Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pastisz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pastisz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 marca 2010

Znów z cyklu: zakupy...

i znów oby było to prorocze, Sherlockista z pewną goryczą pragnie polecić dość już starą stronę, na której można znaleźć długą listę pastiszów. Naturalnie, nie wyczerpuje ona oceanu publikacji, choćby dlatego, że niestety urywa się na ok. 2003-2004 roku, ale, co najważniejsze, segreguje różne pastisze i zbiera je w grupy tematyczne - np. SH spotyka słynnych sobie współczesnych, SH się żeni, etc. Sherlockista pragnie szczerze pewnego dnia odfajkować chociaż część tej listy... Ale, one step at a time ;),  licząc po trzy książki na jedną przesyłkę z Amazona i przy założeniu, że Sherlockista będzie jechał chronologicznie, za jakieś 10 lat powinien dobić do lat 2000 ;)

środa, 17 marca 2010

"Młody Sherlock Holmes...

...i Piramida Strachu" z 1985 roku to był strasznie fajny film. Młody Holmes (bardzo przystojny Nicholas Rowe) poznał młodego Watsona (Alan Cox) w szkole i razem wplątali się w poważne kłopoty z pewną sektą. Miał ten film swoje zalety (Holmes elegancko dedukował, Watson był jego inteligentnym i sprawnym towarzyszem boju), miał też i wady (och, ten tragicznie zakończony romans, po którym nasz biedny Sherlock już nigdy w dorosłym życiu się nie pozbierał - błeeee, takie coś wyszło tylko raz, i to w legendarnym PLOSH i wymagało połączonych geniuszów Wildera, Stephensa i Rozsy; o tym ostatnim filmie na pewno jeszcze Sherlockista napisze szczegółowo). W sumie: udana hollywoodzka rozrywka.
Sherlockista nie może jednak powiedzieć, by zachwycał go pomysł całej książkowej serii o przygodach młodego (czternastoletniego) Sherlocka, której napisanie zostało oficjalnie (bo przez Conan Doyle Estate, czyli opiekunów spuścizny po ACD) zlecone Andrew Lane'owi. Pierwsza powieść z cyklu ma się ukazać wiosną, nakładem wydawnictwa Macmillan (w serii książek dla dzieci).
Garść szczegółów w The Guardian, a dlaczego Sherlockisty to nie zachwyca najlepiej wyjaśni trailer (?) owych książek:

piątek, 12 marca 2010

Z cyklu: lista zakupów

Sherlockista z mieszanymi uczuciami wita wieści o kolejnych publikacjach, które musi, ale to absolutnie musi chociaż obejrzeć ;)


Książka Davida Granna, mimo zwodniczego tytułu - Diabeł i Sherlock Holmes, opowieści o morderstwie, szaleństwie i obsesji - nie jest kolejnym pastiszem czy apokryfem, a serią artykułów, w których dziennikarz bada różne ekscytujące zagadki z ostatnich lat. Sherlock Holmes w tytule pojawił się nie tylko po to, by książkę lepiej sprzedać (sam ten fakt odnotowuje Sherlockista nie tyle z irytacją, co z pewnym rodzajem radości ;) ), ale dlatego, że jedną z opisywanych zagadek jest głośna i tajemnicza śmierć znanego Holmesisty, Lancelyna Greena, jednego z największych kolekcjonerów Sherlockianów a także autora licznych publikacji, zarówno pastiszy i przeróbek jak i artykułów.
W marcu 2004 Green został znaleziony martwy w łóżku w towarzystwie butelki dżinu i zabawek erotycznych. Śmierć nastąpiła przez uduszenie. Jak donosił między innymi The Guardian, przed śmiercią Green interesował się zbliżającą aukcją kolekcji papierów Conan Doyle'a i mówił niepokojące rzeczy na temat zagrożenia swojej reputacji przez jakiegoś Amerykanina.
Jego śmierć pozostała niewyjaśniona, choć wiele okoliczności wskazuje na samobójstwo. Wspaniała kolekcja Sherlockianów Greena została przekazana muzeum w Porstmouth.
Jako że nie był to jedyny wypadek tego rodzaju w środowisku Holmesistów, po raz kolejny pojawiły się doniesienia o istnieniu "klątwy Arthura Conan Doyle'a"...
... i dlatego między innymi Sherlockista naprawdę bardzo chciały kiązkę Granna przeczytać ;)

***
A na deser nowy uczciwy apokryf, zatytułowany klasycznie "Further Adventures", a konkretnie "The Man from Hell", czyli "Człowiek z piekieł". Obszerną  - i zachęcającą - recenzję można przeczytać tu. Sherlockiście, który do książki na razie dostępu nie ma, pozostaje jedynie zachęcić "tak ogólnie", bo przecież dowolna książka o Sherlocku Holmesie jest statystycznie lepsza od dowolnej książki bez Sherlocka ;)
Autor, Barrie Roberts, ma już na koncie sporo innych podobnych publikacji, a jego najnowsze dzieło, trzeba przyznać, ma niezwykle efektowną okładkę:





czwartek, 11 marca 2010

Z cyklu: teaser trailer ;)

Sherlockista właśnie odkrył, że we własnej jego ojczyźnie ukazała się dość ekscytująca pozycja - i ma nadzieję już wkrótce zamieścić jej sążnistą recenzję!







Pozycja wygąda tak:







Opis znajdziecie tu:


A fragment dyskusji nt. oryginału tu:

sobota, 6 marca 2010

Asylum... Z cyklu: que?

Może to dowód ignorancji i nieznajomości świata poza rokiem 1895... ale Sherlockista był dość zdziwiony, że istnieje studio, które produkuje niskobudżetowe wersje kinowych przebojów (Amerykanie nazywają to mockbusters). Nie, nie parodie, tylko takie filmy "prim". Instytucja ta nazywa się, bardzo stosownie, Asylum.
Chętni i odważni zechcą zapewne zbadać sprawę przeróbki "Sherlocka Holmesa"... trailer poniżej...

Z cyklu: Sherlockista poleca

Dla wielbicieli cudownego filmu  "Without a Clue" (polskie tłumaczenie "Bez śladu" lub "Po kłębku do nitki") - reż. Thom Eberhardt, rok 1988, w roli Sherlocka Holmesa, zapijaczonego, tchórzliwego aktorzyny, wystąpił sam Michael Caine...
...a pamiętacie cudownego wprost niedoszłego "Doktora Zbrodni" Watsona, czyli Bena Kingsleya, który nie dość, że musiał walczyć z bandytami wszelkiej maści oraz samym profesorem Moriarty'm, to w dodatku musiał bezustannie radzić sobie z wybrykami wynajętego przez siebie Sherlocka?
Tu znajdziecie długi wywiad z sir Benem, który grał wszystko i wszystkich, od Gandhiego (Oscar), przez Icchaka Sterna po Ottona Franka, z epizodami w rodzaju komedia o Holmesie i Watsonie po drodze....

Z tej okazji Sherlockista najgoręcej zachęca do obejrzenia samego filmu - guilty pleasure wszystkich, ale to absolutnie wszystkich znanych mu Holmesistów :) Jest to absolutnie urocza, bezpretensjonalna komedia, Kingsley jako wiecznie zniecierpliwiony Watson, więzień swojej własnej literackiej kreacji, powala i śmieszy, Caine jako nieudacznik Holmes rozczula i wzrusza. Dialogi na temat liczenia okien kamienicy przy Baker Street oraz dyktowanie Holmesowi dedukcji - bezcenne.

***
A tu coś dla, hm... desperatów? znudzonych? Um, wielbicieli kreskówek z dzieciństwa? W każdym razie tekst o Sherlocku Holmesie i, ukhm, Scooby Doo...

piątek, 5 marca 2010

Dwa niusy: książka i... no właśnie... co z tym filmem?

Sherlockista z pewnym bólem musi podzielić się z Czytelnikami informacją, że Laurie King wyprodukowała nową książkę o Sherlocku Holmesie i Mary Russell, książka nosi tytuł "God of the Hive", czyli w roboczym przekładzie "Bóg ula" (takiego pszczelego).
Wygląda to tak:

Sherlockista wyzna, że o ile kibicuje wszelkim autorom pastiszów, apokryfów, komedii, horrorów, filmów, radiowych inscenizacji i książek o Holmesie i doktorze Freudzie, o tyle Laurie King, mimo, że zapraszają ją na swoje spotkania nawet Baker Street Irregulars, kibicować nie potrafi.
Cykl King, który zaczął się od "The Beekeeper's Apprentice" poświęcony jest działalności Holmesa na emeryturze, już po tym, jak wyniósł się do Sussex, by tam zostać pszczelarzem. Problem naturalnie nie w tym, że Holmes jest na emeryturze, i nie w tym, że zagadki są takie sobie średnie, a w tym, że zamiast Watsona, towarzyszy mu żona (!). Żona jest młodsza od niego o prawie dwa pokolenia, niesympatyczna, kreowana na stereotypowo "męski" umysł, w kwestii umiłowania do logiki, porządku i metody oraz pogardy dla uczuć pobożniejsza od papieża (Holmesa) i... no... Sherlockista może zamilknie. Jeżeli ktoś naprawdę ma ochotę, może śledzić fikcyjnego bloga Mary Russell Holmes.
 Nie jest tak, że żadnego tomu nie da się nawet przez chwilę czytać bez przyjemności (bo zawszeć to historia o Sherlocku Holmesie). Ale ogólna koncepcja jest jednak odpychająca, a autorce zdarza się przyznawać w wywiadach, że Holmesa traktuje głównie zarobkowo. I to widać.  Ma natomiast sympatyczną stronę internetową, na której zdarzają się nawet zagadki do rozwiązywania.

***

Druga wiadomość dnia jest taka, że Sherlockista usłyszał plotki jakoby Guy Ritchie miał kręcić film pod tytułem Excalibur (ponoć skrzyżowanie króla Artura i "Gwiezdnych Wojen"). Sherlockista kocha StarWarsy nad życie, ale wolałby, żeby Ritchie zajął się w pierwszym rzędzie ekranizacją sequela Sherlocka Holmesa... Na szczęście zarówno autor podlinkowanego doniesienia, jak i autor tego są zgodni, że Excalibur się opóźni właśnie z uwagi na zaangażowanie Ritchiego w projekt SH 2. Trzymajmy kciuki, by tak było!