprawdzie O'Toole, ur. najprawdopodobniej w roku 1932, w roku 1970 był w stosownym wieku, a w dodatku miał (pewnie też wciaż ma ;) ) 1,88 wzrostu, ale zupełnie Sherlockisty uroda jego nie przekonuje.
Porównajmy zresztą:
Po lewej jedyne dostępne w Sieci zdjęcie Stephensa z filmu Wildera - po prawej, O'Toole w roku 1969/1970, z filmu Country Dance.
W każdym razie, w roku 1983 jego wygląd był już nieistotny, za to owiany pewną legendą głos do dziś sprawia, że dorośli zupełnie Sherlockiści oglądają kreskówki.
Kreskówki, że tak wyzna ShK z sentymentem, zmajstrowane zostały w tym samym roku co on, bo w 1983. Są cztery, czyli naturalnie: STUD, HOUN (tu zatytułowany "The Baskerville Curse"), SIGN i VALL, z czego ShK posiada dwie pierwsze, a obejrzał, na razie, tylko STUD. Wrażenia Sherlockisty są mieszane. O'Toole rzeczywiście ma piękny głos, ale nawet brzmi trochę za staro i może zbyt "godnie", podczas gdy STUD to sam początek Kanonu. Widać w tym filmie ogromne wpływy Rathbone'a i Bruce'a (trudno, żeby było inaczej w epoce, gdy Sherlocki z Brettem były dopiero w planach, a żadne seriale i filmy "pomiędzy", czyli np. Wilmer czy Cushing, nie zyskały porównywalnej sławy). Kreskówkowy Holmes jest nawet odrobinę do Rathbon'ea podobny. Niech nas też nie zwiedzie głos Earle'a Crossa - Watson, dziadzio z brzuszkiem, który już na początku filmu spektakularnie wdeptuje w błoto, to naturalnie Nigel Bruce. Niestety, cała postać Watsona jest w związku z tym kompletnie niekanoniczna i właśnie dziadziowata.
Film ratuje scenariusz Johna Kinga (w którym nie ma nadmiernie długiej sekwencji z Jeffersonem Hope'em, a są za to wszystkie ważne sceny i momentami całkiem dowcipne dialogi), a zwłaszcza klimatyczna muzyka Johna Stuarta. Sherlockiście spodobało się kilka kanonicznych drobiazgów, takich jak VR wystrzelane przez Holmesa na ścianie, ładne, inteligentne eksponowanie "clues", które wychwytuje Holmes, a także podkreślanie ekstrawagancji detektywa. Może do tych ekstrawagancji głos O'Toole'a pasował nieco mniej, ale znakomicie brzmiało jego zdecydowanie i apodyktyczność, zwłaszcza w rozmowach z policyjnymi detektywami. Zawsze też miło obejrzeć, co nietypowe w STUD, prawdziwych Baker Street Irregulars, z Wigginsem na czele.
Szczególnie jednak utkwiły Sherlockiście początkowe sceny, gdzie dzięki znakomitej muzyce i dobrej animacji udało się stworzyć pradziwą atmosferę grozy. Scena morderstwa w ponurym, londyńskim opuszczonym domu robi zupełnie zadziwiające w kreskówce wrażenie.
Czytelnik sam zresztą może sobie wyrobić opinię, bo jakieś łaskawe duchy wrzuciły Sherlocka z O'Toole'em w częściach na youtube'a :)
A na koniec - bo większość Czytelników pewnie i tak już kliknęła "Part 2" i porzuciła bloga - powie tylko ShK, że chociaż nie może powiedziec, by kreskówka go porwała, ale dla odpoczynku od bardziej wciągających Sherlocków z aktorami serdecznie poleca.
___
*Sherlockista jest tak gigantycznym fanem tego bohatera Dorothy L. Sayers, że chociaż mania jego nijak ma się do holmesologicznej, to jednak rozważa chociaż notkę z sentymentu ;) Pretekst: Wimsey czasem cytuje Holmesa, a DLS była założycielką The Sherlock Holmes Society of London :)
Sherlockista widział już ten dowcip w 50 wersjach...
...na temat wielu różnych rzeczy ale wciąż nie może sobie odmówić...
Pewien ortodoksyjny fan dowiaduje się o nowym "Sherlocku Holmesie" Ritchiego...
Pewien ortodoksyjny fan dowiaduje się o nowym "Sherlocku Holmesie" Ritchiego...
środa, 21 kwietnia 2010
PLOTEK więcej :) i dlaczego polskim serwisom ufać nie można...
Sherlockista wyznaje ze wstydem, że przegapił (!) ważne plotki i to po polsku! Niezastąpiona Stopklatka doniosła już 15 kwietnia, że scenarzyści Sherlocka Holmesa 2, Michele i Kieran Mulroney uchylili rąbka tajemnicy co do fabuły.
Sherlockista rzucił się zatem buszować po sieci i faktycznie, znalazł wywiad ze scenarzystami przeprowadzony przez Sheilę Roberts dla strony Collider.com. Uwaga - odkrył przy okazji, że Stopklatka pisze bzdury. Wbrew doniesieniom serwisu, scenarzyści NIE twierdzą, jakoby wykorzystywali przy tworzeniu fabuły opowiadanie REDH, przeciwnie, podkreślają, że tak nie robią...A co natomiast robią?
Sherlockista dla opanowania podniecenia wymieni tylko rzeczowo i w punktach wszystkie rzeczy, które mu się podobały:)
- Michele dorastała z książkami ACD i je uwielbia.
- Film będzie efektowny, będzie miał dużo akcji i mnóstwo rzeczy będzie wybuchać :) (no, trudno, Sherlockista też ma prawo czasem być niezbyt dorosły i lubić wielkie kabooom) - ale poza tym jednak koncentrują się na dobrej fabule i dialogach.
- i M. i K. bez wahania odpowiadają na pytanie o ulubione opowiadanie.
M. wybiera SPEC, klasyk klasyki, opowiadanie, które sam Doyle uważał za swojego najlepszego Sherlocka (nie żeby Sherlockista się z gustami Doyle'a liczył, w końcu gdyby to od faceta zależało, to nasz detektyw pewnie nigdy znad wodospadu Reichenbach by nie wrócił...).
K. wybiera właśnie owo nieszczęsne REDH, które Sherlockista kocha nad życie, więc trochę i żałuje, że SH2 nie będzie REDH ekranizacją ;) Pamiętacie, drodzy Czytelnicy, jak Jeremy Brett i David Burke słuchają opowieści rudowłosego Jabeza Wilsona i na koniec nie wytrzymują i pękają ze śmiechu :) ? Jedna z najlepszych scen całego cyklu Granady... Jak tak o tym Sherlockista myśli, to coraz bardziej ma nadzieję, że Stopklatka ma jednak rację, a scenarzyści nas wkręcają, żebyśmy się potem nie domyślili za wcześnie o co biega ;)
- będzie Moriarty, będzie Moriarty, będzie Moriarty!!! No jasne, wiadomo było, że będzie, ale zawsze to miło usłyszeć potwierdzenie. Ponadto, K i M są wielkimi fanami Brada Pitta i... no takich jaj jak Brad Pitt w roli Moriarty'ego to sobie Sherlockista nawet nie wyobraża. Ale po tym, jak Downey sprawdził się jako SH, po jajcarskiej obsadzie spodziewa się wyłącznie wszystkiego najlepszego.
Sherlockista zaczyna się cieszyć na myśl o SH2 coraz bardziej niecierpliwie...
Brad (na zdjęciu powyżej szcześliwie bez tej kretyńskiej koziej bródki)
i tak nigdy nie przebije wspaniałego Erica Portera (po prawej w scenie z FINA, gdzie walczy z Jeremym Brettem) ani George'a Zucco (z serii z Rathbone'ami), ale Sherlockista i tak nie miałby nic przeciwko temu, żeby zobaczyć jak próbuje ;)
wtorek, 20 kwietnia 2010
Nareszcie PLOTKA :) !
Ponoć Siena Miller, była i po przerwie obecna dziewczyna, a podobno nawet nieoficjalna narzeczona Jude'a Law (czyli Watsona Ritchiego) ma wystąpić u jego boku także w filmie... I to w niebylejakim filmie tylko w Sherlocku Holmesie 2!
Sherlockista ustalił z pomocą netu, że widział kiedyś Sienę w roli Victorii w "Stardust" ale jakoś nijak sobie tego przypomnieć niestty nie może...
Niestety, plotkarskie serwisy nie interesują się zupełnie tym, po co twórcom sequela odtwórczynie ról kobiecych (chyba nie zamierzają zmienić bardzo sympatycznej Rachel McAdams w roli Irene Adler?).
Sherlockista dokopał się jednak do plotek sprzed dwóch lat, w których mówiono, że Siena Miller została wykopana z "jedynki" Sherlocka Holmesa, prawdopodobnie z powodu osobistych zatargów z Jude'em. Twarz ma, jak dla Sherlockisty, zupełnie nijak wypicowaną więc należy tylko mieć nadzieję, że to nie ona będzie Moriartym ;)
Sherlockista ustalił z pomocą netu, że widział kiedyś Sienę w roli Victorii w "Stardust" ale jakoś nijak sobie tego przypomnieć niestty nie może...
Niestety, plotkarskie serwisy nie interesują się zupełnie tym, po co twórcom sequela odtwórczynie ról kobiecych (chyba nie zamierzają zmienić bardzo sympatycznej Rachel McAdams w roli Irene Adler?).
Sherlockista dokopał się jednak do plotek sprzed dwóch lat, w których mówiono, że Siena Miller została wykopana z "jedynki" Sherlocka Holmesa, prawdopodobnie z powodu osobistych zatargów z Jude'em. Twarz ma, jak dla Sherlockisty, zupełnie nijak wypicowaną więc należy tylko mieć nadzieję, że to nie ona będzie Moriartym ;)
niedziela, 18 kwietnia 2010
...
Morza szum, ptaków śpiew,
złota plaża poośród mew...
I to by było na tyle w kwestii ekscytujących doniesień. Sherlockista wciąż nie wyrabia się z obowiązkami, ale już bardzo wkrótce obiecuje na otarcie łez chociaż notę o Peterze O'Toole'u.
Tymczasem może by tak pomarzyć o jeszcze jednej konferencji?
Reklamowany tu bez miary podcast w tym miesiącu prezentuje wywiad z nowoprzyjętą członkinią BSI, Sally Sugarman, która wraz ze swoim scionem - The Baker Street Breakfast Club (członkowie mimo śniadaniowej nazwy spotykają się wieczorami, bo mają holmesologiczne irregular habits ;) ) - organizuje konferencję w czerwcu 2010.
Konferencja nosi tytuł Sherlock Holmes: The Man and his Worlds a my możemy sobie pomarzyć, że tam pojedziemy - żeby było łatwiej, Sherlockista wkleja dokładny program ;)
Sherlock Holmes: The Man and His World - June 2010
złota plaża poośród mew...
I to by było na tyle w kwestii ekscytujących doniesień. Sherlockista wciąż nie wyrabia się z obowiązkami, ale już bardzo wkrótce obiecuje na otarcie łez chociaż notę o Peterze O'Toole'u.
Tymczasem może by tak pomarzyć o jeszcze jednej konferencji?
Reklamowany tu bez miary podcast w tym miesiącu prezentuje wywiad z nowoprzyjętą członkinią BSI, Sally Sugarman, która wraz ze swoim scionem - The Baker Street Breakfast Club (członkowie mimo śniadaniowej nazwy spotykają się wieczorami, bo mają holmesologiczne irregular habits ;) ) - organizuje konferencję w czerwcu 2010.
Konferencja nosi tytuł Sherlock Holmes: The Man and his Worlds a my możemy sobie pomarzyć, że tam pojedziemy - żeby było łatwiej, Sherlockista wkleja dokładny program ;)
Sherlock Holmes: The Man and His World - June 2010
piątek, 16 kwietnia 2010
O tym, że ten tydzień jest jak polski film...
... a na te Sherlockista najchętniej nie chodziłby wcale. Brak akcji jest bolesny oraz bardzo niedobre dialogi. W skrócie: w Sherlockistycznym świecie nie wydarzyło się, w zasadzie, w tym tygodniu, nic godnego uwagi.
W niusletterach Sherlockisty i na blogach, o tym, że
- trzeba zbierać podpisy pod petycją na rzecz pośmiertnej nagrody BAFTA na rzecz Jeremy'ego Bretta (było! - ale to nie znaczy, że Sherlockista nie może powtórzyć apelu ;) )
- powiesili tabliczkę przed hotelem Langham (było i o tym i dlaczego)
- o box office'ach DVD to się Sherlockiście nawet linkować nie chce - w każdym razie bez zmian, Sherlock Holmes zarabia mnóstwo pieniędzy i nikt przy zdrowych się teraz z sequelu nie wycofa.
Odrobinę mikrego zainteresowania wzbudziła u Sherlockisty nienajlepsza recenzja z książki Sherlock Holmes for Dummies (na której to książki pojawienie się w skrzynce pocztowej Sherlockista czeka z rosnącą niecierpliwością) - recenzja pojawia się w niusletterze Sherlock Holmes Society of London, więc trudno się dziwić, że jako grzech główny przewodnika Doyle'a (Stevena; nie mylić z Arhturem ;) ) wymienia nadmierną koncentrację na sherlockizmie amerykańskim. Fakt jest jednak faktem, że właśnie w Ameryce, wokół BSI, ale nie tylko, życie holmesologiczne kwitnie nieco żywotniej niż gdzie indziej (może nie licząc Japonii). Do recenzji ustosunkuje się Sherlockista gdy sam nareszcie dostanie książkę do rąk własnych i chciwych.
I już chciał się Sherlockista poddać i zabrać za powtarzanie filmów i pisanie wielu bardzo zaległych notek, kiedy zelektryzowało go wprost doniesienie o książce Christophera Redmonda, Sherlockisty kanadyjskiego i osobistego wielkiego bohatera Sherlockisty.
Gdy Sherlockista lat temu sto i trochę stawiał pierwsze kroki w Holmesowym fandomie, to absolutnie pierwszą fachową stroną, którą znalazł, pierwszym źródłem linków, pierwszą krynicą wiedzy, fachowych dyskusji, żartów i dociekliwych pytań była nieporównywalna z niczym strona Redmonda - sherlockian.net.
Teraz zaś dowiedział się ShK, że ów pierwszy sherlockistyczny mistrz jego opublikował książkę o okołoholmesowych cytatach i niniejszym zapowiada, że nie spocznie, póki jej na bezpośrednią listę zakupów swoich nie wciągnie. Nikt lepiej niż Redmond zapewne nie wytłumaczył, skąd wzięło się nieszczęsne, NIEkanoniczne "Elementary, my dear Watson" ani co SH ma wspólnego z Thomasem Eliotem.
Czytelnicy od Sherlockisty mniej na Sherlockiana wykosztowani mogą to zrobić natychmiast - tu.
Wszystkich zachęca Sherlockista do przeczytania wywiadu z Chrisem Redmondem.
I na deser - okładka.
W niusletterach Sherlockisty i na blogach, o tym, że
- trzeba zbierać podpisy pod petycją na rzecz pośmiertnej nagrody BAFTA na rzecz Jeremy'ego Bretta (było! - ale to nie znaczy, że Sherlockista nie może powtórzyć apelu ;) )
- powiesili tabliczkę przed hotelem Langham (było i o tym i dlaczego)
- o box office'ach DVD to się Sherlockiście nawet linkować nie chce - w każdym razie bez zmian, Sherlock Holmes zarabia mnóstwo pieniędzy i nikt przy zdrowych się teraz z sequelu nie wycofa.
Odrobinę mikrego zainteresowania wzbudziła u Sherlockisty nienajlepsza recenzja z książki Sherlock Holmes for Dummies (na której to książki pojawienie się w skrzynce pocztowej Sherlockista czeka z rosnącą niecierpliwością) - recenzja pojawia się w niusletterze Sherlock Holmes Society of London, więc trudno się dziwić, że jako grzech główny przewodnika Doyle'a (Stevena; nie mylić z Arhturem ;) ) wymienia nadmierną koncentrację na sherlockizmie amerykańskim. Fakt jest jednak faktem, że właśnie w Ameryce, wokół BSI, ale nie tylko, życie holmesologiczne kwitnie nieco żywotniej niż gdzie indziej (może nie licząc Japonii). Do recenzji ustosunkuje się Sherlockista gdy sam nareszcie dostanie książkę do rąk własnych i chciwych.
I już chciał się Sherlockista poddać i zabrać za powtarzanie filmów i pisanie wielu bardzo zaległych notek, kiedy zelektryzowało go wprost doniesienie o książce Christophera Redmonda, Sherlockisty kanadyjskiego i osobistego wielkiego bohatera Sherlockisty.
Gdy Sherlockista lat temu sto i trochę stawiał pierwsze kroki w Holmesowym fandomie, to absolutnie pierwszą fachową stroną, którą znalazł, pierwszym źródłem linków, pierwszą krynicą wiedzy, fachowych dyskusji, żartów i dociekliwych pytań była nieporównywalna z niczym strona Redmonda - sherlockian.net.
Teraz zaś dowiedział się ShK, że ów pierwszy sherlockistyczny mistrz jego opublikował książkę o okołoholmesowych cytatach i niniejszym zapowiada, że nie spocznie, póki jej na bezpośrednią listę zakupów swoich nie wciągnie. Nikt lepiej niż Redmond zapewne nie wytłumaczył, skąd wzięło się nieszczęsne, NIEkanoniczne "Elementary, my dear Watson" ani co SH ma wspólnego z Thomasem Eliotem.
Czytelnicy od Sherlockisty mniej na Sherlockiana wykosztowani mogą to zrobić natychmiast - tu.
Wszystkich zachęca Sherlockista do przeczytania wywiadu z Chrisem Redmondem.
I na deser - okładka.
niedziela, 11 kwietnia 2010
Chwila oddechu...
... Sherlockista wychodzi z logicznego założenia, że ci spośród Czytelników, którzy postanowią go w najbliższych dniach odwiedzić nie będą uważali nowej holmesologicznej notki za objaw braku szacunku dla narodowej żałoby (a nawet gdyby uważali, to nie poczują się urażeni).
Jeśli zatem, podobnie jak Sherlockista, czujecie się Drodzy Czytelnicy trochę przytłoczeni rzeczywistością, proponuje ShK w ramach odskoczni pomyśleć nad wystąpieniem na prawdziwej holmesologicznej konferencji :)
Będzie ona miała miejsce w sierpniu, na Univerity of Minnesota i będzie połączona z wystawą zbiorów tamtejszej biblioteki oraz licznymi sherlockistycznymi imprezami towarzyskimi. Uroczo wieloznaczny tytuł Spirits of Sherlock Holmes można rozumieć jako zachętę do opowiadania zarówno o holmesologicznym duchu współczesnych produkcji, zjawach, które występują w opowiadaniach ACD, jak i wreszcie procentach w trunkach, do których zarówno Holmes, jak i Watson żywią pewną słabość.
Konferencję organizuje Scion o niezwykle wdzięcznej nazwie Norwegian Explorers (na cześć znanego norweskiego odkrywcy, Sigersona, jak można przypuszczać ;) - por. EMPT). Poniżej więcej szczegółów.
Spirits of Sherlock Holmes - August 2010
Jeśli zatem, podobnie jak Sherlockista, czujecie się Drodzy Czytelnicy trochę przytłoczeni rzeczywistością, proponuje ShK w ramach odskoczni pomyśleć nad wystąpieniem na prawdziwej holmesologicznej konferencji :)
Będzie ona miała miejsce w sierpniu, na Univerity of Minnesota i będzie połączona z wystawą zbiorów tamtejszej biblioteki oraz licznymi sherlockistycznymi imprezami towarzyskimi. Uroczo wieloznaczny tytuł Spirits of Sherlock Holmes można rozumieć jako zachętę do opowiadania zarówno o holmesologicznym duchu współczesnych produkcji, zjawach, które występują w opowiadaniach ACD, jak i wreszcie procentach w trunkach, do których zarówno Holmes, jak i Watson żywią pewną słabość.
Konferencję organizuje Scion o niezwykle wdzięcznej nazwie Norwegian Explorers (na cześć znanego norweskiego odkrywcy, Sigersona, jak można przypuszczać ;) - por. EMPT). Poniżej więcej szczegółów.
Spirits of Sherlock Holmes - August 2010
sobota, 10 kwietnia 2010
No wreszcie: doniesienia ;)
Sherlockista chciwie łowi nawet takie malutkie okruchy informacji o sequelu Sherlocka Holmesa Ritchiego, jak ten, że producent Alex Heinemen, współpracownik Silvera, opowiada o nim jak o czymś, co go wkrótce czeka ;).
Chociaż o tym, że "już zaraz", "już wkrótce", "2011", "2012" przebąkują niemal wszyscy z filmem w jakikolwiek sposób związani, wiadomo też, że scenariusz sequela zaczął powstawać przed premierą "jedynki" to jednak konkrety wydają się wciąż trudne do uchwycenia...
Czekamy.
Chociaż o tym, że "już zaraz", "już wkrótce", "2011", "2012" przebąkują niemal wszyscy z filmem w jakikolwiek sposób związani, wiadomo też, że scenariusz sequela zaczął powstawać przed premierą "jedynki" to jednak konkrety wydają się wciąż trudne do uchwycenia...
Czekamy.
środa, 7 kwietnia 2010
Petycja fanów Jeremy'ego Bretta
Pod tym adresem można podpisać petycję skierowaną do BAFT-y (British Academy of Film and Television Arts), by Akademia owa przyznała pośmiertną nagrodę ukochanemu Holmesowi Sherlockisty, Jeremy'emu Brettowi (ku czci JB pojawiło się w tym blogu już kilka laurek).
Jeremy Brett (tu notka z polskiej Wiki, którą Sherlockista od lat bezskutecznie usiłuje poprawiać ;) ) cieszy się zasłużoną sławą jako charyzmatyczny i oryginalny Sherlock Holmes. Zmarł w 1995 roku (chorował na serce, a także, o ironio na ChAD, podobnie jak być może SH (kilka słów i linków na ten temat w tej notce), co uniemożliwiło dokończenie serii Granady, która objęła niemal wszystkie opowiadania i powieści ACD. Cykl Sherlockisty, w którym szczegółowo gloryfikowane są wybrane odcinki z owej serii dopiero się zaczął, ale już wkrótce należy oczekiwać kolejnych odcinków.
Złaknieni szczegółów biograficznych, zdjęć i wywiadów bez trudu odnajdą liczne kopalnie brettologicznej wiedzy.
Sherlockista jeszcze raz gorąco namawia do podpisania petycji.
A na zakończenie jeden z niezliczonych wywiadów JB:
Jeremy Brett (tu notka z polskiej Wiki, którą Sherlockista od lat bezskutecznie usiłuje poprawiać ;) ) cieszy się zasłużoną sławą jako charyzmatyczny i oryginalny Sherlock Holmes. Zmarł w 1995 roku (chorował na serce, a także, o ironio na ChAD, podobnie jak być może SH (kilka słów i linków na ten temat w tej notce), co uniemożliwiło dokończenie serii Granady, która objęła niemal wszystkie opowiadania i powieści ACD. Cykl Sherlockisty, w którym szczegółowo gloryfikowane są wybrane odcinki z owej serii dopiero się zaczął, ale już wkrótce należy oczekiwać kolejnych odcinków.
Złaknieni szczegółów biograficznych, zdjęć i wywiadów bez trudu odnajdą liczne kopalnie brettologicznej wiedzy.
Sherlockista jeszcze raz gorąco namawia do podpisania petycji.
A na zakończenie jeden z niezliczonych wywiadów JB:
Sherlock jednak rządzi ;)
Po pierwsze, DVD z nowy Sherlockiem rządzi w statystykach wypożyczalni. Nadzieje Sherlockisty na rychły sequel czują się podsycone ;)
W Polsce DVD i Blu-Ray z Sherlockiem mają się pojawić 15 maja (jak donosi Stopklatka, wspomnając przy okazji, że "superprodukcja" Ritchiego "zachwyciła" widzów i krytyków na całym świecie, co jest może pewną poetycką przesadą, ale dobrze, niech reklamują ;) ).
Sherlockista jest też bardzo zainteresowany dodatkami - dotychczas wyczytywał w recenzjach głównie narzekania na ten temat, tym razem obiecuje się kilka smakowitych kąsków, w tym naukę baritsu (?) ;)
Po drugie, proza ACD wydaje się jednak nieskończonym źródłem inspiracji. Może dzięki tym opowiadaniom klasy przestępcze chociaż w odrobinę mniejszym stopniu rozczarowują dzisiejszych Sherlocków. Dzięki doniesieniu na swoim ulubionym blogu, dowiedział się Sherlockista o nieudanej kradzieży w paryskim oddziale BNP Paribas. A konkretniej - pod owym oddziałem. Złodzieje ewidentnie naczytali się REDH i postanowili zaatakowac bank spod ziemi, korzystając z gotowych tuneli - pobliskiej stacji metra i kanalizacji. Co więcej, był tu już trzeci tego typu występ w ostatnim czasie (poprzednie ofiary "gangu termitów" to Caisse D'Erpagne i Credit Lyonaiss - zainteresowanych innymi szczegółami odsyła Sherlockista prosto do Reutersa). Ponieważ szczęście ewidentnie przestało sprzyjać naszym złodziejaszkom, może powinni przerzucić się na jakieś inne opowiadania... Czy Czytelnicy mają jakieś propozycje ;) ?
W Polsce DVD i Blu-Ray z Sherlockiem mają się pojawić 15 maja (jak donosi Stopklatka, wspomnając przy okazji, że "superprodukcja" Ritchiego "zachwyciła" widzów i krytyków na całym świecie, co jest może pewną poetycką przesadą, ale dobrze, niech reklamują ;) ).
Sherlockista jest też bardzo zainteresowany dodatkami - dotychczas wyczytywał w recenzjach głównie narzekania na ten temat, tym razem obiecuje się kilka smakowitych kąsków, w tym naukę baritsu (?) ;)
Po drugie, proza ACD wydaje się jednak nieskończonym źródłem inspiracji. Może dzięki tym opowiadaniom klasy przestępcze chociaż w odrobinę mniejszym stopniu rozczarowują dzisiejszych Sherlocków. Dzięki doniesieniu na swoim ulubionym blogu, dowiedział się Sherlockista o nieudanej kradzieży w paryskim oddziale BNP Paribas. A konkretniej - pod owym oddziałem. Złodzieje ewidentnie naczytali się REDH i postanowili zaatakowac bank spod ziemi, korzystając z gotowych tuneli - pobliskiej stacji metra i kanalizacji. Co więcej, był tu już trzeci tego typu występ w ostatnim czasie (poprzednie ofiary "gangu termitów" to Caisse D'Erpagne i Credit Lyonaiss - zainteresowanych innymi szczegółami odsyła Sherlockista prosto do Reutersa). Ponieważ szczęście ewidentnie przestało sprzyjać naszym złodziejaszkom, może powinni przerzucić się na jakieś inne opowiadania... Czy Czytelnicy mają jakieś propozycje ;) ?
niedziela, 4 kwietnia 2010
Więcej holmesologicznej poezji na święta!
Tym razem świąteczny dlatego, że być może najsłynniejszy - nie licząc limeryków Asimova* - holmesologiczny wiersz. W przeciwieństwie do wspomnianych limeryków, wspaniały. (To nie jest jedyna strona, gdzie wymieniony jest w kategorii "Favourite Sherlockian Poetry" :))
Sherlockista już kiedyś zacytował go w całości na innym blogu, pisząc o Basilu Rathbone'ie, ale już od dawna obiecywał sobie, że i tu, a może zwłaszcza tu, poświęci mu notkę. Dlaczego zwłaszcza tu - to proste.
Czytelnik-holmesolog zapewne nie zwrócił nawet uwagi na frazę "Tu zawsze jest rok 1895" w podtytule Sherlockianów, i to nie tylko dlatego, że nikt nigdy na górnolotne podtytuły nie patrzy, ale może bardziej dlatego, że jest on tak aż do bólu banalny :) W kręgu holmesologów fraza ta stała się tak popularna, że praktycznie nie podaje się źródeł cytatu. Sherlockista sam polecał kilkakrotnie wspaniały podcast, który również ma ją w podtytule, a dowiedział się o jego źródle wyłącznie dlatego, że inny Sherlockista postanowił wytłumaczyć się z jej wykorzystania w swojej powitalnej notce. Najbardziej jednak fraza ta kojarzy się z legendarnymi już radiowymi programami z Basilem Rathbone'em i Nigelem Bruce'em, którzy jako Holmes i Watson odgrywali niezwykle fantazyjne i niewiele z ACD mające wspólnego historie autorstwa radiowych scenarzystów - tu bezcenny link, pod którym kryje się strona, gdzie przecudowne te audycje można pobrać za darmo. Programy te nadawane były w latach 1939-1946 (tytuły można sprawdzić na tej stronie), a zatem w latach, gdy wojenna zawierucha skłaniała do tęsknoty za pozornie spokojnym wiekiem gazowych latarni. Doyle, który sam idealizował minione lata (Sherlocki, pisane przez niego nieml do końca lat dwudziestych XX wieku w dużej mierze same były powrotem do przeszłości, nieodległej wprawdzie, ale idealizowanej), nadawał się znakomicie do tego, by w jego towarzystwie uciec choć na chwilę od czarnych chmur gromadzących się nad światem.
Jednak znacznie bardziej ta tęksnota za nieśmiertelnymi Holmesem i Watsonem z epoki porządku, wiktoriańskiej moralności i hansom cabs, a nawet, niech będzie, żółtej mgły nad Londynem, dała o sobie znać w tym właśnie angielskim wierszu Vincenta Starretta z 1942 roku, który Sherlockista dziś Czytelnikom przedstawia. ShK ze wstydem wyzna, że nie zdołał ustalić, co było pierwsze - czy fraza z wiersza czy fraza z otwarcia programu. Nie wynika to też jasno z prześmiesznej "recenzji" wiersza Starretta, której autor, Brad Keefauver, ewidentnie wyraża żal z powodu faktu, że jej użycie w zakończeniu niejako unieśmiertelnia Nigela Bruce'a w roli Watsona ;)...
Sam Vincent Starrett, pisarz, poeta, dziennikarz The Chicago Tribune, to postać Sherlockistycznie niezmiernie zasłużona. W 1986 roku (setna rocznica jego urodzin, zmarł w roku 1974), Sherlockiści z całego świata zebrali się, by uczcić postawienie pomnika na jego grobie na cmentarzu Graceland (na tym nieco makabrycznym portalu można obejrzeć jego nagrobek a nawet złożyć, ukhm, wirtualne kwiaty ;) ). Starrett jest sławny jako autor The Private Life of Sherlock Holmes, pierwszej znanej fikcyjnej biografii SH, wydanej już w roku 1933 (ACD zmarł w roku 1930, a ostatnie opowiadania ukazały się w roku 1927). Jak donosi najpewniejsze możliwe źródło, bo BSJ, 6 stycznia 1934 roku Starrett wydał uroczystą kolację z okazji urodzin Holmesa, a następnie napisał na ten temat felieton. To właśnie ta impreza dała początek Baker Street Irregulars, niezwykle szacownej organizacji (o której Sherlockista już wielokrotnie wspominał). Do dziś zresztą co roku odbywa się podobna uroczysta kolacja, która rozrosła się już do rozmiarów weekendu ;).
A po tym wstępie - prawdziwa perła na Święta od Sherlockisty - 221B w wykonaniu samego Starretta (filmik z autentycznym głosem Wielkiego Sherlockisty powstał z okazji rocznicowego nowego wydania jego wspomnianej legendarnej biografii SH). Pod filmem - sam tekst :) Wesołych Holmesologicznych Świąt!
221B
Here dwell together still two men of note
Who never lived and so can never die:
How very near they seem, yet how remote
That age before the world went all awry.
But still the game’s afoot for those with ears
Attuned to catch the distant view-halloo:
England is England yet, for all our fears–
Only those things the heart believes are true.
Who never lived and so can never die:
How very near they seem, yet how remote
That age before the world went all awry.
But still the game’s afoot for those with ears
Attuned to catch the distant view-halloo:
England is England yet, for all our fears–
Only those things the heart believes are true.
A yellow fog swirls past the window-pane
As night descends upon this fabled street:
A lonely hansom splashes through the rain,
The ghostly gas lamps fail at twenty feet.
Here, though the world explode, these two survive,
And it is always eighteen ninety-five.
As night descends upon this fabled street:
A lonely hansom splashes through the rain,
The ghostly gas lamps fail at twenty feet.
Here, though the world explode, these two survive,
And it is always eighteen ninety-five.
---
*Isaac Asimov napisał niegdyś cykl limeryków streszczających wszystkie opowiadania Kanonu - Sherlockista odszukał zaledwie kilka w sieci, przekopiowane przez wiernych forumowiczów holmesian.net w tym wątku i niezbyt pochlebną recenzję całości.
A tu przykłady Asimovowskiej twórczości limerycznej ;) :
The Five Orange Pips
Now to Holmes there come tales of wild deeds,
Eerie warnings on which terror feeds.
Young John Openshaw flips
On receiving five pips --
(But to Yanks they will always be "seeds".)
The Adventure of The Cardboard Box
Two fresh ears are received in the mail.
At the sight, all who view it turn pale.
A poor practical joke?
Or some dead hacked-up bloke?
It's the latter, says Holmes, without fail.
The Adventure of Charles Augustus Milverton
C.A.M. is the worst man uncaged;
Decent men who meet him are enraged.
He has blackmailing letters
All involving his betters.
But what's this? Sherlock Holmes is engaged?
The Final Problem
Moriarty! Good God, how it galls
That he lasts through the closest of calls.
And when Holmes meets that prime
Vile Napoleon of crime,
Both men die (?) at the Reichenbach Falls.
The Adventure of the Empty House
Holmes' sad death was an ending dramatic,
Watson mourns in a manner emphatic,
But just wait! Can it be?
Who's that bookman I see?
Watson faints -- and he then is ecstatic.
*Isaac Asimov napisał niegdyś cykl limeryków streszczających wszystkie opowiadania Kanonu - Sherlockista odszukał zaledwie kilka w sieci, przekopiowane przez wiernych forumowiczów holmesian.net w tym wątku i niezbyt pochlebną recenzję całości.
A tu przykłady Asimovowskiej twórczości limerycznej ;) :
The Five Orange Pips
Now to Holmes there come tales of wild deeds,
Eerie warnings on which terror feeds.
Young John Openshaw flips
On receiving five pips --
(But to Yanks they will always be "seeds".)
The Adventure of The Cardboard Box
Two fresh ears are received in the mail.
At the sight, all who view it turn pale.
A poor practical joke?
Or some dead hacked-up bloke?
It's the latter, says Holmes, without fail.
The Adventure of Charles Augustus Milverton
C.A.M. is the worst man uncaged;
Decent men who meet him are enraged.
He has blackmailing letters
All involving his betters.
But what's this? Sherlock Holmes is engaged?
The Final Problem
Moriarty! Good God, how it galls
That he lasts through the closest of calls.
And when Holmes meets that prime
Vile Napoleon of crime,
Both men die (?) at the Reichenbach Falls.
The Adventure of the Empty House
Holmes' sad death was an ending dramatic,
Watson mourns in a manner emphatic,
But just wait! Can it be?
Who's that bookman I see?
Watson faints -- and he then is ecstatic.
czwartek, 1 kwietnia 2010
Compliments of the Season...
... czyli najserdeczniejsze życzenia z okazji Bożego Narodzenia składa Sherlockista słowami z jednego z ukochanych swych opowiadań - BLUE.
Są tylko dwa wiersze, co do których Sherlockista żałuje naprawdę serdecznie i szczerze, że ich nie napisał. Nie, żaden z nich nie jest autorstwa nieocenionego Williama McGonagalla. Pierwszy - 221B - będzie tematem następnego wpisu, a drugi przedstawia Sherlock poniżej. Jego autorem jest Scott Monty, członek BSI, którego dwa wspaniałe blogi Sherlockista podlinkował na stałe obok. Sherlockista nie dokopał się niestety do źródeł poniższego cytatu, ale pamięta, że w jakieś śnieżne święta wykopał go z któregoś z blogów i bezczelnie skopiował na wieczną pamiątkę.

Są tylko dwa wiersze, co do których Sherlockista żałuje naprawdę serdecznie i szczerze, że ich nie napisał. Nie, żaden z nich nie jest autorstwa nieocenionego Williama McGonagalla. Pierwszy - 221B - będzie tematem następnego wpisu, a drugi przedstawia Sherlock poniżej. Jego autorem jest Scott Monty, członek BSI, którego dwa wspaniałe blogi Sherlockista podlinkował na stałe obok. Sherlockista nie dokopał się niestety do źródeł poniższego cytatu, ale pamięta, że w jakieś śnieżne święta wykopał go z któregoś z blogów i bezczelnie skopiował na wieczną pamiątkę.
Two Days After Christmas
'Twas two days after Christmas and in one part of town,
Sherlock Holmes was lounging in his purple dressing gown.
A felt hat was hung on the wood chair with care,
Looking seedy and cracked and much worse for the wear.
The forceps and lens were an arm’s length away,
So Sherlock Holmes was engaged well today.
Peterson was the giver, Holmes was the taker
Of the hat and goose, "For Mrs. Henry Baker."
Holmes began to infer from the battered old hat
Grizzled hair, self-respect, and odd things like that.
Then Peterson entered, astonished and dazed,
And showed us upon what the goose must have grazed.
When what to my wondering eyes should appear,
But a bonny blue thing in the shape of a tear.
With facets that twinkled, sparkled, and shone,
I knew in a moment it was the Countess’ stone.
Holmes sprang to the Times to review all the history
Of the Hotel Cosmopolitan jewel thief mystery.
The crime was fixed on a plumber named Horner.
No Christmas pie, no plumb; for him, a corner.
More rapid than lightening, Holmes’s orders now came,
As he wrote an advert and called the papers by name:
"Evening News, the Star, Globe, and Pall Mall!
St. James’s Gazette, Standard, Echo, et al."
The stone which Holmes held was the devil’s pet bait,
With a sinister history for a forty-grain weight.
Robberies, vitriol, three people now dead;
And all for a stone which should have been red.
Henry Baker called on the street with his name,
Wearing a tam o’shanter, much to his shame.
Holmes gave him his hat and then the bad news:
That we were compelled to eat his fine goose.
"To eat it!" said he, as he rose from his chair,
Sherlock Holmes was lounging in his purple dressing gown.
A felt hat was hung on the wood chair with care,
Looking seedy and cracked and much worse for the wear.
The forceps and lens were an arm’s length away,
So Sherlock Holmes was engaged well today.
Peterson was the giver, Holmes was the taker
Of the hat and goose, "For Mrs. Henry Baker."
Holmes began to infer from the battered old hat
Grizzled hair, self-respect, and odd things like that.
Then Peterson entered, astonished and dazed,
And showed us upon what the goose must have grazed.
When what to my wondering eyes should appear,
But a bonny blue thing in the shape of a tear.
With facets that twinkled, sparkled, and shone,
I knew in a moment it was the Countess’ stone.
Holmes sprang to the Times to review all the history
Of the Hotel Cosmopolitan jewel thief mystery.
The crime was fixed on a plumber named Horner.
No Christmas pie, no plumb; for him, a corner.
More rapid than lightening, Holmes’s orders now came,
As he wrote an advert and called the papers by name:
"Evening News, the Star, Globe, and Pall Mall!
St. James’s Gazette, Standard, Echo, et al."
The stone which Holmes held was the devil’s pet bait,
With a sinister history for a forty-grain weight.
Robberies, vitriol, three people now dead;
And all for a stone which should have been red.
Henry Baker called on the street with his name,
Wearing a tam o’shanter, much to his shame.
Holmes gave him his hat and then the bad news:
That we were compelled to eat his fine goose.
"To eat it!" said he, as he rose from his chair,
"Do not fret, Mr. Baker, we have one more there."
Holmes offered to him the disjecta membra,
Relics of an adventure he still could remember.
And taking his items, Baker turned with a jerk,
As Holmes and I set straight to work.
To the Alpha we went, then on to Covent Garden
Where Breckinridge against our pleas seemed to harden.
But finally we found the origin of the geese,
From one Mrs. Oakshott of Brixton Road, east.
We overheard Ryder, who was hot on the trail,
So as a four-wheeler passed, we decided to hail.
Riding to Baker Street, of the mystery, no mention,
But all the way there, we could sense Ryder’s tension.
As he saw the truth, our guest stifled a howl:
The stone had been rescued from his bar-tailed fowl.
At Holmes’s request, I helped the small imp,
To whom Holmes referred as simply "a shrimp."
The little man clutched at the detective’s knees,
Shrieking and begging and putting forth pleas.
For Sherlock Holmes, the case held no glory,
He was simply looking for an end to the story.
Cusack, the maid and Maudsely, who went bad -
Both wanted the stone that Holmes just now had.
The hotel attendant did the deed of evil,
Fed the stone to a goose, in the hopes of retrieval .
There were two that matched, but he hadn’t looked.
So now it seemed that Ryder’s goose was cooked.
Holmes said "No more words," and turned to the lout,
Ryder opened the door and then ran straight out.
The crisp rattle of footfalls, up from the street,
Told me Ryder knew that Holmes had him beat.
"I am not here to perform the policeman's role,
But it is just possible that I’m saving a soul.
It’s the season of forgiveness, a time to have heart,
Holmes offered to him the disjecta membra,
Relics of an adventure he still could remember.
And taking his items, Baker turned with a jerk,
As Holmes and I set straight to work.
To the Alpha we went, then on to Covent Garden
Where Breckinridge against our pleas seemed to harden.
But finally we found the origin of the geese,
From one Mrs. Oakshott of Brixton Road, east.
We overheard Ryder, who was hot on the trail,
So as a four-wheeler passed, we decided to hail.
Riding to Baker Street, of the mystery, no mention,
But all the way there, we could sense Ryder’s tension.
As he saw the truth, our guest stifled a howl:
The stone had been rescued from his bar-tailed fowl.
At Holmes’s request, I helped the small imp,
To whom Holmes referred as simply "a shrimp."
The little man clutched at the detective’s knees,
Shrieking and begging and putting forth pleas.
For Sherlock Holmes, the case held no glory,
He was simply looking for an end to the story.
Cusack, the maid and Maudsely, who went bad -
Both wanted the stone that Holmes just now had.
The hotel attendant did the deed of evil,
Fed the stone to a goose, in the hopes of retrieval .
There were two that matched, but he hadn’t looked.
So now it seemed that Ryder’s goose was cooked.
Holmes said "No more words," and turned to the lout,
Ryder opened the door and then ran straight out.
The crisp rattle of footfalls, up from the street,
Told me Ryder knew that Holmes had him beat.
"I am not here to perform the policeman's role,
But it is just possible that I’m saving a soul.
It’s the season of forgiveness, a time to have heart,
Let us begin another case, in which a bird will take part."
Sherlockista serdecznie poleca również wstrząsające doniesienie z tego bloga na temat sequelu do Sherlocka Holmesa Ritchiego... Czyżby filmowa wersja Mary Russell? Brrr.. ;)

P.S. Dla osób nadmiernie przywiązanych do kalendarza: życzenia nie wódka, nie wywietrzeją do grudnia, prawda :) ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








