Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SILV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SILV. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2011

O tym, że nie należy przegapiać tego, czego nie ma, poza tym nie ma: zdjęć z planu BBC, powodów do obaw o Freemana oraz ratunku dla Sherlockisty

Jednym z ukochanych i najbardziej znanych, a przy okazji, o dziwo, serio kanonicznych (w odróżnieniu od "Elementary...") dialogów z udziałem Holmesa jest niewątpliwie ten z SILV. Holmes podkreśla, że ważnym tropem jest dziwne zachowanie psa w noc zbrodni, a kiedy słyszy zdziwioną uwagę inspektora, że "przecież pies nic nie zrobił", odpowiada legendarnym "and that was the curious incident". Fraza "Curious Incident of the Dog in the Nighttime" doczekała się nawet własnej książki, której została tytułem.

Właśnie tę frazę wzięła też na warsztat autorka pierwszej części obiecującego cyklu "lekcje Sherlocka Holmesa" ze strony bigthink.com  w swoim artykule poświęconym wskazówkom, które możemy z Holmesa wyciągnąć, by zacząć w końcu aktywnie obserwować świat wokół nas, a nie tylko "widzieć", czyli bezrefleksyjnie przyjmować serwowaną nam papkę.
Bardzo zgrabnie pokazuje, jak zasada zwracania uwagi na to, czego nie ma, może nam pomóc wyślizgnąć się z macek marketingowców, którzy sztucznie dobierają nam informacje i ograniczają wybór a także to, że często niezrobienie niczego - jak pies, który nie ostrzegł właścicieli przed włamaniem - też w istocie jest decyzją i działaniem. Pies mógł zaszczekać, ale nie zaszczekał, bo znał włamywacza.
Wśród filozofów nauki nie ma zgody co do tego, czy należy uznawać tak zwane przyczyny negatywne, czyli niezajście pewnych okoliczności za zdarzenia w ogólności a przyczyny w szczególności (na przykład, czy przyczyną pożaru może być fakt, że w pobliżu nie było Sherlocka Holmesa z wiadrem wody? a czy przyczyną wypadku na przejeździe nie był fakt, że w pobliżu nie było dróżnika?). W wyjaśnianiu zjawisk i w indukcyjno-dedukcyjnej metodzie Holmesa to, co się nie zdarzyło niejednokrotnie odgrywa równie ważną rolę. A w życiu Sherlockisty to, że uroczy pan sprzedający mu internet nie powiedział, że bez ostrzeżenia internetu może nie być, za to ShK dowie się, że z powodu braku działań zerwał swoją umowę i otrzyma za to straszliwą karę - na której temat również żadnych informacji też nigdzie na wierzchu nie widać odegrało ostatnio rolę dość bolesną. Po pierwsze, ma utrudniony dostęp do Sherlockianów i materiałów. Po drugie, kto jak kto, ale ShK, który SILV, także z uwagi na piękną ekranizację z Brettem, wręcz uwielbia, mógł o tym wymownym nieszczekaniu psa pamiętać...
___
Dalej będzie już krótko, bo niczego nie ma, jak u Kononowicza :)
Zdjęć z planu Reichenbach Falls nie ma, bo są zupełnie nieciekawe - Cumberbatch jest ładnie ubrany w fioletową koszulę i granatowy szalik, Lestrade ma urocze okularki, które pożycza też uśmiechniętemu Hobbitowi Watsonowi, ponadto widać dobrze już nam znany plan na Baker Street... - to wszystko razem nie jest warte zachodu z pożyczaniem/bezczelnym łupieniem cudzych fotografii. Mnóstwo takowych można obejrzeć na przykład tu, jeśli ktoś jest bardzo ciekawy ;), a podrasowane i skoncentrowane na Sherlocku znaleźć można na bardzo sprytnej fan-stronie Cumberbatcha.
Nie ma też powodów do obaw o Freemana - a konkretnie obaw wysłowionych przez Fandorina w komentarzu pod ostatnim postem  (że zrzucą Cumberbatcha z wodospadu, bo nie będą mieli jak kręcić kolejnych sezonów z powodu Hobbita) :) Nie tylko pozwalają Freemanowi grać na dwa fronty, ale jeszcze wykorzystują ten fakt, żeby Jakcson (szef Hobbita) mógł sobie zrobić przerwę i skoczyć do San Diego (gdzie odbył się Comic Con i gdzie jest fantastyczne zoo, w którym można obserwować na żywo słonie przez kamerkę - ShK nie mógł sobie odmówić). Jeśli ubiją Sherlocka, to nie z powodu jakichś maluchów z owłosionymi stopami.
Na koniec - żeby nie było, że nie ma w poście nawet wszystkiego tego, czego miało nie być zgodnie z tytułem - nie ma nadziei dla Sherlockisty bo wiedziony uwielbieniem dla Moffata i Gatissa postanowił wreszcie obczaić to, z czego panowie ci byli znani w Wielkiej Brytanii wiele lat przedtem, zanim zrobili nam nowego, fantastycznego Sherlocka. O tak, Sherlockista wsiąkł w Doktora Who... I tak, jest dokładnie tak uroczy i wspaniały, jak można by tego po Moffacie i Gatissie oczekiwać. Problem w tym, że jest to serial, który wychowuje Brytyjczyków od lat kilkudziesięciu, odcinków ma około 800 i Sherlockista musi dokonać dość poważnego przeorganizowania swojego życia, by to wszystko teraz ogarnąć. Takiej TARDIS po prostu, potrzebuje... (zwróćmy uwagę, że TARDIS, chociaż na skutek awarii aparatury maskującej "utknęła" w postaci granatowej budki policyjnej z lat sześćdziesiątych, nigdy nie bywa przez ludzką rasę zauważana - a gdy Doktor wyrzeka na nasze gapiostwo brzmi zupełnie jak Holmes margający na Watsona, który widzi, ale nie obserwuje...).
Można w każdym razie oczekiwać, że na Sherlockianach wzmianki o Doktorze traktowane będą od tego dnia nieco poważniej niż dotąd.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

150 lat Sidneya Pageta!



Sherlockista nareszcie (z pomocą nieocenionego BakerStreet bloga) przypomniał sobie, że w tym roku mija 150 rocznica urodzin człowieka, któremu - jak już kiedyś ShK pisał, cudownym przypadkiem - zawdzięczamy to:




Profesor Moriarty,
FINA







I to: 
 


Holmes,
NAVA


























A zwłaszcza zaś to:


Holmes, SILV




I kto by pamiętał, że według Conan Doyle'a Holmes wcale nie był taki przystojny i że nie nosił na co dzień legendarnego deerstalkera?
Na stronach biblioteki w Toronto można znaleźć ciekawą okolicznościową "wystawę internetową" prezentującą nie tylko Pageta jako legendarnego autora ilustracji do opowiadań o Holmesie (wraz z obowiązkowym pytaniem, czy twarz Holmesa była twarzą niedoszłego ilustratora Doyle'a, brata Pageta, Waltera?), ale również prace zupełnie przeciętnemu holmesiście nie znane. Któż pamięta, że Paget zilustrował również "Tragedię Korasko", a nawet takie dzieła jak Witihin an Ace autorstwa Mary Colborn...


Sherlockista poleca inny bardzo ciekawy serwis, gdzie można nie tylko obejrzeć ilustracje Pageta (w sumie było aż 537 szkiców!), ale i poczytać eseje na temat tego, jak Paget przeinterpretowywał Doyle'a. Sherlockista musi wyznać, że nie jest zachwycony wciskaniem Pagetowi prób wskazania, że Holmes nie wrócił naprawdę w EMPT... ale i tak zabawa to przednia.


Paget miał również zaszczyt uwiecznić rodzinę królewską w żałobie po śmierci Wiktorii. Dla tych Czytelników, którzy nie poczuli się zachęceni, by odwiedzić strony osobiście, przekopiowuję tu ten ostatni obrazek. W końcu tamte chwile powinny obudzić emocje w sercu każdego wielbiciela detektywa, który dla uczczenia królowej strzelał z pistoletu w ścianę...





I wreszcie, na koniec, nasz bohater:


wtorek, 11 maja 2010

The curious incident of the dog in the night time...

każdy szanujący się sherlockista kocha ten dialog z SILV. "The dog did nothing in the night-time! - That was the curious incident." Jak donosi Daily Telegraph, właśnie dzięki tej frazie niejaki Scott Baldwin wydedukował, kto dopuścił się kradzieży w jego domu. W SILV z faktu, że pies nie szczekał, Holmes wywnioskował, że sprawcą zbrodni był ktoś, kogo pies znał. Podobnie postąpił Baldwin, a jego bratanek, który ukradł mu konsolę do gier i kilkaset funtów, zdemaskowany właśnie przez podejrzane milczenie psa, prawdopodobnie nie zostanie fanem opowiadań ACD. Z drugiej strony, po raz kolejny przekonujemy się, dlaczego ich uważna lektura może przynosić korzyści stróżom prawa.

A tu owa legendarna rozmowa z SILV :)

środa, 17 marca 2010

A w przerwie między doniesieniami...

(bo w Sherlockistycznym świecie ewidentnie tydzień ogórkowy i tylko plotki o tym, jakim złym ojcem jest Jude Law - ale do rozpowszechnienia tych plotek i faktu, że chce się widywać z córką tylko dwa razy w roku (!) oczywiście Sherlockista się nie zniży. Skąd.)...
Otóż w przerwie między doniesieniami zgodnie z zasadą że dwa zdjęcia robią za 1000 argumentów, dlaczego ekranizacje z Jeremym Brettem są dobre :

SILV, Sidney Paget, szczegóły na temat ryciny można znaleźć na tej wspaniałej stronie




a tu kadr z filmu, przedstawiający naturalnie Jeremy'ego Bretta i Davida Burke'a, jego pierwszego Watsona



Garść informacji na temat Sidneya Pageta, rysownika z czasopisma The Strand najsłynniejszego (obok Dorra Steele'a z Collier's Weekly) rysownika ilustrującego opowiadania ACD, oraz jego ilustracje można znaleźć między innymi tu, a także tu, gdzie szczegółowo opowiedziana jest słynna historia, jak to Paget został słynnym Pagetem od Holmesa tylko przez przypadek. Zlecenie zostało zaadresowane do jego brata Waltera, jednak ostatecznie brat posłużył Sidneyowi tylko jako model do szkiców jednego z najsłynniejszych profili świata.