Często opowiadam o tym, że należę do najstarszego i pewnie pod wieloma względami największego fandomu świata, opowiadam to, oczywiście, z dumą. Pokazuję artykuł Knoxa, opowiadam, jak to w roku 2005 dowiadywałam się wszystkiego, co wiem z amerykańskich forów dla wielbicieli wytwórni Hammer, albo, że wypożyczałam kiedyś kasety wideo z serią Granady z British Council (oraz co to u diabła jest “kaseta wideo”). Podaję kilka przykładów, jak grać w Grę, szukać, w jakim pociągu Holmes liczył prędkość ze słupków albo ile też żon mógł mieć John-James-Hamish Watson. Wyświetlam kilka zdjęć z dorocznych, uroczystych kolacji Baker Street Irregulars, które narodziły się w roku 1934, a przetrwały do dziś. I patrzę potem na te czarno-białe obrazki bogatych starszych panów przy luksusowo zastawionych stołach (panie wpuszczono łaskawie w te najzaszczytniejsze progi już w roku 1992, nie są sherlockiści z Ameryki organizacją nazbyt skwapliwie poddającą się szałowi postępu).
I czuję, jak bardzo nie mam z nimi nic zupełnie wspólnego.
![]() |
| Sherlockon 2018, nie pamiętam, kto mi zrobił to cudowne zdjęcie, ale bardzo tej osobie dziękuję! |
