Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 listopada 2010

[minipost] Ludzie wierzą w Sherlocka!

Sherlockista wyjaśniał kiedyś, na czym polega Gra. Okazuje się, że podobnie jak w starych dobrych czasach Conan Doyle'a, żeby zostać graczem, nie trzeba być specjalnie zaangażowanym holmesistą :)
Bezcenny portal lovereading.co.uk przeprowadził sondaż, który odbił się szerokim echem (takie echo dotarło do Sherlockisty). Sondaż ten wykazał bardzo wiele smutnych rzeczy na temat znajomości podstaw historii i klasyków literatury, ale także i jedną wesołą: część respondentów (jedna czwarta!) wierzy, że Sherlock Holmes istniał naprawdę :) I słusznie. ShK trochę dziwi cały ten sondaż, czy ktoś pyta ludzi o to, co sądzą na temat istnienia Gordona Browna?

środa, 4 sierpnia 2010

Post o Sherlocku BBC w dwóch częściach

Na przystawkę - i z dużymi podziękowaniami dla Justeene, która napisała o tych stronach w komentarzu, wyjaśniając przy okazji tajemnicę reklamy bloga z kotkami na stronie dla wielbicieli BBC-Sherlocka -  Sherlockista poleca strony wysmażone przez BBC z okazji serialu o SH.

Przede wszystkim, należy pogratulować twórcom odwagi - Sherlockista jest bardzo ciekawy, czy podobnie jak sto lat temu i dziś młodzi wielbiciele będą przekonani, że Holmes istnieje naprawdę i ile przyjdzie do BBC maili treści "błagam niech pan Sherlock znajdzie mojego kotka Pimpusia, cena nie gra roli". Co prawda, żadnych prawdziwych komentarzy ani wpisów na forach umieszczać nie można, ale to akurat uważa Sherlockista za decyzję bardzo mądrą. Zdecydowanie zabawniej jest czytać komentarze siostry Watsona i dać się pochłonąć Grze* niż musieć oglądać setki niegramatycznych wyznań miłości lub pogardy autorstwa pokolenia neostrady (czy raczej jej brytyjskiego odpowiednika).
Po drugie należy zaś pogratulować twórcom poczucia humoru. To jest zdecydowanie największa zaleta wszystkich wymienionych stron, których największą wadą z kolei jest natrętne i naiwne promowanie siebie nawzajem. Kiedy Watson poleca stronę Holmesa brzmi to jak w najgorszym wydaniu speców od marketingu szeptanego, którzy zakradają się na fora i "mimochodem" wtrącają kilka słów "o tej nowej fantastycznej margarynie którą właśnie kupili, no mówię wam, pycha, a w dodatku właśnie uruchomili na stronie specjalny konkurs i możecie wygrać mikser...".
A szczegółowo?

Strona Sherlocka - nazywa się uroczo (i kanonicznie - nawiązanie do STUD i tytułu artykułu Holmesa naturalnie) The Science of Deduction. Najfajniejsze jest forum. Być może niektóre żarty typu "mleko się kończy" są odrobinę wysilone, ale cały klimat forum i ton Sherlocka jak najbardziej może być. Okropna jest sama idea, że musi tam być konkurs dla czytelników (jakże to naturalnie wygląda), ale Sherlockista rozumie, że jakoś chciało BBC tych wielbicieli szarad przyciągnąć na stałe. W każdym razie, drodzy Czytelnicy, właśnie uruchomili na tej stronie specjalny konkurs... ;) ;) ;) ale na szczęście chyba nie rozdają żadnych mikserów, a nagrodą ma być satysfakcja z rozkodowania szyfru. No, przyznajcie się, kto po lekturze DANC czy VALL nie marzył, by to kiedyś zrobić?
Sherlockistę najbardziej rozbawiły chyba archiwa (a w nich niestety - o, niestety :) - nieaktywne linki do takich znanych z kanonu teaserów jak The Abernetty Case etc.), zmartwiły natomiast jakieś sprawy już ukończone, których opis można przeczytać. Czyżby zbędny materiał? A może miał być wykorzystany, ale już nie będzie?

Strona Watsona była, naturalnie, przedsięwzięciem bodaj jeszcze bardziej ryzykownym, bo Watson, w przeciwieństwie do Holmesa, powinien mieć literackie zacięcie. Co prawda już na samym początku bloga podobnego zacięcia się wypiera (jest to rodzaj zabezpieczenia przed ewentualnym rozczarowaniem czytelników - bo faktycznie napisane to jest wszystko raczej blado w porównaniu z mistrzostwem Watsona Conan Doyle'a. On the other hand - kto ośmieliłby się próbować dorównać Watsonowi Doyle'a poza tymi paroma tysiącami twórców pastiszów?), ale niewątpliwie to w jego blogu fani serialu poszukiwać będą literackich perełek.
Najlepsze są fragmenty oryginalnie przez twórców serialu wymyślone, związane z Watsonem takim, jakim jest pokazany w serialu i związane z serialem inside jokes (wymiany złośliwości w komentarzach z siostrą, terapeutką i kolegami Watsona, etc.). Opisy spraw brzmią miejscami sztucznie i trzeba powiedzieć, że narracja Watsona na piśmie zdecydowanie gorzej zniosła przenosiny w XXI wiek. Najgorsze są na siłę wtrącane aluzje do tekstu Doyle'a i próba przełożenia narracji starego Watsona na jakiś sztucznie naiwny i pierwszoosobowy punkt widzenia Watsona naszego. To działa w filmie ale na piśmie skromnym zdaniem Sherlockisty działać przestaje. Wciąż jednak na pewno warto tam czasem zajrzeć.

Nie da się tego powiedzieć o stronie Molly Hopper - czyli wspomnianej wyżej stronie z kotkami. Słuszne miał Sherlockista przeczucia, by trzymać się od kotków z daleka. Miał to być w założeniu zabawny i uroczy blog pracowniczki kostnicy, tej, którą poznajemy jako koleżankę Holmesa, ale wyszło, powiedzmy sobie, umiarkowanie. Chyba twórcy sami zorientowali się, że zabrnęli w ślepą uliczkę, bo ostatnie wpisy i komentarze wskazują, że Molly schodzi nam z pola widzenia jako adoratorka Holmesa (uff) i zajmuje się własnym życiem, którym my już nie musimy się interesować. Postać Molly Hopper, napalonej na Holmesa idiotki z problemami w rodzaju nadmiar szminki i stereotypowym kotem zdesperowanej starej panny jest naprawdę straszliwie schematycznie skonstruowana, a jej przesłodzony, głupawy blog może niestety stanowić wodę na młyn osób, które zarzucają nowemu Sherlockowi szowinizm i pokazywanie kobiet w złym świetle (szczegółowiej takimi oskarżeniami zajmie się ShK w części drugiej tego wpisu, czyli w samej recenzji serialu, ale ciekawi mogą od razu zerknąć na stronę sherlocking.org, gdzie znajdą długi elaborat na ten temat).
To właśnie Molly Hopper linkuje nas obowiązkowo do zupełnie już kuriozalnej strony Connie Prince, która, jak na razie, nie wiadomo, czemu właściwie ma służyć i obyśmy się nie dowiedzieli.

*Gra - Sherlockista jest pewien, że już kiedyś to tłumaczył, ale ani nie pamięta gdzie ani nie jest wielkim trudem napisać na wszelki wypadek jeszcze raz. Gra - the Game - to coś w rodzaju niepisanej umowy między holmesologami i sherlockistami, że traktujemy Sherlocka Holmesa i Watsona (a nawet Conan Doyle'a, niech mu będzie ;) ) jako postaci rzeczywiste. Stąd na przykład można Baker Street Journal przeczytać artykuł wielbiciela wiktoriańskiej kolei o tym, jakimi pociągami jeździł Holmes i to bez żadnego przymrużenia oka i "gdyby istniał naprawdę". W ramach Gry przeważnie przyjmuje się, że Conan Doyle to agent literacki Watsona.

Sherlockista życzy zatem Czytelnikom miłej przygody w wirtualnym świecie nowego Sherlocka, a sam wraca do pisania obiecanej recenzji.

środa, 3 marca 2010

Uwaga! DWA KONKURSY! I z tej okazji słów parę o Grze.

Sherlockista nie wie, dlaczego teraz dotarły do niego wieści o niezwykle ekscytującym konkursie ogłoszonym przez czasopismo, w którym marzyłby o opublikowaniu choćby ogłoszenia drobnego.
Baker Street Journal, bo tak się ono nazywa, świętuje stulecie od powstania słynnego eseju Ronalda Knoxa, który zapoczątkował całą wielką Grę toczoną przez Holmesistów do dziś. Gra, w skrócie, opiera się na dwóch założeniach.

(1) Holmes i Watson istnieli naprawdę.
(2) Conan Doyle był agentem literackim Watsona.

No i teraz postarajmy się cały ten Watsonowy niespójny bałagan uzgodnić między sobą oraz z faktami historycznymi... :) Jakim cudem Holmes zdołał wyliczyć prędkość jazdy pociągu na podstawie słupków telegraficznych i czy rzeczywiście takowe w takich odległościach rozstawione na trasie mogły się znajdować? Czemu w FINA potajemnie opuścił dom Watsona, chociaż chciał uwolnić go od niebezpieczeństwa? Co naprawdę robił przez trzy lata The Great Hiatus? Jakie papierosy palił? Kiedy miała miejsce sprawa psa Baskerville'ów i czemu agent Watsona puścił ją do druku akurat wówczas, gdy Holmes udawał, że nie żyje? Co to jest "swamp adder" i czemu zoolodzy twierdzą, że nie ma takiego węża?
Oto typowe pytania stawiane sobie przez graczy. Wygrywa naturalnie ten, kto opublikuje bardziej pasjonujący i naukowo lepiej opracowany artykuł w BSJ lub innym prestiżowym periodyku ;)

I taki właśnie artykuł - wyjaśniający jakąś niedostatecznie jeszcze przez Holmesistów rozpracowaną zagadkę - należy nadesłać do BSJ, jeśli chce się wziąć udział we wspomnianym konkursie (dokładny regulamin tu). Do  1.10.2010 - jest jeszcze czas, zakasać rękawy i do roboty!

A drugi konkurs ogłasza sam Sherlockista - w eseju pojawia się tajemniczy "M. Minsk, the Polish critic". Najprawdopodobniej jest to niestety tylko żart, kpina, drwina i ściema. Ale... Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, ktokolwiek coś na ten temat użytecznego w komentarzach powie, ten otrzyma nagrodę - kopię wybranej pozycji z sherlockistycznej biblioteki Sherlockisty.