UPDATE: Szokująca prawda o Sherlockiście!


Szokująca prawda o mnie wygląda tak, że jestem kobietą, używam ksywy Sherlockista, bo mam paskudne imię, a znajomi mówią na mnie po prostu Sherlock (true story). Rozumiecie, że gdzie jak gdzie, ale na blogu dla wielbicieli Sherlocka Holmesa i wszelkich jego wcieleń nie wypada się bezczelnie nazwać Sherlockiem.

Jeszcze niedawno pisałam na tej stronie, że "kończę studia doktoranckie i zbliżam się do trzydziestki", a tu tymczasem jedno i drugie już od jakiegoś czasu mission accomplished, ale dla wiernych Czytelników Sherlockianów, przyzwyczajonych do notek o filmach animowanych i pierdzących zielonych potworach, wciąż może być to informacja cokolwiek zaskakująca.
Kiedy nie jestem Sherlockistą, zajmuję się filozofią i tłumaczeniem książek - update: oraz trzema kotami, które można podziwiać na mojej bezwstydnej stronie. I, last but most certainly not least, córeczką.
Ale poza tym się nie zmieniłam :)
Nadal więc:
Lubię kosmitów, zwłaszcza tych z dwoma sercami, podróże w czasie i przestrzeni, przygody, miecze świetlne, zimną wódkę, kryminały, dobre zakończenia, a najbardziej puchnące statystyki bloga i góry komentarzy.
Nie żałujcie mi lajków i interakcji, reklam tu nie ma i nie będzie, ale śledzę google analytics tak pilnie, jak gdybym miała z tego miliony, bo nic nie sprawia mi takiej radości jak te chwile, kiedy widzę, że Sherlockiana się Wam podobają.
Moim ukochanym Holmesem - wbrew chmurze tagów - jest Jeremy Brett. Oczywiście, jeśli czytaliście Sherlockiana przez choćby miesiąc, to nie mogliście tego nie zauważyć. Ale nowym Czytelnikom należy się - odpowiednio i w zależności od tego, jak wyglądają ich własne relacje z Jeremym B. - ostrzeżenie, szczególnie serdeczne "witaj wśród swoich", albo propozycja, żeby dali mi się zachęcić do poznania i pokochania Bretta. Notki o nim (uwaga, stężenie sentymentu i uwielbienia groźne dla zdrowia) znajdziecie pod odpowiednim tagiem.
Blog ma już trzy lata i chociaż nie jestem najpracowitszą z blogerek, to jednak sporo filmów i książek zostało już tu zrecenzowanych - dlatego zachęcam Was do pogrzebania w starszych notkach, jeśli kochacie Sherlocka albo zaczynacie z nim znajomość, to prawie na pewno znajdziecie coś, co Was zaciekawi.
Namawiam też wszystkich, którzy nie gardzą facebookiem, żeby zalajkowali Sherlockiana - na stronie staram się nie spamować, ale dużo jest drobnych wiadomości czy krótkich komentarzy, których nie ma sensu wieszać na blogu. Znajdziecie je właśnie tam.

Bawcie się dobrze!
ShK



6 komentarzy:

D.Max pisze...

Po przeczytaniu tego, muszę stwierdzić że naprawdę czuć kawałek Twojej duszy w każdym napisanym przez Ciebie tekście, Sherlockistko :) To niezwykle imponujące.

Anonimowy pisze...

Nie mam talentu do głębokich wpisów czy komentarzy, więc powiem krótko. Podoba mi się tutaj a że lubię Sherlocka, więc zostaję ;)
Zwierz zarekomendował.

P.S. Tego imienia paskudnego jestem ciekawa :)

Sherlockistka pisze...

Miło mi bardzo :)
Muszę nieco zaktualizować szokującą prawdę chyba, i trzydziestki dobiegłam, i imienia zaczęłam używać - Maja!
pozdrowienia!

Anonimowy pisze...

Pani Maju, trafiłam na Pani bloga poprzez audycję w radiowej Dwójce. Tak jak i Pani uważam, że jedynym filmowym Sherlockiem jest Jeremy Brett. Majstersztyk.
Pozdrawiam
Wolanda

Anonimowy pisze...

Witam Panią Sherlockistkę,

Pisze Pani z prawdziwą pasją o postaci Sherlocka i o wszelkich literackich, filmowych, historycznych, kulturowych "zdarzeniach", nawiązaniach itd., dotyczących tego bohatera i cyklu opowiadań jemu poświęconych, autorstwa Doyle'a.
Można powiedzieć, że tropiąc Sherlocka w kulturze, sama stała się Pani detektywem o określonej specjalizacji;).
Gdy czytam to stwierdzenie - "Tu zawsze jest rok 1895", zawsze przechodzi mnie jakiś dreszcz emocji... Może dlatego, że zawsze w wyobraźni można wracać do pewnych światów , wykreowanych przez innych ludzi i przez nas samych.
Do postaci filmowego i serialowego Holmesa, kreowanego przez Jeremiego Bretta, "dotarłam" poprzez Pani blog. Przyznaję, kreacja Jeremiego Bretta nie ma sobie równych, jest błyskotliwa. To rola niejednoznaczna, nurtująca widza, i nie dająca mu spokoju, taka do których się wraca.

Pozdrawiam
Barbara

Sherlockistka pisze...

Bardzo dziękuję, że Pani napisała, tak lubię wiedzieć, że ktoś tu zagląda :) A jeśli dzięki mnie ktoś poznał JB, to znaczy, że ten blog ma sens!
Pozdrawiam serdecznie!
Maja