Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twitter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twitter. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 stycznia 2011

I nareszcie prezent - (już prawie) kręci się nowy Sherlock BBC!

Sherlockista ekspresowo donosi - dzięki Milwaukee Meg, której serdecznie dziękuje za komentarz do poprzedniej notki - że Mark Gatiss potwierdził na Twitterze (ach ten Twitter, jednak trzeba go śledzić ;) wspaniałą nowinę: w maju zaczną kręcić nową serię Sherlocków. Wiemy już, że nie będzie w niej Dra Who, ale będzie 3 razy po 90 minut Cumberbatcha i Freemana. Po pierwszej serii chyba wszyscy mamy mocno zaostrzone apetyty i Sherlockista był już nawet ku swemu radosnemu zdumieniu wypytywany przez kilka osób spoza ścisłego holmes-fandomu, czy będą kolejne odcinki.

Trzeba przyznać, że naprawdę rzadko zdarza się taka ekranizacja czy wariacja na temat obrośniętych legendą książek, która budzi zachwyt zarówno ludzi z najgłębszych czeluści fandomowego szaleństwa, jak i takich, których niespecjalnie interesuje, czy pani Hudson pochodziła ze Szkocji, ale za to lubią dobre filmy. Jeszcze raz brawa dla ekipy BBC.

A oto i Mark Gatiss (którego w tym wcieleniu może byśmy nie podejrzewali o zdolność do konstruowania błyskotliwie inteligentnych scenariuszy...):

czwartek, 2 grudnia 2010

[minipostuś] A jednak się twittuje...

Sherlockista został przekonany do Twittera. Raz na zawsze. Pod koniec nowego odcinka absolutnie cudownego podcastu, którego wysłuchał ze skandalicznym opóźnieniem (podcast to oczywiście I Hear of Sherlock Everywhere Scotta Monty'ego, podlinkowany ostatni "numer", czyli odcinek o przyjaźni Holmesa i Watsona, po raz kolejny się okazuje, że główny konik Sherlockisty jest chyba takim głównym konikiem Sherlockizmu w ogóle :) padł argument, który ShK zupełnie powalił. Otóż Twitter ma swoje odrobinę tylko utajone sherlockistyczne powiązanie. Ile ma wpis na Twitterze? Maksymalnie 140 znaków. Kto już widzi związek?



Oczywiście. 140 było rodzajów tytoniu, które zbadał Holmes w swoim bardzo sławnym eksperymencie (owocem owego eksperymentu był monograf oraz dwie niezapomniane sceny z PLOSH...).
Sherlockista znów rozważa, by Twittera używać do czegoś więcej niż publikowania linków do nowych notek na Sherlockianach...

sobota, 30 października 2010

Wywiad z twórcami Sherlocka BBC/PBS, biedny Downey i potworny Cumberbatch

Z cyklu "mocno zaległe linki", który Sherlockista bez większej dumy zainaugurował jakiś czas temu (odkrywa owe linki metodą zaglądania w otwarte od niepamiętnych czasów karty swojego Chrome'a), dziś bardzo sympatyczny wywiad z Moffatem i Gatissem.
Mówią mniej więcej to, co zwykle, ale dodają więcej szczegółów. Znów możemy usłyszeć, że pomysł na uwspółcześnionego "Sherlocka" wziął się z genialnej refleksji nad tym, że znowu mamy idiotyczną wojnę w Afganistanie (a także w Iraku), że ludzie wciąż wysyłają sobie wiadomości tekstowe, tylko esemesem zamiast telegramem i że mieszkania w Londynie wciąż są za drogie, żeby samotny mężczyzna u progu kariery mógł sobie na nie pozwolić. Wracają do opowieści o castingu, o "idealnym" Cumberbatchu i o tym, jak Freeman wspaniale się z nim komponował (dajmy im prawo do tej dumy - zasłużyli!).
Przepiękny, długi fragment wywiadu poświęcony jest przyjaźni między Holmesem i Watsonem i temu, że dla większości fanów to właśnie jest sens i istota całej tej historii. Gdyby twórcy różnych straszliwych produkcji przeczytali to, co Gatiss i Moffat mówią (i to, jak ciepło, ze zrozumieniem i bez zgrywania twardych macho potrafią opowiadać o przyjaźni między dwoma facetami, co w XXI naprawdę jest dla mężczyzn dużo trudniejsze niż mogłoby się wydawać), to do wielu katastrof nigdy by nie doszło. Sherlockiście zwłaszcza przypadło do gustu wyjaśnienie, czemu "wierzymy" w Watsona w wersji Bruce'a, chociaż tak niewiele ma wspólnego z Doyle'em - po prostu dlatego, że widzimy, że kocha Holmesa a Holmes kocha jego. I podobnie jak Sherlockista, Moffat i Gatiss najwyraźniej uważają pytanie o fizyczne relacje między panami za czwartorzędne wobec tego, jak niesamowita więź łączy detektywa i jego kronikarza.
Ze wzruszeniem przeczytał ShK wyrazy uwielbienia dla Bretta oraz dla Wildera za PLOSH, ale chociaż zgadza się z M&G, że niezwykle ważne jest w ekranizacjach Holmesa odpowiednie poczucie humoru, to nie do końca podziela skłonność do potępiania wszystkich wersji "zbyt poważnych" - zwłaszcza, gdy do tych wersji zaliczane są niektóre Bretty... ;)
Na koniec, za autorem wywiadu, Sherlockista ogłasza konkurs: o co chodzi w wypowiedzi na temat jakiegoś Donalda, który został na powrót wprowadzony do "Sherlocka"? Możliwe, że wiąże się to jakoś z tym humorem, ale jak? Nie dopuszczajmy do siebie podejrzenia, że chodzi o Kaczora ;)... Sherlockista prosi o pomoc zwłaszcza Czytelników, którzy - w przeciwieństwie do niego - nie gubią się na twitterze i śledzą, co tam się dzieje ;)


---
Tymczasem wychwalany wyżej Benedykt otrzymał skomplikowaną rolę w londyńskim teatrze: przyjdzie mu grać w scenicznej wersji "Frankensteina". Większość z nas przynajmniej raz w życiu pomyliła postać doktora Frankensteina (czyli człowieka, genialnego naukowaca) z jego dzieckiem, potworem, którego stworzył i który wcale się Frankenstein nie nazywał. Cumberbatch będzie pogłębiał zamieszanie, grając na zmianię to jednego i drugiego bohatera. Sherlockista nie może doczekać się zdjęć... Adaptację dzieła Mary Shelley wystawi reżyser Danny Boyle, a Cumberbatchowi jako, odpowiednio, dr Frankenstein i potwór, partnerować będzie Johnny Lee Miller.
Uwaga, alter ego naszego ulubionego nowego Sherlocka wygląda tak:

 (Jeśli gdzieś już widzieliście tego pana to prawdopodobnie w Trainspotting, jako Sick Boya)


Na koniec: zdecydowanie mniej przez Czytelników ceniony Downey może nie znaleźć czasu dla Alfonso Cuarona i jego Gravity. Z powodu jakichś niejasności związanych z obsadą roli żeńskiej (Angelina, ta od Brangeliny) doszło do opóźnienia, które może uniemożliwić Downeyowi pogodzenie wszystkich planów. Sherlockista mimo wszystko cieszy się, że Downey stawia raczej na Sherlocka 2 ;)

czwartek, 28 października 2010

Leslie Klinger i Sherlock BBC/PBS oraz coś o rozumowaniu Sherlocka H

Sherlockista pragnie podzielić się dziś dwiema perełkami, które zupełnie nie są ze sobą związane, ale dzielić notki na dwie też sensu specjalnie nie ma.

Na pierwszą Czytelnicy mogli już natrafić na jedynym w swoim rodzaju, przewspaniałym Baker Street Blogu. Można tam przeczytać serię tweetów Lesliego Klingera, jednego z najwybitniejszych holmesologów w historii sherlockizmu w ogóle i (między innymi) redaktora nowego, przewspaniałego trzytomowego wydania Kanonu z komentarzami i opracowaniem krytycznym (The Annotated Sherlock Holmes), a przy tym, rzecz jasna, członka BSI i autorytetu Sherlockisty in all things Sherlockian. Tweety Klingera pisane były w czasie (ponownego) oglądania zupełnie niekontrowersyjnego wśród Czytelników Sherlockisty serialu BBC, który właśnie emitowany jest przez amerykańską telewizję PBS.
Sherlockista najserdeczniej zachęca do przeczytania tweetów od dołu i jeszcze lepiej z jednym okiem na A Study in Pink. Od siebie może powiedzieć, że mówił chyba prawie dokładnie to samo w tych samych momentach i czytając wypowiedzi Klingera zarazem bardzo się wzruszył wspólnotą doświadczeń i wbił w dumę, że Widział To Samo, co Sam Klinger :) (z wyjątkiem jednego, genialnego wyjaśnienia zachowania BBC-Sherlocka, które Klinger podaje pod sam koniec - dotyczy to nieco głupiego uporu SH, żeby koniecznie spróbować wybranej kapsułki, którego ShK nie potrafił sobie wytłumaczyć). Jeszcze raz zatem zachęca do wejścia w link w pierwszych linijkach tej notki.

Druga dotyczy nowej, arcyciekawej książki o rozumowaniu Sherlocka Holmesa  - Reasoning Backwards. Sherlock Holmes' Guide to Effective Problem Solving Gregga Younga, z której fragment można przeczytać tu. Young nie napisał jej bynajmniej dla sherlockistów, a dla ludzi, którzy chcą zarabiać pieniądze i potrzebują w tym celu skutecznych metod rozumowania. Do tej pory, Young reklamował powszechnie nauczane sposoby, takie jak burza mózgów, badanie różnych możliwości, etc, które nazywa ogólnie rzecz biorąc rozumowaniem "do przodu". Ponoć czytając Holmesa doznał olśnienia i uznał, że niezawodnym ratunkiem dla wszelkich osób poszukujących skutecznego i szybkiego rozwiązania problemów będzie właśnie rozumowanie "do tyłu", którego metody stara się wyciągnąć z opowiadań Doyle'a.
Pytanie o to, na czym właściwie polegała słynna Sherlockowa "dedukcja" bynajmniej nie jest niekontrowersyjne. Sherlockista, który sam jako filozof z wykształcenia i zamiłowania tematem sposobów rozumowania jest osobiście zainteresowany, natknął się na szereg różnych interpretacji i zamierzał popełnić kiedyś dłuższy tekst na ten temat. Trudno nie zauważyć, że rozumowanie Holmesa nie jest ścisłą dedukcją, a zatem rozumowaniem gwarantującym przenoszenie prawdziwości z przesłanek na wnioski, że bardzo wiele stosuje Holmes wręcz indukcyjnych, empirycznych i niepewnych uogólnień a już na pewno często zbyt wiele pojawia się w jego wywodach ukrytych przesłanek, żeby w ogóle oceniać strukturę i poprawność jego wywodów, nie wspominając już o niezawodności jego rozumowań.
Young kładzie jednak nacisk na dwa aspekty pracy intelektualnej Holmesa, które nie podlegają dyskusji. Po pierwsze, celem Holmesa - jako detektywa - jest (przeważnie, bo z pewnością nie zawsze) wykrycie przyczyn stanów rzeczy, które już zaistniały, a zatem rozumowanie "wstecz", od skutków do powodów i przyczyn. Przed nami leży trup, co się stało, kto spowodował ten smutny stan rzeczy?
Sherlockista spotkał się z takim, arcyciekawym ujęciem Holmesowego rozumowania, podług którego polega ono na ustaleniu - wychwyceniu - właściwej hipotezy wyjaśniającej dane zdarzenie. Jest to, w pewnym przybliżeniu, odpowiednik abdukcji (pojęcie Ch.S. Peirce'a), czyli procesu, w ramach którego - w dużym uproszczeniu - 'wydziera' się czy też 'wyrywa' rzeczywistości, a mówiąc mniej metaforycznie po postu zgaduje właściwą teorię przyczyn zajścia danego faktu.
Chociaż Young uparcie trzyma się terminu "dedukcja", prawdopodobnie ma na myśli rozumowanie właśnie takiego kształtu. Żeby jednak natychmiast uciec od podejrzanego słowa "zgadywać" (Holmes uważał zgadywanie, jak pamiętamy, za szokujący nawyk), trzeba wyjaśnić, co może nam pomóc w tym procesie. Wywody Younga na ten temat są już znacznie bardziej kontrowersyjne.
Otóż zaleca on, by poważnie potraktować wszystkie te słynne wypowiedzi Holmesa o tym, że nie da się zrobić cegieł bez gliny, że jest wielkim błędem teoretyzować przed poznaniem faktów i że aby cokolwiek powiedzieć o sprawie najpierw potrzebuje zebrać "data, data, data!". Jednym słowem Young stanowczo oponuje przeciwko modnemu w XX i XXI wieku zwyczajowi układania wielu hipotez (burza mózgów) i sprawdzania ich po kolei, twierdząc, że jest to strata czasu. Zdaniem Younga, należy podejść do sprawy "bez uprzedzeń" i bez formowania wstępnych teorii. Sęk w tym, że z uwagi na ustalenia filozofii nauki, ale także filozofii trudno uwierzyć, by coś podobnego było w ogóle możliwe. Holmes każe nam "obserwować", ale, jak zauważył Popper, jak mamy "obserwować", jeśli nie wiemy najpierw czego wypatrywać? By ustalić, czego ewentualnie wypatrywać potrzebujemy chociażby wstępnej hipotezy badawczej, a wtedy przestaniemy już być w zgodzie z zaleceniami Younga... Sherlockista na razie wstrzymuje się jednak z oceną argumentacji Younga i samej książki, którą z całą pewnością sprowadzi, kiedy tylko stanie się dostępna (w marcu 2011). A wygląda tak:

środa, 25 sierpnia 2010

The Giant Rat of Sumatra - odnaleziony!

 Pamiętacie tajemniczą sprawę, która dręczy wszystkich sherlockistów i holmesistów, a która nigdy nie została spisana, ponieważ zdaniem Holmesa "świat nie był na nią gotowy"? Okazuje się, że gigantyczne szczury istnieją, jeden, jak twierdzi the Sun, miał 76 cm (!), dwa kolejne giganty zostały właśnie odnalezione. Takiej treści  doniesienie BBC podlinkował właśnie na twitterze @Markgatiss (czyli jeden z twórców Sherlocka BBC). Ponoć szczury mogą osiągnąć takie potworne rozmiary, jeśli tylko mają dostęp do nadmiernych ilości pożywienia.
Naukowcy twierdzą też, że znalezione okazy nie należą do innego gatunku gryzoni - pomarańczowozębych nutrii. Co ciekawe, nutrie zostały wymienione w Wiki jako jedne ze zwierząt określanych mianem "giant rats" czyli szczury-olbrzymy (nie trzeba dodawać, że większość wpisu o tym tytule została poświęcona Wielkiemu Szczurowi z Sumatry ;) )
Wprawdzie autor artykułu twierdzi, że nutrii podobno nie wolno hodować na prywatny użytek (przynajmniej w Wielkiej Brytanii), ale gdyby ktoś z Czytelników miał ochotę zbadać, czy aby to on nie jest pierwowzorem "wielkiego szczura z Sumatry", to dozwolone jest przeprowadzanie na nutriach badań naukowych... Sherlockista, oczywiście, zachęca!
To zdjęcie może mniej...



poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Twitter! Sherlock BBC!

W komentarzach do tego bloga pojawiła się już raz dyskusja na temat dwóch tajemniczych kont BBC-Watsona na twitterze. Wygląda na to, że za oba konta odpowiedzialni są ci sami nieznani sprawcy ;) (Watson z konta @WatsonJW twierdzi, że ktoś mu się włamał na stare konto, więc założył nowe. a stare faktycznie milczy) the BBC game is on na twitterze!
Sherlockista nie natknął się (może: jeszcze) na żadną oficjalną BBC-zachętę by śledzić to konto, ale prawdopodobnie to tylko ma dodawać sytuacji tego cudownego realizmu, który zachwalał już w recenzji.

Warto śledzić nie tylko konta WatsonaJW i SherlockaSH (trzeba zwrócić uwagę na dokładny zapis, bo fikcyjnych kont Watsona i Holmesa jest na Twitterze oczywiście z tysiąc), ale także @LestradeGL., @SarahSawyer (dziewczyna Watsona), @MoriartyJM i @MycroftMH. Istnieje nawet konto @AndersonSY (to ten antypatyczny patolog, który nie chce współpracować z Sherlockiem).
Chociaż momentami może troszkę trudno jest uwierzyć, że dorośli ludzie mieszkający razem porozumiewają się w najdrobniejszych sprawach za pomocą twittera, to z rozmów między tymi postaciami można dowiedzieć się sporo na temat losów Sherlocka PO pamiętnej scenie nad basenem w The Great Game. Zabawa jest przednia!
Przy okazji, konto Sherlockisty nazywa się po prostu @Sherlockista, ale ShK musi się z góry przyznać, że chociaż fejsbuka jest maniakiem, to twitter nigdy wcześniej jakoś go nie przekonał. Sam fakt, że tam ostatnio przesiaduje to kolejny triumf ekipy BBC...