Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Mr Holmes. Watson spisał tę historię i, dla pocieszenia, zrobił ze mnie jej bohatera.


Pod koniec filmu Mr Holmes stary detektyw ciepło, choć też trochę drwiąco wspomina gest przyjaciela, który usiłował tak przerobić historię jego ostatniej sprawy, żeby nie było widać, jak ogromną klęskę poniósł. Jestem trochę ciekawa, czy twórcy tego filmu świadomie weszli w tę samą rolę, zmieniając zakończenie historii opowiedzianej przez Mitcha Cullina. Ale bardziej chyba jestem rozczarowana, i o tym chciałam napisać, zamiast szczegółowej recenzji.

Muszę w tym tekście zdradzić i książkową, i filmową wersję, więc, Czytelniku, czuj się ostrzeżony. Filmu to aż tak bardzo może nie zepsuje, ale książkę - bardzo bardzo. Jeśli ktoś nie zna jeszcze ani jednego ani drugiego, koniecznie - koniecznie! - niech zacznie od powieści, a teraz ucieka przed spoilerami, które zaraz tu nastąpią.


czwartek, 25 marca 2010

Z cyklu: lista zakupów albo Sherlockista się chwali

ale zanim się pochwali, to najserdeczniej przeprasza za rzadkość wpisów w tym tygodniu. Nawet nie tyle wynikła ona z sezonu ogórkowego - już w następnej notce naprawdę krótkie podsumowanie ostatnich doniesień - ile z nad wyraz bolesnego braku kontaktu z rzeczywistością wirtualną. Sherlockiście udało się w ostatnich dniach włamać do Sieci zaledwie dwa razy, z czego raz wykorzystał, oczywiście, na zakupy w Amazonie.
Już za... miesiąc? dwa miesiące? pół roku?... w każdym razie kiedyś, a to w porównaniu do "nigdy" postęp, dojdą do niego trzy książki, o których nie omieszka napisać szczegółowo.

Po pierwsze, wspominana tu w notce pod jakże szczęśliwie profetycznym tytułem "lista zakupów" pozycja Sherlock Holmes for Dummies - bo Sherlockista po prostu umiera z ciekawości, co też Steven Doyle uznał za podstawowe podstawy holmesologii, a także to jak to w prosty sposób wyłożył. Sherlockista, prawdę mówiąc, zdecydowanie lepiej radzi sobie z tłumaczeniem studentom, co to jest transcendentalna jedność apercepcji niż z tłumaczeniem najżyczliwszym nawet przyjaciołom, czemu to ważne, czy babcia Holmesa naprawdę miała brata malarza.

Po drugie, zamówił Sherlockista legendarną niemal książkę Williama Baring-Goulda (kto nie lubi suchej WIki niech zerknie na stronę typowo fandomową) - czyli Sherlock Holmes of Baker Street, która prezentuje się tak:

I podobnie jak Annotated Sherlock Holmes  pod redakcją Baring-Goulda było pierwszą biblią holmesologii i na zawsze niezapomnianą poprzedniczką wielkiego Klingera, tak biografia, a zwłaszcza założona w niej chronologia Baring Goulda stała się wzorcem dla wszystkich, które nastąpiły potem.
Sherlockista tłumaczy mętnie nieznajomość tej pozycji - podobnie jak wydania krytycznego BG - wyłącznie skromnością funduszy. Teraz jednak rozważa, czy nie zaczekać z pisaniem obiecanej recenzji z Rennisona dopiero do momentu otrzymania materiału do porównania.

Trzecia książka, na którą czeka Sherlockista z niemniejszą niecierpliwością jest najbardziej bodaj oryginalna. Otóż, wierzcie mu lub nie, podobnie jak nasz Chopin, tak i brytyjski Sherlock Holmes cieszy się niezwykłą estymą w Japonii, gdzie kwitną nie tylko wiśnie, ale i holmesologiczne stowarzyszenia, które liczą ponoć tysiące członków. Chociaż w samym Kanonie niełatwo znaleźć - poza sławnym baritsu i wizytą jednego z bohaterów w Chinach, którą zdradza bodaj tatuaż (REDH) - jakiekolwiek bezpośrednie wzmianki o którymkolwiek z krajów Dalekiego Wschodu, Japończyków to nie zniechęca. Książka Sherlock Holmes in Japan prezentuje się niezwykle stosownie:

A na podlinkowanej wyżej stronie obiecują, że wewnątrz znajdzie Sherlockista nie tylko japońskie tytuły opowiadań i kulturowo-tłumaczeniowe smaczki (Rudowłosych z REDH trzeba było zamienić na łysych), ale także sporo budzących wielką zazdrość informacji na temat struktur imponującego japońskiego fandomu, który wydaje własne czasopisma, organizuje liczne spotkania - jednym słowem wszystko jak w Anglii, Wielkiej Brytanii, czy Francji (Sherlockista już dawno miał polecić wspaniałą stronę Francuzów). Tyle że po japońsku... co budzi oczywiście pewne ambicje lingwistyczne Sherlockisty, ale buduje raczej dalekosiężne perspektywy... ;) Po angielsku znalazł natomiast Sherlockista znakomitą wprost japońską recenzję Sherlocka Holmesa Ritchiego, który na ekrany kin w Japonii wszedł z dużym opóźnieniem.

Sherlockista szczerze, serdecznie, gorąco wręcz wierzy, że Poczta Polska go nie zawiedzie...