czwartek, 17 maja 2012

Pierwsze urywki "Elementary" i parę słów o fandomie ;)

Oto i one:




Muszę powiedzieć, że nigdy jeszcze nie miałam tak mieszanych uczuć. Zazwyczaj wiem mniej więcej, czy coś jest kuszące, czy od razu podejrzanie pachnie - chociaż oczywiście nie zawsze pierwsze wrażenie jest trafne.



Komentarze innych, czy to nasze z różnych stron i forów czy to z zagranicy są w większej części negatywne, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tak być musiało, co by tam twórcy nie pokazali. Trudno nie zauważyć kilku ewidentnych wad: największą jest ta, że w tych urywkach Miller trochę za bardzo wchodzi w sztampę znerwicowanego detektywa w typie Monka. I za bardzo też jest równie sztampowym geniuszem-dziwakiem. Poza tym, o czym już było na Sherlockianach, nie wygląda jak Holmes i nie ma cechy, którą uznałam za kluczową: nie jest władczy.
Widzę też jednak kilka zalet. Liu wzbudziła nie tylko moje zaufanie, ale wręcz pewien entuzjazm - no i nie ma na razie żadnych groźnych oznak ani romansu ani irytującej niechęci albo pogardy. Wręcz przeciwnie, pani Watson wydaje się pomocna i spełnia odwieczną rolę Watsona: temperuje Holmesa.
Myślę też, że nie bardzo można pisać, jak często robią to zacietrzewieni zwolennicy "Sherlocka" BBC, że fakt, że Holmes szybko mówi, nerwowo się porusza, nie liczy się z uczuciami rozmówców i wymaga tego rodzaju temperowania to jest ściąganie, czy nadmierne inspirowanie się Cumberbatchem - może i w wypadku Millera jest, facet grał z Benedyktem na scenie i dostali jedną "połączoną" nagrodę ;). Ale faktem jest też, że tak napisał Holmesa ACD i taki był już Brett, czy Rathbone (w tych momentach, w których w ogóle coś grał...). Z dwojga złego, wolałabym, żeby Miller dołożył jeszcze dumę i władczość i stał się podobniejszy do wersji BBC niż gdyby uciekał w jakąś zupełnie inną stronę. No właśnie... z dwojga złego...
"Elementary" znalazło się między młotem a kowadłem, co najlepiej pokazuje zresztą ostatni wywiad z Moffatem. Moff nie przestał zarzucać "Elementary", że jest zbyt podobne do serialu BBC, a zarazem twierdzi, z czym pewnie większość z nas się zgodzi, że jest już za mało podobne do Kanonu. Współczesny Londyn jednak o wiele lepiej pozwala zachować klimat i sens opowieści ACD niż nie dość, że współczesny, to jeszcze Nowy Jork i Watson w wersji "Watson była kobietą".
Z drugiej strony jednak myślę, że wymagając, by "Elementary" było zarazem kanoniczne i zupełnie inne niż "Sherlock", wymagamy po prostu za dużo, z tej prostej przyczyny, że "Sherlock" jest bardzo kanoniczny. Naturalnie, CBS mogło w ogóle nie rzucać się pazernie na pomysł uwspółcześniania Holmesa i nie miałoby żadnego problemu. Ale gdybym miała wybierać: dostać tylko jednego Sherlocka, wspaniałego, ale w ilości trzech odcinków na X lat, a dostać oprócz tego świetnego raz na ileś jeszcze duuużo więęęcej Sherlocka, choćby zupełnie przeciętnego, wybieram oczywiście tę drugą opcję.
Podejrzewam, że w komentarzach zaatakujecie mnie argumentem Moffata, że "Elementary" może "zepsuć markę". Myślę, że to zupełnie przesadzona i trochę wydumana teza. Ludzie, czy Wy oglądaliście to, co się działo między Brettem a Cumberbatchem... Bardzo rzadko w ogóle piszę Wam o tych bolesnych czasach, nie bez przyczyny i nie dlatego, że ja też nie oglądałam. Tylko po prostu z sympatii do Was;) A mimo to, marka "Sherlock Holmes" przetrwała bez żadnego problemu i wystarczyła jedna nowa perełka w tym gatunku, by ją naprawdę spektakularnie ożywić.
Dzięki jednej z dyskusji odbytej na stronie Sherlockianów uświadomiłam sobie zresztą jeden ważny fakt: jesteśmy prawdopodobnie najstarszym tak wielkim fandomem świata. Baker Street Irregulars - a to tylko amerykański odłam! - w 1991 roku musiało znieść przepis o tym, że kobiety nie mają wstępu na uroczyste wieczorne posiedzenia. Nie dlatego, że sherlockiści są szczególnie zacofanymi kretynami, ale dlatego, że w czasach, gdy BSI było powoływane (przez mężczyzn), męskie imprezy nie przewidywały towarzystwa pań, a i żadna porządna dama nie śmiałaby się na takiej pokazać. No jaki inny fandom pamięta w ogóle te czasy :)?
Dlatego też myślę, że - także w naszych dyskusjach - ścierają się dwie zupełnie różne perspektywy. Z punktu widzenia sherlockisty-holmesisty, perła, jaką jest "Sherlock" jest cudownym prezentem od BBC, ale oprócz tego jednak tylko narzędziem, by nasz ukochany świat ACD podbił kolejne stulecie. I nie widzę, jak "Elementary", choćby naprawdę było kiepawe, mogłoby "Sherlocka" zepsuć. Najwyżej się skończy po sezonie i to zanim jeszcze zobaczymy trzeciego "Sherlocka" na odtrutkę. W najlepszym razie dostaniemy jednak jeszcze jednego fajnego Sherlocka i to ryzyko jest dla mnie wiele warte. Nic tak bardzo mnie nie ekscytuje. Cumberbatch przeminie, STUD zostanie i chcę je oglądać bez końca. A na razie nie widzę w tych urywkach nic aż tak bardzo niepokojącego ani nic co by przekreślało szanse "Elementary" na oryginalność, może tylko Nowy Jork w kontekście procedurali mamy po prostu za bardzo opatrzony?

Natomiast w oczach sherlockistów-fanów BBC-Sherlocka, to raczej historie Doyle'a są narzędziem, żeby cudowni Cumberbatch, Freeman i troll Moffat mogli podbić serca widzów i tacy fani troszczą się przede wszystkim o dobro, czyli popularność serialu. Jest też dla nich trochę tak, że Kanon się kiedyś skończy, a Cumberbatch zagra kolejne świetne role i Moffat będzie nam niszczył życie na nowe sposoby. Nie chcę tu powiedzieć, że nasze interesy się nie zbiegają - wręcz przeciwnie, jako sherlockistka-holmesistka o niczym innym nie marzę, jak o rozkwicie tak świetnego serialu, jak ten, który dostaliśmy od BBC. Jednak niepokoi mnie, gdy staje się on aż takim ciężarem dla konkurencji, bo nie chcę, żeby nikt już nie odważył się po Sherlocka sięgnąć. Zwłaszcza w wersji współczesnej, bo nie sądziłam, że tak bardzo spodoba mi się ten pomysł, no i trochę nam się już może po stu latach wszystkim opatrzył ten Holmes w wersji ostatnie lata królowej Wiktorii.
Nie chcę oczywiście powiedzieć, że jestem zachwycona tym mini-trailerem i że z punktu widzenia sherlockistki-holmesistki zapowiada się super impreza. Far from it. Sama napisałam niejedno krytyczne słowo na temat tego, co już wiemy o serialu. Ale myślę, że wszyscy mogą mieć więcej radości z "Elementary", jeśli nie będą patrzeć na nie wyłącznie w świetle złośliwych porównań i z określonym nastawieniem (CBS chce natłuc kasę na bezmyślnym proceduralu okraszonym popularnymi nazwiskami bohaterów). Dajmy im troszeczkę oddechu.

9 komentarzy:

D.Max pisze...

Ma uwaga została przyciągnięta. Jak dla mnie gościu nadaje się na Holmesa i gra go w całkiem dobrym stylu... nie stanie się on na pewno kultowy jak Benedict, ale wygląda nieźle. Nie rozumiem trochę tych tatuaży ale takie uwspółcześnienie Holmesa "seems legit to me". Nie wiem tylko czy ta Joan Watson da radę... może już nie sama idea a aktorka która zawsze grała postacie dość... jakby to powiedzieć... sukowate i w innej roli ciężko sobie ją wyobrazić. Ale jako długoterminowy serial który będzie miał X sezonów po 20 odcinków myślę że da radę :) a i z 65% fanów będzie zadowolonych

D.Max pisze...

Btw. Generalnie zgadzam się z Tobą ale ta władczość, pewność siebie i poczucie wyższości nad innymi pojawi się ale w trochę inny sposób, przynajmniej tak mi się wydaje. Że będzie to raczej coś w stylu Mentalisty. A no i należy pamiętać: Holmes to Holmes a im więcej różnych wersji, interpretacji, zmian etc. tym ciekawiej nam się będzie to oglądało no bo ileż można razy oglądać to samo prawda? :)

Maqda pisze...

"Zepsucie marki" jako "argument" mnie nie przekonuje. Bo nieprawdopodobnym wydaje mi się zniszczenie budowanej przez tyle lat "marki" przez jeden (potencjalnie) słaby serial. Nie zrobiły tego kiepskie filmy, nie zrobiły tego nie najwyższych lotów inspirowane książki, więc i słaby serial Holmesa nie ruszy. Nie z takim "zapleczem" fanów (no ja głęboko w to wierzę:)).
Co do Elementary - to że obejrzę sezon przynajmniej na początku było bardziej niż oczywiste, ale w zasadzie poza "poczuciem obowiązku" poczułam się całkiem zaintrygowana (widać moja słabość do JLM nie ma zamiaru wygasnąć w najbliższym czasie - mam nadzieję że on nie będzie zasadniczo taki "rozedrgany" jak na tych fragmentach). Co nie zmienia faktu że mam ochotę spalić ten szalik na stosie.
PS. Skoro już zebrałam się na napisanie komentarza, to dodam - uwielbiam czytać twoje wpisy. Absolutnie uwielbiam:)

Ignorantka pisze...

"Sherlocka" BBC kocham i kochać będę po grób, bo nie tylko jest świetny, ale przypomniał mi jak bardzo zakręcona byłam kiedyś na punkcie Sherlocka Holmesa. I chyba mi to zakręcenie wróciło, całe szczęście, bo niewiele mam ostatnio innych powodów do radości.
Ponadto serial ten jest kanoniczny, nie do bólu, ale w sam raz, na tyle na ile przy uwspółcześnieniu być powinien. I kiedy brytyjską produkcją zachwyca się cały świat, robienie czegokolwiek innego co jest Holmesem w XXI w. jest trochę strzelaniem sobie w stopę. Bo jeśli nie będzie tak dobry jak BBC, to zawsze będzie tym gorszym. A jeśli nie - to na pewno tym drugim.

ShK pisze...

Dziękuję za wszystkie komentarze - D. Max, pisz, ile tylko masz ochotę, zwłaszcza, że to w moim przekonaniu trafne i ciekawe uwagi.
Maqda dziekuję za dobre słowo - bardzo :)
Ignorantka - no wiesz, ale te kule to oni będą nosić w tych stopach ;) Mnie to nie przeszkadza, że jakiś serial będzie w najlepszym razie drugi, najwyżej Miller się będzie frustrował ;)

Holmes Brett Fan pisze...

Niech próbują amerykanie. Jeżeli okaże się niewypałem to przecież nazwa brzmi "Elementary", więc może kilka osób się nie skapnie :)
Poza tym skoro przeżyliśmy dwie części Holmesa z Robertem Downeyem Jr. to jesteśmy już gotowi na wszystko. Martwi mnie tylko jako tradycjonaliste, że odchodzimy od kanonu-małymi kroczkami, ale odchodzimy. Już Nowy Jork zamiast Londynu, kobieta Watson zamiast faceta. Za niedługo będzie kupa fanów "Sherlocka Holmesa", którzy jak się dowiedzą, że są książki, holmes żył w Londynie i w XIXw., a Watson był przyjacielem,a nie przyjaciółką to zrobią karpika i nas najprościej w świecie wyśmieją, bo pomyślą, jaja sobie robimy.

Don't worry Brett nam pomoże, bo zapewne ma z nas teraz niezły ubaw i docenia nasze załamania nerwowe związane z BAFTĄ ;)

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że Jeremy wie, że był, jest i będzie kochany bez względu na wysiłki BAFTY, by go wykreślić z naszej pamięci. :-)
Jeśli co jakiś czas będą się pojawiały takie teksty, jak ten z "Guardiana" sprzed kilku dni, można być spokojnym, że jeśli chodzi o Sherlocka Holmesa, HE IS THE MAN.

"In re-watching The Red-Headed League last week, I also detected a disdain for poshness that verges on the revolutionary. He describes John Clay (Tim McInnerny) thus: "His grandfather was a royal duke and he himself was educated at Eton and Oxford. So, Watson, bring the gun." And because he is Jeremy Brett, he slightly rolls the r of "bring", just so we know Holmes knows that he is funny."


"Brett understood completely how mercurial Holmes could be. And he could play every variant of him: loyal friend, relentless pursuer, bored logician, avenging angel and mischievous impersonator. Brett's performance is an astonishing exercise in dynamics: he murmurs advice, whispers hints, bellows irritation, barks laughter. He is also the master of the subtextual glance. When the King of Bohemia (A Scandal in Bohemia, series 1, episode 1) wishes Irene Adler was his social equal, Brett turns to him with every facial sinew screaming contempt, for just a fraction of a second. Then he agrees, with such seeming politeness that the king is impervious to his real meaning, that Adler was indeed on a very different level. No wonder Adler leaves the country, declaring him too formidable an opponent, even though she knows she has beaten him in this encounter."

Holmes Brett Fan pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
9 pisze...

Wiecie co, właśnie potwornie rozbawiło mnie czytanie komentarzy, a zwłaszcza tego, że mainstream wyśmieje fanów ACD z powodu XIX wieku, dwóch faciów i w ogóle to jeszcze deerstalkera (fuck yeah). Rozbawiło mnie to dlatego, że niemal identyczna sytuacja dzieje się w tej dokładnie chwili z niejakim Martinem i tzw. AGOT. "Gra o Tron", która po tylu latach wreszcie została - i to za życia twórcy - sfilmowana, nagle pizgnęła w mainstream że aż zahuczało. Koszulki, gierki, merchu tony, kurde, niedługo będzie dmuchana Cersei, bo trzeba zaspokoić gusta konsumentów.

I owszem, być może jest nieco irytujące, że gadam jak hipster "I read the books before it was cool", ale kurczę - z jednej strony geeks&nerds się cieszą, że wreszcie nie siedzimy w piwnicy, z drugiej marudzą, że mainstream, że plebs nie zrozumie Tych Subtelności!

No, to teraz do "Elementary" - na profilu Zwierza napisałem, że to jest "Monk all over again" i to jest mój główny zarzut. Widziałem kilka filmów, niektórych naprawdę, naprawdę, ale to naprawdę złych z Holmesem. W ogóle tekst "psucie marki" wali mi kapitalizmem i monetyzacją, więc zamierzam bić w twarz jak ktoś tak powie w towarzystwie o Holmesie. Głównym problemem tego serialu może się stać jakieś takie troszkę cliche, w sensie że ten Holmes jest znerwicowanym, zahukanym kolesiem, a to jest naprawdę dalekie od ideału.

Sherlock (w sensie Autorka bloga;)) zwróciła uwagę na jedną rzecz, która mnie gryzła, a której nie mogłem zlokalizować. Władczość. I z mojej strony jeszcze - ten specyficzny, obsesyjno-kompulsywny obłęd, stany maniakalne itp. Jak większość ludzi, ślinię się i rozpływam nad Benedictem, ale - podobnie jak z Rorschachem z "Watchmen" - gdy odsuniemy się o dwa metry, widzimy jak wyłania się pewna przerażająca krawędź tej postaci. Tak jak Holmes jest po prostu obłąkany, tak Rorschach to faszysta i świr. Ale z bliska jeden zdobywa serca widzów przez brzytwę w mózgu, a drugi - drapieżne teksty i ogólny feeling antybohatera.

Paradoksalnie to czego obawiałem się najbardziej, czyli Lucy Liu wyszła w tym materiale naprawdę nieźle i z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie z niej, nie obawiam się tego powiedzieć, dobry Watson.

Rany, ale się rozpisałem.