Debatę w odczuciu Sherlockisty odrobinę zepsuły kłopoty techniczne (kapitan jednej z drużyn nie został wpuszczony przez system i prezentacji argumentów dokonał za niego prowadzący całą debatę...) a już bardzo, ale to bardzo: fatalna prezentacja jego, Sherlockisty ekipy, czyli Tradycjonalistów.
ShK zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli pytamy o to, kto najlepiej przyczynia się do rozkwitu holmesowego dziedzictwa w perspektywie przyszłości, to BBC-Sherlock będzie miał żelazne argumenty. Przed debatą miał zresztą przygniatającą przewagę - 52 głosy. Wyobrażał sobie jednak, że argumenty te może odrobinę nadgryźć ekipa Warner Bros. (w końcu film jest jeszcze bardziej popularny niż serial), a także drużyna, którą osobiście popierał. W końcu gdyby nie klasyczne adaptacje 20 w., a zwłaszcza Brett, to z pewnością dziedzictwo to nie byłoby zachowane w tak dobrej kondycji, już nie wspominając o tym, że czym innym jest przechowanie Sherlocka w masowej pamięci jako superdetektywa i idola, a czym innym popularyzowanie samego ACD, razem z gazowymi latarniami, powozami, sentymentalnym obrazem wieku XIX i Watsonem-dżentelmenem.
Drużyna BBC-Sherlocka, mimo irytujących Baker Street Babes na czele, zaprezentowała się zgodnie z oczekiwaniami fantastycznie, eksponując trafnie wszystkie zalety serialu, jego zaskakującą wierność mimo uwspółcześnienia realiów, aktualność, nowoczesność, popularność i, po prostu, dobrą jakość.
Drużyna filmowa zrobiła co mogła, wskazując na to, że Ritchie potrafił zachwycić masową publiczność nową, nieco podkręconą wersją Sherlocka osadzonego wciąż jednak jakoś tam w czymś, co z daleka może wyglądać jak amerykański pogląd na to, jak mógł wyglądać wiek dziewiętnasty. Burt Wolder, kapitan owej drużyny (z ramienia podcastu I hear of Sherlock...) pokusił się nawet o przedstawienie niezwykle imponującego wykresu, który pokazywał, jak oglądalność Sherlocków wzrastała gwałtownie w okresach, w których pokazywano adaptacje utrzymane w epoce (i malała wówczas, gdy na przykład Rathbone z Bruce'em kręcili potworki o Sherlocku w Waszyngtonie i tym podobne).
Drużyna trzecia - to, jak wspomniał Sherlockista - rozczarowanie na całej linii. Prezentacja ta, czytana niestety przez organizatorów, była w zasadzie zbiorem refleksji różnych członków ekipy, które w większości mówiły mniej więcej tyle, że, no kurczę, jakoś tak głupio, jak ten Holmes poza swoją epoką jest pokazywany... i że chyba Sherlock w XIX w. to wierniej i fajniej... i że XIX-wieczny Londyn jest wierniejszy i fajniejszy... Autorzy ewidentnie nie wzięli pod uwagę, że taka "strategia" argumentacyjna pracuje również na rzecz filmu Ritchiego i nie zadali sobie trudu, by zdobyć się na jakiekolwiek konkretne przykłady udanych adaptacji utrzymanych w epoce (a z filmów z Brettem można by wyciąć stosy wspaniałych typowo dziewiętnastowiecznych momentów). Nie wspomnieli też o zasługach klasycznych adaptacji dla podtrzymania tradycji i w ogóle zamiast na podkreślaniu zalet przebrzmiałych już jak widać sław holmesowego świata, skupili się na promocji strony jednego z członków drużyny...
Po tych prezentacjach nadszedł czas na dyskusję, w której wszyscy radzili sobie nieźle, ale też i pytania były stosunkowo przyjazne. A to, jak obejść (wydumany przez współczesnych faszystów z działu cenzury, zdaniem Sherlockisty) problem pokazywania Holmesa z używkami, a to o wątek homoseksualny... takie tam typowe holmesowe świergolenie. Bardzo miłe, ale zupełnie niekonkluzywne. (Ani Shk ani Czytelniczce, których wymianę zdań na żywo można zresztą poczytać na fan-stronie Sherlockianów, nie udało się niestety zmieścić z własnym pytaniem).
Sherlockista był więc naprawdę i szczerze zdumiony wynikami debaty:
Final Vote - The Great Sherlock Holmes Debate
A konkretnie faktem, że aż tyle osób zmieniło zdanie (!) i dopiero po debacie wybrało opcję "Niezdecydowany". Sherlockista wahał się tylko, czy głosować wciąż na to, co w sercu swoim uważa za najlepsze dla Holmesa, czyli Drużynę 3, czy uszanować tego, kto bezwzględnie najskuteczniej przedstawił swoje racje w debacie (Drużyna BBC). Czemu inni uczestnicy zmienili zdanie tak, jak zmienili, a zwłaszcza już czemu zarówno odpłynęli zarówno od ekipy BBC jak i od ekipy filmowej (która zaprezentowała się całkiem przyzwoicie i nie powinna była nikogo zniechęcić) - tego ShK nie pojmuje w ogóle. Bo - co jest wnioskiem końcowym organizatorów - że Debata pokazała wyraźnie, jak wspaniały, zaskakująco zwarty, liczny i zdeterminowany jest fandom nowego Sherlocka BBC, to Sherlockisty nie dziwi wcale. Bardzo dobrze! Przypomniał sobie dziś ShK The Great Game i zachwycił się od nowa :)View more presentations from The Great Sherlock Holmes Debate
***
A skoro mowa o Sherlocku BBC, to obiecane w tytule nowe, nieznane wcielenie poznał Sherlockista przypadkiem, dzięki pewnemu doniesieniem, które otrzymał już jakiś czas temu. Wyczytał mianowicie, że w Seulu furorę robi musical na podstawie ACD, obejrzał zdjęcie:

...i jako wielki wielbiciel nie tylko Holmes-musicali (o tym wciąż czeka Czytelników kiedyś wielka notka), ale i faktu, że na Dalekim Wschodzie Sherlock czczony jest co najmniej jak Chopin, zapragnął nad życie wysłuchać chociaż fragmentu. Fragmentu, niestety, się nie doguglał, ale za to...
...przecież to brzmi, jak gdyby Cumbi się w Seulu urodził... :D


