Odbyła się w niedzielę, dwa dni temu - i, uwaga, była, jak to określił jeden z blogów "A SMASH HIT" :) Beeb's producers są "ecstatic" :)). Guardian donosi, że widzów było 7 milionów i że Sherlock pobił Toma Cruise'a :))) Będzie, proszę państwa, tego więcej (trzymajmy kciuki za dwa kolejne odcinki)
I to pierwsza dobra wiadomość.
Druga, że to się da obejrzeć online. Trzeba tylko oszukać BBC, którego usługa iPlayer jest (chyba z uwagi na abonament czy coś) skierowana wyłącznie do widzów z Wysp. To znaczy, że należy zdobyć fejk-brytyjskie IP (wystarczy wyguglać free vpn i zainstalować). A potem wejść tu: http://www.bbc.co.uk/iplayer/tv/bbc_one i wyszukać Sherlocka - w najpopularniejszych, z boku :). Wreszcie, jeżeli ktoś ma za słabego neta, żeby oglądać przez streaming, można sobie ściągnąć na dysk i cieszyć się nim przez miesiąc.
A Sherlockista, który tak właśnie zrobił, obejrzał wczoraj Sherlocka nowego po raz pierwszy i chociaż porządną recenzję napisze po spokojnym obejrzeniu ponownym, śpieszy donieść, że warto :) Kolejny świetny, uwspółcześniony Sherlock, z wartką akcją, charyzmatycznym odtwórcą roli głównej, a co więcej - zgodnie z obietnicami - widać, że robili go ludzie, którzy go kochają. Naprawdę widać. To już nie są malutkie smaczki dla wielbicieli, jak w Sherlocku Ritchiego. Tu mamy zachowane podstawy fabuły, całe partie dialogów, pomysły, dedukcje, atmosferę niemal, na ile tylko dało się ją przełożyć na 21 wieczny Londyn, poczucie humoru Watsona... No, zasłużył sobie ten Sherlock na recenzję napisaną nie w "ekstatycznych" emocjach ;) Pora świętować.
A new Sherlock is born, yet again!
Sherlock Holmes - Kanon, apokryfy, adaptacje, ekranizacje, holmesologia, blog Sherlockisty, doniesienia z sherlockistycznego świata. Tu zawsze jest rok 1895.
wtorek, 27 lipca 2010
piątek, 23 lipca 2010
The Secret of Sherlock Holmes - Holmes na scenie
Sherlockista z pewną melancholią odnotował, że ktoś ośmielił się wystawić sztukę Jeremy'ego Paula, w której występowali niegdyś Jeremy Brett i Edward Hardwicke. Konkretnie, wyreżyserował ją Robin Herford w londyńskim Duchess Theatre. Z recenzji, która dotarła do Sherlockisty, wynika, że nic dobrego z tego nie wynikło. Autor recenzji chwali głównie tępawego i poczciwego Watsona (Robert Daws), za co mało który sherlockista zechciałby zapewne pochwalić jakąkolwiek adaptację. Treść sztuki - o bardzo dziwacznym zakończeniu i tak pretensjonalnej teorii dotyczącej związków Moriarty'ego i Holmesa, że tylko genialni Brett i Hardwicke mogli byli przekonująco to zagrać - naturalnie również nie wzbudziła entuzjazmu. Sherlockista nie wie, co musiałby wyczyniać na scenie ktoś o dziadziowatej fizjonomii Petera Egana, żeby uzyskać chociaż odrobinę, krztynę wiarygodności jako Sherlock Holmes... ShK jest w ogóle wstrząśnięty trailerem tego spektaklu:
... w związku z czym trochę na pocieszenie, a trochę na wywołanie fontanny łez zamieszcza ShK bezcenne nagranie samej fonii tej samej sztuki we wspomnianym na początku legendarnym wykonaniu. Niewiele jest smutniejszych rzeczy niż takie okruchy wspaniałości, których nigdy się już nie zobaczy ani nie odtworzy (wszystko wskazuje na to, że nikt nigdy niestety nie nagrał żadnego przedstawienia). Proszę Państwa, oto Brett i Hardwicke na scenie:
... w związku z czym trochę na pocieszenie, a trochę na wywołanie fontanny łez zamieszcza ShK bezcenne nagranie samej fonii tej samej sztuki we wspomnianym na początku legendarnym wykonaniu. Niewiele jest smutniejszych rzeczy niż takie okruchy wspaniałości, których nigdy się już nie zobaczy ani nie odtworzy (wszystko wskazuje na to, że nikt nigdy niestety nie nagrał żadnego przedstawienia). Proszę Państwa, oto Brett i Hardwicke na scenie:
Serial BBC - fan page
Krótkie doniesienie, że serial BBC nawet nie został jeszcze wyemitowany (nastąpi to pojutrze), a już dorobił się pracowicie i pewnie nie za darmo utrzymywanej strony-bloga "dla wielbicieli". Zawartość nie zachwyca Sherlockisty, podobnie jak nie zachwyca jawnie komercyjny charakter.
Można tam jednak znaleźć kilka prób zbudowania społeczności (copiątkowe czytanie tekstu Doyle'a, a także dość dziwny wpis o jakimś blogu z kotkami, który wydaje się Sherlockiście być owocem jakiegoś rozpaczliwego guglania.
Jeśli warto tam wchodzić, to dla wywiadów - z jednej strony dość banalnych (Cumberbatch o doktorze Who, Moffat i Gatiss i "dlaczego zdecydował się Pan nakręcić nową wersję Sherlocka), ale z drugiej po raz kolejny podkreślających, że ten "Sherlock" naprawdę stara się nie oburzyć ortodoksów.
Odpowiedzi Gatissa są niezwykle sherlockistycznie poprawne ;) - chcemy się skupić na relacjach między postaciami, jeśli wam się nie spodoba, będzie jeszcze mnóstwo innych wersji, to najczęściej adaptowane opowiadania w historii literatury, jakże to zadziwiające, że Conan Doyle nie lubił postaci, którą pokochały pokolenia, kochamy Sherlocka, chcieliśmy to pokazać i chcemy zrobić więcej, Benedict po prostu "fell into place" i bardzo nam zależało na nawiązaniach do oryginalnych historii. Sherlockistę wzruszył szczerze moment, w którym Gatiss tłumaczy, że wprawdzie zdarzali się Sherlockowie o nieco bardziej zaokrąglonych twarzach, nie tak ostrych rysach, może z odrobiną ciała, ale... ale z pewnych rzeczy po prostu nie można zrezygnować, bo w przeciwnym razie w ogóle nie kręci się już Sherlocka Holmesa. ShK właściwie nie jest przekonany, że się z tym zgadza (potrafiłby wymienić kilka takich Sherlocków, którzy mimo, nazwijmy to, deficytów w wyglądzie byli wspaniali i wiarygodni), ale czuje się głęboko w swoim ukrytym tradycjonalizmie usatysfakcjonowany.
Moffat z kolei zabawnie podkreśla, że wszyscy sherlockiści powinni wyczuć "swojaka" po drugiej stronie kamery. Oby :)
Można tam jednak znaleźć kilka prób zbudowania społeczności (copiątkowe czytanie tekstu Doyle'a, a także dość dziwny wpis o jakimś blogu z kotkami, który wydaje się Sherlockiście być owocem jakiegoś rozpaczliwego guglania.
Jeśli warto tam wchodzić, to dla wywiadów - z jednej strony dość banalnych (Cumberbatch o doktorze Who, Moffat i Gatiss i "dlaczego zdecydował się Pan nakręcić nową wersję Sherlocka), ale z drugiej po raz kolejny podkreślających, że ten "Sherlock" naprawdę stara się nie oburzyć ortodoksów.
Odpowiedzi Gatissa są niezwykle sherlockistycznie poprawne ;) - chcemy się skupić na relacjach między postaciami, jeśli wam się nie spodoba, będzie jeszcze mnóstwo innych wersji, to najczęściej adaptowane opowiadania w historii literatury, jakże to zadziwiające, że Conan Doyle nie lubił postaci, którą pokochały pokolenia, kochamy Sherlocka, chcieliśmy to pokazać i chcemy zrobić więcej, Benedict po prostu "fell into place" i bardzo nam zależało na nawiązaniach do oryginalnych historii. Sherlockistę wzruszył szczerze moment, w którym Gatiss tłumaczy, że wprawdzie zdarzali się Sherlockowie o nieco bardziej zaokrąglonych twarzach, nie tak ostrych rysach, może z odrobiną ciała, ale... ale z pewnych rzeczy po prostu nie można zrezygnować, bo w przeciwnym razie w ogóle nie kręci się już Sherlocka Holmesa. ShK właściwie nie jest przekonany, że się z tym zgadza (potrafiłby wymienić kilka takich Sherlocków, którzy mimo, nazwijmy to, deficytów w wyglądzie byli wspaniali i wiarygodni), ale czuje się głęboko w swoim ukrytym tradycjonalizmie usatysfakcjonowany.
Moffat z kolei zabawnie podkreśla, że wszyscy sherlockiści powinni wyczuć "swojaka" po drugiej stronie kamery. Oby :)
niedziela, 18 lipca 2010
Sherlockista się sfochał na BBC Sherlocka - ale nie poszło o sam trailer...
... tylko o fakt, że na stronach BBC jest on "niedostępny" dla osób z naszego regionu. Na szczęście, na takich zadufanych w sobie angielskich ograniczeń (a Sherlockista ma ich naprawdę wyżej nosa po tym, jak okazało się, że nie ma sposobu na legalne kupienie (!) przez Internet musicalu o SH wyłącznie z powodu strefy, w której mieszka), jest jeszcze youtube, dostępny - wciąż - w strefach wszelkaich. Na zakończenie zatem tego wpisu zobaczycie zatem drodzy Czytelnicy trailer do nowego Sherlocka, który sam w sobie nie jest zły.
Bardziej zaniepokoił Sherlockistę artykuł z Guardiana, w którym dowiedzieć można się o tym, jaki ten nowy Sherlock współczesny. A konkretnie: nie zażywa żadnych niepoprawnych politycznie substancji. Na wieść o tym, że Sherlock XXI wieku zamiast fajki ma cholerne plastry antynikotynowe, Sherlockista, chociaż sam rzucił, miał natychmiast ochotę zapalić...
Jest jednak też informacja trochę straszna, trochę smutna, a trochę zachwycająca. Ponoć Gatiss doznał oświecenia i w pewnym sensie wpadł na pomysł jak nowy Sherlock ma wyglądać w chwili, gdy uświadomił sobie, że znów w Afganistanie jest głupia, beznadziejna wojna, w której angielski lekarz mógłby odnieść rany. I znów Sherlock zapyta Watsona: "You come from Afghanistan, I perceive..."...
No niechże ktoś to wreszcie wrzuci w Sieć ;)
A na początek:
Bardziej zaniepokoił Sherlockistę artykuł z Guardiana, w którym dowiedzieć można się o tym, jaki ten nowy Sherlock współczesny. A konkretnie: nie zażywa żadnych niepoprawnych politycznie substancji. Na wieść o tym, że Sherlock XXI wieku zamiast fajki ma cholerne plastry antynikotynowe, Sherlockista, chociaż sam rzucił, miał natychmiast ochotę zapalić...
Jest jednak też informacja trochę straszna, trochę smutna, a trochę zachwycająca. Ponoć Gatiss doznał oświecenia i w pewnym sensie wpadł na pomysł jak nowy Sherlock ma wyglądać w chwili, gdy uświadomił sobie, że znów w Afganistanie jest głupia, beznadziejna wojna, w której angielski lekarz mógłby odnieść rany. I znów Sherlock zapyta Watsona: "You come from Afghanistan, I perceive..."...
No niechże ktoś to wreszcie wrzuci w Sieć ;)
A na początek:
piątek, 16 lipca 2010
It is with a heavy heart... czyli Jeremy Brett czyli Bending the Willow czyli bankructwo...
Sherlockista zwlekał parę dni z zamieszczeniem informacji, która zarazem zelektryzowała go i zasmuciła. Zelektryzowała - bo- uwaga, uwaga, UWAGA! - nareszcie wydano ponownie wymarzoną książkę Sherlockisty, Bending the Willow, biografię Jeremy'ego Bretta autorstwa jedynego, wspaniałego, sherlockistycznego do kości i osobiście z Brettem zaprzyjaźnionego Davida Stuarta Daviesa.
To właśnie ta biografia, o której Sherlockista kiedyś wspominał - ta, która w swojej szczerości okazała się tak ponura, że wymagała zakończenia niezapomnianą anegdotą o tym, jak to Brett wysyłał do siebie listy.
Skarb ten do dziś chadza po Amazonie za jedyne kilkaset funtów/kilkaset więcej dolarów, więc możliwość sprowadzenia go za dolarów 35 (plus ok. 20 za transport) jest niewątpliwie bardzo cenna. Tym bardziej ubolewa więc Sherlockista, że stracił już zupełnie wiarę w możliwość sprowadzenia jakichkolwiek Sherlockistycznych książek do swojego grajdołu (ostatni transport, ten, którym tak się chwalił kilka miesięcy temu, zaginął i nigdy już nie dojdzie...). Kolejne wydanie również zawdzięczamy cudownemu, malutkiemu kanadyjskiemu wydawnictwu Calabash Press, które specjalizuje się w holmesologicznych pozycjach (tak, tak, można również proponować własne... i nie jest tak, że Sherlockista ani przez chwilę o tym nie pomyślał...).
Jeśli jednak ktoś z Czytelników ma jeszcze w sobie dość ducha (i środków), by zaryzykować, to Sherlockista niewiele pozycji poleca goręcej:
To właśnie ta biografia, o której Sherlockista kiedyś wspominał - ta, która w swojej szczerości okazała się tak ponura, że wymagała zakończenia niezapomnianą anegdotą o tym, jak to Brett wysyłał do siebie listy.
Skarb ten do dziś chadza po Amazonie za jedyne kilkaset funtów/kilkaset więcej dolarów, więc możliwość sprowadzenia go za dolarów 35 (plus ok. 20 za transport) jest niewątpliwie bardzo cenna. Tym bardziej ubolewa więc Sherlockista, że stracił już zupełnie wiarę w możliwość sprowadzenia jakichkolwiek Sherlockistycznych książek do swojego grajdołu (ostatni transport, ten, którym tak się chwalił kilka miesięcy temu, zaginął i nigdy już nie dojdzie...). Kolejne wydanie również zawdzięczamy cudownemu, malutkiemu kanadyjskiemu wydawnictwu Calabash Press, które specjalizuje się w holmesologicznych pozycjach (tak, tak, można również proponować własne... i nie jest tak, że Sherlockista ani przez chwilę o tym nie pomyślał...).
Jeśli jednak ktoś z Czytelników ma jeszcze w sobie dość ducha (i środków), by zaryzykować, to Sherlockista niewiele pozycji poleca goręcej:
P.S. Nie jest do końca jasne, jak to cudo zamówić - jedni twierdzą, że przez maila do Calabash Press (ashtree@ash-tree.bc.ca), inni, że pisze się bezpośrednio na bendingthewillow@gmail.com, jeszcze inni, że trzeba zapisać się na facebooka. Sherlockista zamelduje w komentarzach, jeśli coś zdziała i którą drogą mu się udało.
czwartek, 15 lipca 2010
A Study in Pink - nareszcie konkrety na temat Sherlocka BBC
Wywiad z Benedictem Cumberbatchem (zna go Sherlockista stąd) - i same dobre wiadomości.
Po pierwsze, ponoć premiera już 25 lipca. Chociaż Sherlockista zetknął się z opiniami, że grozi to "niedopromowaniem" serii i być może jest sposobem na ukrycie wstydliwych jej braków, nie potrafi ukryć, że nie może się doczekać. Więc się cieszy. Trochę niepokoi rozbieżność między tak szybką premierą a raportowanymi wcześniej w tym blogu opóźnieniami w produkcji wynikłymi ze złej oceny pilota. Czyżby jednak przymknięto oko na niedoskonałości? przekonamy się. Chwilowo program BBC One nie sięga jeszcze tak daleko by zweryfikować datę premiery Sherlocka samodzielnie.
Po drugie, tytuł pierwszego odcinka brzmi A Study in Pink, co jest uroczym i uroczo współczesnym (ShK ma wrażenie, że upodobanie do różu jest obecnie dość trendy i sam owemu trendowi zresztą uległ) nawiązaniem do STUD. Zamiast szkarłatu krwi będziemy mieli różową kreację ofiary - samobójczyni, której wypadek budzi wątpliwości. Ale to nie wszystko!
Po trzecie, i najważniejsze, jak na STUD przystało, zobaczymy jedną z ukochanych scen każdego sherlockisty: pierwsze spotkanie Holmesa i Watsona!
Po czwarte, jak Sherlockista wyczytał na tej stronie, z której zresztą pożyczył poniższe bardzo zachęcające zdjęcie, sylwetki Sherlocka Holmesa i dr Johna Watsona, zgodnie z obietnicami Moffata i Gatissa, zostały tylko przeniesione we współczesne realia, ale nie fundamentalnie odmienione. Nowy Sherlock wciąż jest geniuszem, który potrzebuje, by pragmatyczny Watson sprowadzał go na ziemię. Nie rozpoznaje już jednak maszynistek po czubkach palców tylko pilotów po kciuku i programistów po krawacie. Ponadto jak obiecuje Benedict, jest w filmie dobry stary Londyn - i świetne nowe pomoce technologiczne.
Sherlockista wyzna, że ma coraz większą ochotę, by wreszcie obejrzeć tego 71-ego Sherlocka na ekranie! (licząc, naturalnie, bardziej znanych odtwórców roli głównej, a nie poszczególne produkcje)
Po pierwsze, ponoć premiera już 25 lipca. Chociaż Sherlockista zetknął się z opiniami, że grozi to "niedopromowaniem" serii i być może jest sposobem na ukrycie wstydliwych jej braków, nie potrafi ukryć, że nie może się doczekać. Więc się cieszy. Trochę niepokoi rozbieżność między tak szybką premierą a raportowanymi wcześniej w tym blogu opóźnieniami w produkcji wynikłymi ze złej oceny pilota. Czyżby jednak przymknięto oko na niedoskonałości? przekonamy się. Chwilowo program BBC One nie sięga jeszcze tak daleko by zweryfikować datę premiery Sherlocka samodzielnie.
Po drugie, tytuł pierwszego odcinka brzmi A Study in Pink, co jest uroczym i uroczo współczesnym (ShK ma wrażenie, że upodobanie do różu jest obecnie dość trendy i sam owemu trendowi zresztą uległ) nawiązaniem do STUD. Zamiast szkarłatu krwi będziemy mieli różową kreację ofiary - samobójczyni, której wypadek budzi wątpliwości. Ale to nie wszystko!
Po trzecie, i najważniejsze, jak na STUD przystało, zobaczymy jedną z ukochanych scen każdego sherlockisty: pierwsze spotkanie Holmesa i Watsona!
Po czwarte, jak Sherlockista wyczytał na tej stronie, z której zresztą pożyczył poniższe bardzo zachęcające zdjęcie, sylwetki Sherlocka Holmesa i dr Johna Watsona, zgodnie z obietnicami Moffata i Gatissa, zostały tylko przeniesione we współczesne realia, ale nie fundamentalnie odmienione. Nowy Sherlock wciąż jest geniuszem, który potrzebuje, by pragmatyczny Watson sprowadzał go na ziemię. Nie rozpoznaje już jednak maszynistek po czubkach palców tylko pilotów po kciuku i programistów po krawacie. Ponadto jak obiecuje Benedict, jest w filmie dobry stary Londyn - i świetne nowe pomoce technologiczne.
Sherlockista wyzna, że ma coraz większą ochotę, by wreszcie obejrzeć tego 71-ego Sherlocka na ekranie! (licząc, naturalnie, bardziej znanych odtwórców roli głównej, a nie poszczególne produkcje)
środa, 14 lipca 2010
Moriarty w roli głównej - kup pan komiks
... a właściwie sfinansuj jego powstanie. Jak dowiedział się Sherlockista z Baker Street Bloga, istnieje taka strona, na której wiszą artystyczne projekty do sponsorowania. Jednym z tych projektów jest komiks o Moriartym, Moriarty: the Dark Chamber. Głównym autorem jest Daniel Corey (do spółki z Anthonym Diecidue), a historyjka ma opowiadać o Moriartym, który u progu I wojny światowej został zaszantażowany przez agentów MI5 i zmuszony do odnalezienia starszego brata nieżyjącego już od wielu lat Sherlocka Holmesa. Moriarty musi spełnić misję, a także, przy okazji, udowodnić że wciąż jest Napoleonem Zbrodni. Wyzwanie rzuca mu nader niesympatyczny konkurent (patrz filmik poniżej).
Rozdział pierwszy jest już ponoć gotowy, pieniądze (w sumie $3700) potrzebne są na rozdział drugi. Cała książka będzie miała sporo, bo 140 stron.
W zależności od tego, ile wpłacimy, zostaniemy odpowiednio uhonorowani. Za jedyne 10 dolarów możemy liczyć na opublikowanie naszego nazwiska w gotowej książce, a za bodaj 100 otrzymamy dodatkowo różne gratisy, wersje elektroniczne a także poprzednią książkę autora. Za 200 dostajemy już chyba z pół kosmosu, więc gdyby Sherlockista był nieco zamożniejszy, to by się nie wahał.
Kogo powyższy opis nie przekonał (a Sherlockista wyzna, że jego osobiście przygody Moriarty'ego w czasie pierwszej wojny światowej obchodzą tak średnio i nie czytałby tego wcale, gdyby autorzy nie wpadli na przykład na bardzo oryginany pomysł, że to ze śmiercią Holmesa to ściema [bardzo delikatna sugestia]), ten może obejrzeć trailer i zobaczyć jak te obrazki żyją opatrzone groźną muzyką.
Rozdział pierwszy jest już ponoć gotowy, pieniądze (w sumie $3700) potrzebne są na rozdział drugi. Cała książka będzie miała sporo, bo 140 stron.
W zależności od tego, ile wpłacimy, zostaniemy odpowiednio uhonorowani. Za jedyne 10 dolarów możemy liczyć na opublikowanie naszego nazwiska w gotowej książce, a za bodaj 100 otrzymamy dodatkowo różne gratisy, wersje elektroniczne a także poprzednią książkę autora. Za 200 dostajemy już chyba z pół kosmosu, więc gdyby Sherlockista był nieco zamożniejszy, to by się nie wahał.
Kogo powyższy opis nie przekonał (a Sherlockista wyzna, że jego osobiście przygody Moriarty'ego w czasie pierwszej wojny światowej obchodzą tak średnio i nie czytałby tego wcale, gdyby autorzy nie wpadli na przykład na bardzo oryginany pomysł, że to ze śmiercią Holmesa to ściema [bardzo delikatna sugestia]), ten może obejrzeć trailer i zobaczyć jak te obrazki żyją opatrzone groźną muzyką.
Koniec przerwy na Mundial! Sherlock Holmes-Blog wraca do akcji.
Sherlockista serdecznie dziękuje Czytelnikom za cierpliwość i zapewnia, że gdy oddawał się piłkarskim ucztom nie działo się w sherlockistycznym świecie nic szczególnego - a to co się ważnego zdarzyło, skrzętnie, mimo ciszy, odnotował. Dlatego teraz nie zacznie od długich podsumowań a raczej zaprezentuje Czytelnikom kilka krótkich niusów. Uwaga: większość z nich może grozić obciążeniem portfela.
Po przerwie, zatem, the game is afoot - again!
Po przerwie, zatem, the game is afoot - again!
sobota, 10 lipca 2010
Jude Law rozsiewa plotki o Sherlocku Holmesie 2...
...i to wyśmienita okazja, by Sherlockista jeszcze raz przerwał swoją prywatną ciszę mundialową ;) Podobno aktor dowiedział się, że wraca na plan być może już w październiku. Nie wie, lub nie chce zdradzić, jaka jest fabuła. W wywiadzie można jednak między wierszami wyczytać - co jest wspaniałą wiadomością - że Jude Law uważa za oczywiste wykorzystanie w scenariuszu Kanonu. Co więcej, Law zarzeka się, że pracuje przy Sherlocku Holmesie 2 nie dla kasy, a dla towarzystwa. Watson zgrany ze swoim Holmesem oraz z nowym odpowiednikiem agenta literackiego Conan Doyle'a, Ritchiem, to dokładnie to, czego potrzebujemy, więc nie należy sądzić, że Jude po prostu zbiera fundusze na utrzymanie nowej rodziny.
Ponadto na koniec komunikat organizacyjny. Mundial dobiega końca. W niedzielę ukochana drużyna Sherlockisty (to nie jest manifestacja jakiegoś wielkiego optymizmu, bo ShK kocha Hiszpanię i Holandię prawie po równo ;) zdobędzie mistrzostwo świata. W poniedziałek Sherlockiana znów zaczną pęcznieć od doniesień, recenzji i plotek.
Ponadto na koniec komunikat organizacyjny. Mundial dobiega końca. W niedzielę ukochana drużyna Sherlockisty (to nie jest manifestacja jakiegoś wielkiego optymizmu, bo ShK kocha Hiszpanię i Holandię prawie po równo ;) zdobędzie mistrzostwo świata. W poniedziałek Sherlockiana znów zaczną pęcznieć od doniesień, recenzji i plotek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


