Sherlockista z ogromną radością donosi, ze coraz więcej słyszy plotek o tym, ze Guy Ritchie zatrudnił do Sherlocka Holmesa 2 Daniela Day-Lewisa. Zastanówmy się, do jakiej też roli mógłby DDL pasować ... ;) Nasz Mistrz Holmes nakazuje w takich przypadkach wyeliminować wszystko to, co niemożliwe, a to co pozostanie, choćby i nieprawdopodobne, okaże się prawdą. Pani Hudson? Obsadzona. Irene Adler? Ma wrócić, w mniejszym wymiarze, ale wciąż w wykonaniu Rachel McAdams. Sherlock? Downey, na którego po Złotym Globie za pierwszego Sherlocka sypią się kolejne nagrody (można to śledzić na stronie fanów naszego Sherlocko-Iron Mana, z pewnością z projektu nie wypadł. Jude'a Law nikt nie śmiałby próbować nawet wyrzucić.
Zostaje zatem tylko Brad Pitt. To jest, Profesor Moriarty. Wprawdzie Brad Pitt był pewniakiem do tej roli, o którym napomykali także scenarzyści, ale New York Observer twierdzi, że zbyt mało filmów zrobił jeszcze z Guyem Ritchiem, żeby pakować się w kolejny. Tak, Sherlockisty też nie przekonuje do końca taka logika. Skromne plotki głoszą tylko, że konkurentami dla Daniela Day-Lewisa są inni zdobywcy Oscarów, Sean Penn, Javier Bardem i Gary Oldman, spośród których Sherlockista sam nie wie, który zachwyciłby go najbardziej. Może jednak Beethoven... ;)
A na koniec nasz możliwy Moriarty, laureat Oscara za Moją lewą stopę i Aż poleje się krew.
Sherlock Holmes - Kanon, apokryfy, adaptacje, ekranizacje, holmesologia, blog Sherlockisty, doniesienia z sherlockistycznego świata. Tu zawsze jest rok 1895.
piątek, 25 czerwca 2010
czwartek, 10 czerwca 2010
Komunikat techniczny 2 - MUNDIAL!!!
Zaczyna się jutro. W związku z czym Sherlockista informuje uprzejmie, że przez najbliższy miesiąc będzie nieco mniej blogowo aktywny.
To jest, jeśli Sherlock Holmes pojawi się na trybunach, żeby kibicować Wayne'owi Rooneyowi albo Conan Doyle zmartwychwstanie, by pooglądać Koreę Północną, to ShK nie omieszka o tym napomknąć. Podobnie, jeśli wydarzy się coś naprawdę ważnego albo gdy Holandia nie wyjdzie z grupy i ciężko załamany Sherlockista odda sie oglądaniu pocieszających i ukochanych ekranizacji.
Jeśli jednak wszystko potoczy się zgodnie z planem, piłka będzie okrągła (Jabulani!), bramki liczne, Hiszpania da czadu, Brazylia wreszcie pokaże na co ją stać, Niemcy będą straszyć, że jak zwykle na końcu wygrają, a Robben naprawdę cudem ozdrowieje... to Sherlockista serdecznie przeprasza, ale... zaległości nadrobi po finale ;)
To jest, jeśli Sherlock Holmes pojawi się na trybunach, żeby kibicować Wayne'owi Rooneyowi albo Conan Doyle zmartwychwstanie, by pooglądać Koreę Północną, to ShK nie omieszka o tym napomknąć. Podobnie, jeśli wydarzy się coś naprawdę ważnego albo gdy Holandia nie wyjdzie z grupy i ciężko załamany Sherlockista odda sie oglądaniu pocieszających i ukochanych ekranizacji.
Jeśli jednak wszystko potoczy się zgodnie z planem, piłka będzie okrągła (Jabulani!), bramki liczne, Hiszpania da czadu, Brazylia wreszcie pokaże na co ją stać, Niemcy będą straszyć, że jak zwykle na końcu wygrają, a Robben naprawdę cudem ozdrowieje... to Sherlockista serdecznie przeprasza, ale... zaległości nadrobi po finale ;)
poniedziałek, 7 czerwca 2010
150 lat Sidneya Pageta!
Sherlockista nareszcie (z pomocą nieocenionego BakerStreet bloga) przypomniał sobie, że w tym roku mija 150 rocznica urodzin człowieka, któremu - jak już kiedyś ShK pisał, cudownym przypadkiem - zawdzięczamy to:
Profesor Moriarty,
FINA
I to:
A zwłaszcza zaś to:
Holmes, SILV
I kto by pamiętał, że według Conan Doyle'a Holmes wcale nie był taki przystojny i że nie nosił na co dzień legendarnego deerstalkera?
Na stronach biblioteki w Toronto można znaleźć ciekawą okolicznościową "wystawę internetową" prezentującą nie tylko Pageta jako legendarnego autora ilustracji do opowiadań o Holmesie (wraz z obowiązkowym pytaniem, czy twarz Holmesa była twarzą niedoszłego ilustratora Doyle'a, brata Pageta, Waltera?), ale również prace zupełnie przeciętnemu holmesiście nie znane. Któż pamięta, że Paget zilustrował również "Tragedię Korasko", a nawet takie dzieła jak Witihin an Ace autorstwa Mary Colborn...
Sherlockista poleca inny bardzo ciekawy serwis, gdzie można nie tylko obejrzeć ilustracje Pageta (w sumie było aż 537 szkiców!), ale i poczytać eseje na temat tego, jak Paget przeinterpretowywał Doyle'a. Sherlockista musi wyznać, że nie jest zachwycony wciskaniem Pagetowi prób wskazania, że Holmes nie wrócił naprawdę w EMPT... ale i tak zabawa to przednia.
Paget miał również zaszczyt uwiecznić rodzinę królewską w żałobie po śmierci Wiktorii. Dla tych Czytelników, którzy nie poczuli się zachęceni, by odwiedzić strony osobiście, przekopiowuję tu ten ostatni obrazek. W końcu tamte chwile powinny obudzić emocje w sercu każdego wielbiciela detektywa, który dla uczczenia królowej strzelał z pistoletu w ścianę...
I wreszcie, na koniec, nasz bohater:
piątek, 4 czerwca 2010
Sherlock Holmes w radiu - odcinek pierwszy!
Sherlockista od dawna już planował zwrócić uwagę czytelników na jedną z najwspanialszych adaptacji Sherlocka Holmesa. Chodzi, naturalnie o serię BBC radio dramas, która objęła wszystkie (!!!) kanoniczne opowiadania i powieści. Pisaniem adaptowanych scenariuszy zajmował się głównie (choć nie tylko) Bert Coules, holmesologiczny geniusz, który jak mało kto wyczuwa wszelkie subtelności charakterów Holemsa i Watsona (można to osądzić również po jego wypowiedziach na polecanych przez Sherlockistę forach).
W rolach głównych wystąpili Michael Williams jako Watson i Clive Merrison jako Holmes i to Holmes niezwykle subtelny. Sherlock Merrisona, choć odegrany tylko niestereotypowo radiowym głosem, to postać bodaj jeszcze bardziej złożona niż Sherlock Bretta. Potrafi śmiać się histerycznie, czym doprowadza do szału Watsona (o nie mniej genialnym Michaelu Williamsie za chwilę), by odcinek później popaść w najgłębszą depresję i snuć ponure rozważania o Wagnerze. Kiedy trzeba, jest podekscytowanym łowcą, kiedy trzeba - chłodnym komputerem, czasem wreszcie znudzonym kawalerem, którego nic już w świecie nie ciekawi. Relacje między nim a Watsonem zasługują na jeszcze kilka wpisów (i ShK ma nadzieję, że się doczekają). Coules, który sam jest twórcą, jak nikt inny potrafił uczynić z doktora Watsona postać samodzielną i interesującą. Dał mu bogatą, artystyczną duszę. Między autorem opowiadań a jego muzą panuje zatem w BBC równość niespotykana w żadnej innej, nawet najśmielszej adaptacji. Holmes i Watson potrzebują siebie nawzajem, ale mają też wiele sprzecznych interesów. Watson chce prowadzić normalne życie. Głos Merrisona, gdy rozmawia z przyjacielem najpierw przed ślubem (końcówka SIGN w wersji BBC należy w opinii Sherlockisty do najlepszych i najbardziej wzruszających momentów w historii adaptacji Holmesa w ogóle), a potem gdy pociesza Watsona po śmierci Mary, to aktorski majstersztyk. Głos Williamsa, w którym wyraża się wszystko, od irytacji, przez serdeczność, wielką, choć w tym wydaniu wolną od podtekstów seksualnych miłość, po troskę, strach, niezrozumienie, a nawet tę szczególną czułość, którą żywimy wobec wyjątkowo nieznośnych łobuzów... należy usłyszeć samemu :)
Natomiast, notkę tę pisze Sherlockista akurat teraz, ponieważ już kilka osób zwróciło mu uwagę, że BBC 7 znów powtarza całą serię. Dziś od 21.15 czasu brytyjskiego (czyli 22.15 naszego) przez siedem dni wysłuchać będzie można online SHOS. Sherlockista poleca stanowczo. Ma też nadzieję, że po zakończeniu całego kanonu BBC zacznie przypominać również apokryfy autorstwa Coulesa - The New Adventures of Sherlock Holmes, inspirowane słynnymi "aluzjami" Watsona rozsianymi po całym Kanonie. Coules, naturalnie, nie zawiódł i napisał scenariusze, które doskonale pasują do dzieł Doyle'a, chociaż mają swój indywidualny ton. Chociaż Williams, niestety, nie zdążył nagrać tych kolejnych perełek holmesologii, zastąpiła go godnie gwiazda BBC 7, Andrew Sachs.
Jednym słowem: słuchajcie drodzy Czytelnicy koniecznie!
P.S. Każdy, kto widział okładki od Sherlocków BBC żałuje, że Merrison nigdy nie zagrał Holmesa na ekranie...
W rolach głównych wystąpili Michael Williams jako Watson i Clive Merrison jako Holmes i to Holmes niezwykle subtelny. Sherlock Merrisona, choć odegrany tylko niestereotypowo radiowym głosem, to postać bodaj jeszcze bardziej złożona niż Sherlock Bretta. Potrafi śmiać się histerycznie, czym doprowadza do szału Watsona (o nie mniej genialnym Michaelu Williamsie za chwilę), by odcinek później popaść w najgłębszą depresję i snuć ponure rozważania o Wagnerze. Kiedy trzeba, jest podekscytowanym łowcą, kiedy trzeba - chłodnym komputerem, czasem wreszcie znudzonym kawalerem, którego nic już w świecie nie ciekawi. Relacje między nim a Watsonem zasługują na jeszcze kilka wpisów (i ShK ma nadzieję, że się doczekają). Coules, który sam jest twórcą, jak nikt inny potrafił uczynić z doktora Watsona postać samodzielną i interesującą. Dał mu bogatą, artystyczną duszę. Między autorem opowiadań a jego muzą panuje zatem w BBC równość niespotykana w żadnej innej, nawet najśmielszej adaptacji. Holmes i Watson potrzebują siebie nawzajem, ale mają też wiele sprzecznych interesów. Watson chce prowadzić normalne życie. Głos Merrisona, gdy rozmawia z przyjacielem najpierw przed ślubem (końcówka SIGN w wersji BBC należy w opinii Sherlockisty do najlepszych i najbardziej wzruszających momentów w historii adaptacji Holmesa w ogóle), a potem gdy pociesza Watsona po śmierci Mary, to aktorski majstersztyk. Głos Williamsa, w którym wyraża się wszystko, od irytacji, przez serdeczność, wielką, choć w tym wydaniu wolną od podtekstów seksualnych miłość, po troskę, strach, niezrozumienie, a nawet tę szczególną czułość, którą żywimy wobec wyjątkowo nieznośnych łobuzów... należy usłyszeć samemu :)
Natomiast, notkę tę pisze Sherlockista akurat teraz, ponieważ już kilka osób zwróciło mu uwagę, że BBC 7 znów powtarza całą serię. Dziś od 21.15 czasu brytyjskiego (czyli 22.15 naszego) przez siedem dni wysłuchać będzie można online SHOS. Sherlockista poleca stanowczo. Ma też nadzieję, że po zakończeniu całego kanonu BBC zacznie przypominać również apokryfy autorstwa Coulesa - The New Adventures of Sherlock Holmes, inspirowane słynnymi "aluzjami" Watsona rozsianymi po całym Kanonie. Coules, naturalnie, nie zawiódł i napisał scenariusze, które doskonale pasują do dzieł Doyle'a, chociaż mają swój indywidualny ton. Chociaż Williams, niestety, nie zdążył nagrać tych kolejnych perełek holmesologii, zastąpiła go godnie gwiazda BBC 7, Andrew Sachs.
Jednym słowem: słuchajcie drodzy Czytelnicy koniecznie!
P.S. Każdy, kto widział okładki od Sherlocków BBC żałuje, że Merrison nigdy nie zagrał Holmesa na ekranie...
środa, 2 czerwca 2010
Drugie holmesologiczne doniesienie dnia...
Zdaje się, że któryś z Czytelników, zniecierpliwiony zapewne nudnym oczekiwaniem na Sherlocka BBC, włamał się do domu Guya Ritchiego w poszukiwaniu informacji na temat nowego Sherlocka Warner Bros ;)... Pracownicy Ritchiego schwytali 29-letniego sprawcę w domu reżysera koło Salisbury. Sam Guy nie miał podobno okazji wykazać się znajomością sztuk walki, które tak chętnie pokazuje na ekranie. Sprawcę przesłuchano i zwolniono za kaucją. Nie wiadomo, czy cokolwiek zginęło - ale przecież Lestrade XXI wieku z pewnością przeoczył wszystkie istotne szczegóły...
Wywiad z Sherlockiem BBC...
... jest śmiertelnie nudny. Sherlockista nie chce operować krzywdzącymi sterotypami, ale opowieść o dorastaniu młodego Benedykta w elitarnej szkole Harrow inna chyba być nie mogła. Fakt, że rodzice-aktorzy chcieli w ten sposób ocalić latorośl przed podążeniem w ich ślady nie ubarwia tej historii, a gdy sam Cumberbatch opowiada z dumą, jak to wybrał się na nieco mniej elitarny uniwersytet w Manchesterze, żeby poznać ludzi, których rodzice muszą zarabiać na życie ciężką pracą, to jest to raczej zabawne.
Optymistyczny - i bodaj jedyny w najmniejszym stopniu interesujący dla nas - fragment wywiadu to ten, w którym BC podkreśla, jak ważną produkcją jest Sherlock Holmes dla BBC. Wiemy już, że wytwórnia bez żalu poświęciła 800.000 funtów, byleby tylko pilot spełnił oczekiwania producentów, teraz dowiadujemy się, że na myśl o tym, że kręcenie filmów mogłoby się przedłużyć wszyscy bledną jak ściana, a biedny Cumberbatch usiłuje grać z zapaleniem płuc i dopytuje się nerwowo, czy przypomina troszkę Bretta albo Ratchbone'a. (To ostatnie, to akurat nie jest zbyt optymistyczna informacja.) Dobra wieść jest taka, że w opinii naszego charyzmatycznego Sherlocka scenariusze są wierne kanonicznym opowiadaniom, a uwspółcześnione realia nie wydają się sztuczne ("to nie tak, że wciskamy Juliuszowi Cezarowi komórkę")...
No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że angielska flegma będzie pasowała do roli.
Pocieszajmy się tym, że Benedict Cumberbatch dał się poznać jako bardzo dobry odtwórca tak trudnej roli, jak Stephen Hawking.
(zdjęcie pochodzi ze strony BBC)
Optymistyczny - i bodaj jedyny w najmniejszym stopniu interesujący dla nas - fragment wywiadu to ten, w którym BC podkreśla, jak ważną produkcją jest Sherlock Holmes dla BBC. Wiemy już, że wytwórnia bez żalu poświęciła 800.000 funtów, byleby tylko pilot spełnił oczekiwania producentów, teraz dowiadujemy się, że na myśl o tym, że kręcenie filmów mogłoby się przedłużyć wszyscy bledną jak ściana, a biedny Cumberbatch usiłuje grać z zapaleniem płuc i dopytuje się nerwowo, czy przypomina troszkę Bretta albo Ratchbone'a. (To ostatnie, to akurat nie jest zbyt optymistyczna informacja.) Dobra wieść jest taka, że w opinii naszego charyzmatycznego Sherlocka scenariusze są wierne kanonicznym opowiadaniom, a uwspółcześnione realia nie wydają się sztuczne ("to nie tak, że wciskamy Juliuszowi Cezarowi komórkę")...
No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że angielska flegma będzie pasowała do roli.
Pocieszajmy się tym, że Benedict Cumberbatch dał się poznać jako bardzo dobry odtwórca tak trudnej roli, jak Stephen Hawking.
(zdjęcie pochodzi ze strony BBC)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






