Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laurie King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laurie King. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lutego 2018

Pan Sherlock Holmes i melancholia



Dawno dawno temu, przed cudownym odrodzeniem i odmłodzeniem fandomu dzięki serialowi BBC, brytyjscy afficionados tym różnili się od amerykańskich, że rzadziej uzurpowali sobie prawo do mówienia swojemu ukochanemu detektywowi po imieniu. Baker Street Irregulars z Nowego Jorku - to zawsze byli “Sherlockiści”, ale w Londynie mieszkali raczej “Holmesianie”. Brakuje mi czasem tego sztywnego “Mr Sherlock Holmes”, wyżej uszu już mam tego swojskiego “Sherlocka” odmienianego przez wszystkie przypadki. “Sherlock”, ziom “Johna”, uczłowieczany tak pracowicie, taki załzawiony, zrozpaczony i wściekły, taki emocjonalny, taki już-nie-maszyna, tyle ma okropnych problemów, rodzina toksyczna, tu fest ućpany, tam się napił za dużo, toastów się boi, zbić się dał i skopać, ale i tak sądzi jeszcze, że mu się należało, bo taki już gorszy jest, i nóżkę ma mniej albo bardziej, w życiu mu ogólnie nie wyszło i kto go przytuli.
No nie ja, w każdym razie. Z całą pewnością utulą go wystarczająco, a może i aż nadto niezliczoni fanfikowi Johnowie i kogo tam jeszcze naniesie fanfikowym Sherlockom wyobraźnia cudownych wariatów, którzy potrafią natrzaskać tyle tekstów dla czystej frajdy pobycia z takim bidulkiem ciaptakiem popapranym.

Ja nie mam z tego frajdy. 


piątek, 16 września 2016

Notka w której nie ma żadnej recenzji, za to jest tabelka, Doktor, House, a także to, o co chodzi w całym tym Sherlocku Holmesie.


U Henryka Manna znalazłam kiedyś definicję tak cudowną, że przytaczam ją o wiele zbyt często. To dramaturg. - mówi ktoś o aspirującym młodym artyście.  - Przecież jeszcze nic nie napisał! - Nie, ale gdyby napisał, to byłby to dramat. No więc Sherlockista, moi drodzy, niewątpliwie jest blogerem, bo gdyby coś pisał, to pewnie Sherlockiana - ale nie jest już, na przykład, recenzentem. Pisuję Wam jeszcze krótkie podsumowania, lakoniczne polecanki albo życzliwe ostrzeżenia na facebookowej stronie Sherlockianów, ale jak mawiają bohaterowie "Zabójczej broni 3", długie recenzje? I'm too old for this shit. Naturalnie nie mam tu na myśli, że coś jest nie tak z formą recenzji albo że w ogóle nie warto ich moim zdaniem pisywać, bo znam mnóstwo takich, które warto, i ludzi, którzy robią to znakomicie - it's not you, it's me, recenzjo, zasługujesz na kogoś lepszego, hej! mam pomysł: zostańmy przyjaciółmi.

Z drugiej strony jednak, czasem, gdy przedzieram się przez tę wielką lawinę sherlockistycznej twórczości, o której wspominałam ostatnio na stronie, jakoś żałuję, że nie piszę tych recenzji, jakoś co i rusz chciałabym Wam o tym i owym powiedzieć. I, upychając myśli w krótkim statusie, który wydalam na pożarcie zasięgom facebooka, pomyślałam wczoraj, że bycie blogerem, nazwijmy to, "w sensie Mannowskim", ma jedną, ogromną zaletę: presja jest naprawdę zerowa. Jesli macie ochotę na jedną z tych notek, w których nie ma żadnej porządnej recenzji, a to jest pięć różnych książek, tabelka innych w zapasie oraz Doktor, House i sens holmesologicznego życia, to zapraszam.



niedziela, 29 kwietnia 2012

Apokryfy, Laurie King i ktoś tu jest na to wszystko za stary.

Pamiętacie, jak w poprzedniej notce skarżyłam się na przestój w tematach, który był przyczyną dłuższej przerwy? Trochę oszukiwałam. Tak naprawdę nie muszę czekać na żadne ekscytujące niusy (w rodzaju: "aż się boję, jaki poziom musiała osiągnąć brytyjska telewizja, skoro "Sherlock" jako całość nie zasłużył nawet na nominację do BAFTy!"), bo wiele tekstów od dawna już czeka na napisanie. Czasem tylko brakuje jeszcze trochę researchu (jak przypadku całego działu "Stare Sherlocki", który miał się tu pojawić już od samych początków bloga), czasem ochoty, by dokończyć film do zrecenzowania (nawet nie wiecie, nawet nie podejrzewacie, jakie dwa cudowne koszmarki chowam dla Was w rękawie!), ale bardzo rzadko śmiałości.

środa, 16 lutego 2011

Sherlockistyczne spóźnione walentynki...

...przyszła! Przyszła! Naprawdę przyszła, pod wieczór, niespodziewanie, kiedy zaczynał już Sherlockista tracić nadzieję. Piękna nad wszelkie pojęcie i cudowniejsza niż w najśmielszych marzeniach. Okryta tylko cieniutką żółtą kopertą ze stemplem BSI i Urzędu Celnego w Warszawie, ale wewnątrz twarda, solidna, ciężka i wspaniała.

Właśnie ona, tu z frustracją jako obiekt marzeń jedynie Sherlockisty opisana.
Prawie 450 stron najpiękniejszych, najstarszych, legendą owianych pereł Sherlockizmu, najlepsze eseje najwspanialszych ludzi na świecie z lat 1902-1959... Wszystkie obiecywane przez BSI nazwiska i jeszcze tyleż więcej... Esej Założycielski Knoxa, Dorothy L. Sayers razy kilka, Franklin D. Roosevelt, Christopher Morley, Anthony Boucher, Vincent Starrett, Rex Stout, Jay Finley Christ, sam William S. Baring-Gould (no, fragment ;) )... Nieprzebrane bogactwo i niesłychane wzruszenie.
Ale pewnie nie miałby Sherlockista autentycznych łez przejęcia w oczach, gdyby nie otworzył od razu łapczywie okładki i nie zobaczył, że na pierwszej stronie ma prawdziwy autograf Lesliego Klingera (...no dobra, Laurie King też, w zaistniałej sytuacji chyba trzeba będzie zacząć jej wybaczać Mary Russell)...
(ShK serdecznie przeprasza za jakość tego zdjęcia, ale jak się dysponuje wyłącznie przedpotopową komórką bez flesza i kabelka do komputera to... to Czytelnicy nawet nie wiedzą, na ile wysiłków trzeba się wtedy zdobyć, żeby zaszpanować autografem na blogu ;) )
W tej sytuacji może tylko Sherlockista powiedzieć, że BSI rzeczywiście działa, że jak piszą na stronie, że mają jeszcze trochę egzemplarzy z autografem to należy wierzyć, że mają a nie potem tracić oddech z wrażenia i...
...i idzie czytać :)

sobota, 29 stycznia 2011

Post w sensie ścisłym...

Po obfitującym w różnorakie smakowite wydarzenia początku stycznia, ostatnie dwa tygodnie były dla Sherlockisty jak dieta kopenhaska. Rzucał się z nadzieją na każdy tekst, w którym zabłysło nazwisko Holmesa, po czym odkrywał, że trafił właśnie na bloga poświęconego drzewkom bonsai albo, o zgrozo, o Smoleńsku (tylko otchłannie głębokie poczucie obowiązku Sherlockisty skłoniło go do zajrzenia do artykułu pod tytułem Katastrofa smoleńska i Sherlock Holmes (tytuł chyba został zmieniony, bo teraz trudno go wyszukać. Niestety - na szczęście? - okazało się, ku wielkiemu rozczarowaniu ShK, że nie odkryto przy wraku samolotu śladów żadnego wielkiego psa, a po prostu ktoś odwołał się w wywiadzie do cytatu z Holmesa ("Insensibly one begins to twist facts to suit theories, instead of theories to suit facts." - SCAN, podobną wypowiedź można znaleźć już w STUD.
Jakoś nie poruszyła też ShK wstrząsająca informacja o kłótniach między Judem Lawem (Ritchie-Watsonem) a Robertem Downeyem Jrem (Ritchie-Holmesem) na temat Mela Gibsona - która została zamieszczona na 6 chyba różnych portalach... Zainteresowanym streszcza Sherlockista, że RDJ ma dług wdzięczności wobec Mela, który pomagał mu kiedyś wyciągać się z nałogów. Law tymczasem jest przejęty losem Oksany, która zarzuca Gibsonowi rzeczy naprawdę jeżące włos na głowie. Prawda, że to poruszająca sprawa? Czy to wpłynie na atmosferę na planie? Już niebawem dowiemy się więcej, niestety...

Sherlockista po raz enty otrzymał też znacznie ciekawszą, ale frustrującą na swój sposób informację, że na stronie Baker Street Journal można kupić zaplanowaną na luty i absolutnie zachwycającą książkę pod wspólną redakcją Laurie King (tak, to ta od Mary Russell... nie zrażajcie się jednak, drodzy Czytelnicy i czytajcie dalej, King w zeszłym roku wstąpiła do BSI i chyba schodzi na właściwą drogę ;) oraz Lesliego Klingera (prawda, że od razu lepiej? :) ).

Jak widać, tytuł brzmi bardzo godnie: The Grand Game, a Celebration of Sherlockian Scholarship i jest zbiorem obrosłych już legendą holmesologicznych esejów. O pierwszym, założycielskim właściwie eseju tego typu, autorstwa Ronalda Knoxa, już ShK wspominał (w podlinkowanym tekście jest z kolei link do tekstu Knoxa), ale w wyborze znalazły się też artykuły A. A. Milne'a, Christophera Morleya (tego, który został wspomniany m. in. tu jako założyciel BSI), Rexa Stouta (Czy Watson też była kobietą?!), Dorothy L. Sayers i wielu innych holmesologicznych sław, a nawet niektórych prezydentów Stanów Zjednoczonych ;) Na stronie BSJ można to cudo zamówić, za jedyne 50 dolarów plus koszty przesyłki (ok. 15 dolarów razem z podatkiem). Ah, well, bother.
Leslie Klinger na swoim twitterze jakiś czas temu linkował pokaz slajdów z podpisywania książki podczas BSI - weekendu.

I to, obawia się Sherlockista, chwilowo byłoby na tyle...

piątek, 5 marca 2010

Dwa niusy: książka i... no właśnie... co z tym filmem?

Sherlockista z pewnym bólem musi podzielić się z Czytelnikami informacją, że Laurie King wyprodukowała nową książkę o Sherlocku Holmesie i Mary Russell, książka nosi tytuł "God of the Hive", czyli w roboczym przekładzie "Bóg ula" (takiego pszczelego).
Wygląda to tak:

Sherlockista wyzna, że o ile kibicuje wszelkim autorom pastiszów, apokryfów, komedii, horrorów, filmów, radiowych inscenizacji i książek o Holmesie i doktorze Freudzie, o tyle Laurie King, mimo, że zapraszają ją na swoje spotkania nawet Baker Street Irregulars, kibicować nie potrafi.
Cykl King, który zaczął się od "The Beekeeper's Apprentice" poświęcony jest działalności Holmesa na emeryturze, już po tym, jak wyniósł się do Sussex, by tam zostać pszczelarzem. Problem naturalnie nie w tym, że Holmes jest na emeryturze, i nie w tym, że zagadki są takie sobie średnie, a w tym, że zamiast Watsona, towarzyszy mu żona (!). Żona jest młodsza od niego o prawie dwa pokolenia, niesympatyczna, kreowana na stereotypowo "męski" umysł, w kwestii umiłowania do logiki, porządku i metody oraz pogardy dla uczuć pobożniejsza od papieża (Holmesa) i... no... Sherlockista może zamilknie. Jeżeli ktoś naprawdę ma ochotę, może śledzić fikcyjnego bloga Mary Russell Holmes.
 Nie jest tak, że żadnego tomu nie da się nawet przez chwilę czytać bez przyjemności (bo zawszeć to historia o Sherlocku Holmesie). Ale ogólna koncepcja jest jednak odpychająca, a autorce zdarza się przyznawać w wywiadach, że Holmesa traktuje głównie zarobkowo. I to widać.  Ma natomiast sympatyczną stronę internetową, na której zdarzają się nawet zagadki do rozwiązywania.

***

Druga wiadomość dnia jest taka, że Sherlockista usłyszał plotki jakoby Guy Ritchie miał kręcić film pod tytułem Excalibur (ponoć skrzyżowanie króla Artura i "Gwiezdnych Wojen"). Sherlockista kocha StarWarsy nad życie, ale wolałby, żeby Ritchie zajął się w pierwszym rzędzie ekranizacją sequela Sherlocka Holmesa... Na szczęście zarówno autor podlinkowanego doniesienia, jak i autor tego są zgodni, że Excalibur się opóźni właśnie z uwagi na zaangażowanie Ritchiego w projekt SH 2. Trzymajmy kciuki, by tak było!