Na początek, krótkie podsumowanie krótkiego wywiadu z Jaredem Harrisem, który bez znawstwa czy miłości, ale z rozsądkiem, sympatią i dystansem opowiada o swojej roli Moriarty'ego w sequelu produkcji Ritchiego.
Harris zdaje sobie sprawę, że postać super-zbrodniarza trochę się już w kulturze masowej wytarła i że trzeba wielkiej ostrożności, by nie popaść w parodię (nawiasem, Sherockista jeszcze raz z szacunkiem kłania się autorom BBC za to, że im się udało). Jednym ze sposobów Harrisa/Ritchiego na to, by uniknąć śmiechu na sali, jest między innymi wprowadzenie zakazu tłumaczenia się dla Moriarty'ego. Im więcej bohater gada, tym mniej grozy i szacunku budzi, a to, że jest groźny trzeba po prostu pokazać. Nawet najwymyślniejsze deklaracje Napoleona Zbrodni nie wywrą na publiczności większego wrażenia.
Pod koniec wywiadu pojawia się inna ciekawa - a dla niektórych Czytelników pewnie wręcz niepokojąca - uwaga. Harris twierdzi, że na pewno będą jeszcze nowe filmy o SH, tylko nie jest pewien, czy się w nich pojawi. Jednak powiedziane jest to tak, że trudno stwierdzić, czy to zapowiedź planów ekipy Ritchiego, czy wyraz generalnego i niezbyt kontrowersyjnego przekonania, że na pewno "ktoś jeszcze jakiegoś Sherlocka kiedyś nakręci".
A drugie doniesienie dotyczy kostiumów. Wierni Czytelnicy być może pamiętają poprzedni wywiad z Jenny Beavan relacjonowany na Sherlockianach i dotyczący pierwszej części Sherlocka Ritchiego. Teraz czas na nowości.
Sherlockista od razu przyzna nie był zachwycony informacjami, które można wyłuskać z jej wypowiedzi. Ponoć mnóstwo jest scen kaskaderskich (tego się obawialiśmy), a Ritchie zażyczył sobie nawet, żeby dodawać mu więcej lycry. Beavan poszukuje nawet jakichś specjalnych materiałów... Zdjęcia dodanego do wywiadu Sherlockista wyjątkowo nie ukradł, bo jest paskudne (można je obejrzeć pod linkiem podanym poniżej).
Poza tym, zobaczymy ponownie trochę starych kostiumów, co ma dodać postaciom realizmu. Sherlockiście kojarzy się to raczej z ubieraniem animowanych czy komiksowych postaci zawsze w te same stroje, ale niech już Beavan będzie. Na pewno dobrym ruchem jest natomiast eleganckie strojnie Stephena Fry'a jako Mycrofta. Beavan żartuje, że Fry, nawet ubrany najsztywniej jak tylko się da, sam z siebie wygeneruje wystarczająco wiele oryginalności, polotu i ducha queer. Sherlockista nie mógłby zgodzić się bardziej. A myśl o tym, że Mycroft też miałby włóczyć się gdzieś po rynsztokach w ubłoconych spodniach i bez koszuli była tak przerażająca, że nawet mu do głowy nie przyszła. Moriarty nas zaskoczy, powracająca tylko na sekundkę Irene Adler będzie miała wielką instalację na tyłku*, a Noomi Rapace w roli głównej kobiety filmu jest cyganką.
Całość, dla zainteresowanych, tu
Sherlockista powoli zaczyna godzić się z myślą, że Stephen Fry może być jedynym, co będzie go powstrzymywało od płaczu w grudniu 2011. Pociesza się jednak faktem, że tak samo dramatyzował przed poprzednią częścią, do której dał się przekonać w pierwszych paru minutach... ;)
---
* Sherlockista kompletnie nie zna się na ciuchach w ogóle, a na ciuchach "z epoki" (którejkolwiek), nie zna się do kwadratu. Ma na myśli, że IA będzie miała "big bustle", czyli to coś, co wypycha spódnicę w kreacjach z końcówki 19 w.
Sherlock Holmes - Kanon, apokryfy, adaptacje, ekranizacje, holmesologia, blog Sherlockisty, doniesienia z sherlockistycznego świata. Tu zawsze jest rok 1895.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kostiumy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kostiumy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 maja 2011
sobota, 15 stycznia 2011
Ritchie-fobowie niech zamkną oczy :) Nowy Sherlock z Downeyem kręci się pełną parą.
Już od paru dni skrzynka Sherlockisty pęka w szwach od doniesień, które zalały wszystkie plotkarsko-filmowe portale świata: uwaga, ujawniono fragment plot-u drugiej części "Sherlocka". Drodzy Czytelnicy, przygotujcie się na szok:
...Holmes i Watson podążają tropem Moriarty'ego (pamiętamy, że w tej roli Jared Harris), którego uważają za pierwszego arcy-zbrodniarza w historii świata. Watson z trudem stara się godzić obowiązki wobec narzeczonej Mary Morstan z pomaganiem przyjacielowi...
ŁAŁ!
:D
Szczerze mówiąc, Sherlockista miał cień nadziei, że producenci zlitują się nad nami wszystkimi i wyrzucą w cholerę Mary Morstan (ShK żywi takie nadzieje wobec wszystkich absolutnie wersji opowiadań ACD, nawet gdy zagląda do Kanonu czasem kołacze się w nim takie niejasne przeczucie, że tym razem pod koniec SIGN znajdzie zupełnie co innego...). Nie był to jednak cień zbyt wyrazisty, więc można powiedzieć, że nie dowiedział się zupełnie niczego nowego. Podobnie, za niespecjalnie informatywne uznał stwierdzenie (Downeya), że "tym razem nie będziemy pakować Watsona w kłopoty - to raczej on będzie wyciągał z tarapatów Holmesa". Ponoć obaj panowie mają tkwić w owych tarapatach znacznie głębiej niż im się wydaje i niż my oczekiwaliśmy po pierwszym odcinku.
Za niepokojące uznał Sherlockista wszelkie doniesienia o tym, że w sequelu - jak to w sequelu - ekipa chce przebić wszystkie nasze oczekiwania. Downey skarżył się nawet, że kręcenie drugich części zawsze jest bardziej wyczerpujące, o czym on, jako weteran sequeli, miał okazję się przekonać.
Podglądacze opisują dwie sceny kręcone przez naszych bohaterów - obie to strzelaniny na bocznicy kolejowej i jedynym ich ciekawym elementem jest pojawienie się cyganki Sim, która okazuje się lepszym strzelcem od nich. W tej ostatniej roli oczywiście Noomi Rapace, o której Sherlockista pisał tu kiedyś, ale w kompletnie neutralnym tonie. Odkąd sam obejrzał ją w fantastycznej roli w ekranizacji równie świetnych książek Larssona, z wielkim entuzjazmem czeka na to, by zobaczyć ją u boku Sherlocka Holmesa.
A na koniec pierwsze oficjalne zdjęcie z planu:
Ładne talerze ;)
Dokładną analizę strojów bohaterów można znaleźć na tym portalu, poświęconym filmowym kostiumom w ogóle. Sherlockista chciał napisać, kurtuazyjnie, że to bardzo interesujący portal, ale nawet nie rozumie tych opisów i chyba nie fascynuje go specjalnie historia mody... Może jednak wśród Czytelników ktoś jest w stanie naprawdę docenić ludzi, którzy widzą, że Downey prezentuje romantyczne trendy z lat 30 dziewiętnastego wieku?
Sherlockista życzy serdecznie wszystkim zdegustowanym poczynaniami Ritchiego spokojnych snów ;) i oczekuje na jakiekolwiek szczegóły, które nie byłyby wyłącznie nic-szczególnego-nie-mówiącym, promocyjnym bełkotem.
...Holmes i Watson podążają tropem Moriarty'ego (pamiętamy, że w tej roli Jared Harris), którego uważają za pierwszego arcy-zbrodniarza w historii świata. Watson z trudem stara się godzić obowiązki wobec narzeczonej Mary Morstan z pomaganiem przyjacielowi...
ŁAŁ!
:D
Szczerze mówiąc, Sherlockista miał cień nadziei, że producenci zlitują się nad nami wszystkimi i wyrzucą w cholerę Mary Morstan (ShK żywi takie nadzieje wobec wszystkich absolutnie wersji opowiadań ACD, nawet gdy zagląda do Kanonu czasem kołacze się w nim takie niejasne przeczucie, że tym razem pod koniec SIGN znajdzie zupełnie co innego...). Nie był to jednak cień zbyt wyrazisty, więc można powiedzieć, że nie dowiedział się zupełnie niczego nowego. Podobnie, za niespecjalnie informatywne uznał stwierdzenie (Downeya), że "tym razem nie będziemy pakować Watsona w kłopoty - to raczej on będzie wyciągał z tarapatów Holmesa". Ponoć obaj panowie mają tkwić w owych tarapatach znacznie głębiej niż im się wydaje i niż my oczekiwaliśmy po pierwszym odcinku.
Za niepokojące uznał Sherlockista wszelkie doniesienia o tym, że w sequelu - jak to w sequelu - ekipa chce przebić wszystkie nasze oczekiwania. Downey skarżył się nawet, że kręcenie drugich części zawsze jest bardziej wyczerpujące, o czym on, jako weteran sequeli, miał okazję się przekonać.
Podglądacze opisują dwie sceny kręcone przez naszych bohaterów - obie to strzelaniny na bocznicy kolejowej i jedynym ich ciekawym elementem jest pojawienie się cyganki Sim, która okazuje się lepszym strzelcem od nich. W tej ostatniej roli oczywiście Noomi Rapace, o której Sherlockista pisał tu kiedyś, ale w kompletnie neutralnym tonie. Odkąd sam obejrzał ją w fantastycznej roli w ekranizacji równie świetnych książek Larssona, z wielkim entuzjazmem czeka na to, by zobaczyć ją u boku Sherlocka Holmesa.
A na koniec pierwsze oficjalne zdjęcie z planu:
Ładne talerze ;)
Dokładną analizę strojów bohaterów można znaleźć na tym portalu, poświęconym filmowym kostiumom w ogóle. Sherlockista chciał napisać, kurtuazyjnie, że to bardzo interesujący portal, ale nawet nie rozumie tych opisów i chyba nie fascynuje go specjalnie historia mody... Może jednak wśród Czytelników ktoś jest w stanie naprawdę docenić ludzi, którzy widzą, że Downey prezentuje romantyczne trendy z lat 30 dziewiętnastego wieku?
Sherlockista życzy serdecznie wszystkim zdegustowanym poczynaniami Ritchiego spokojnych snów ;) i oczekuje na jakiekolwiek szczegóły, które nie byłyby wyłącznie nic-szczególnego-nie-mówiącym, promocyjnym bełkotem.
sobota, 16 października 2010
Jeszcze o modzie na Sherlocka
Sherlockista wyznał kiedyś, przy okazji doniesienia na temat wywiadu z Jenny Beavan że ciuchy nie należą do jego, jak powiedziałby SH "areas of expertise", jednak nawet i do niego dotarły w końcu wieści ze świata mody. Okazuje się, że już w mijającym roku kolekcje zainspirowane były wchodzącymi do kin i na ekrany telewizorów nowymi ekranizacjami i znani projektanci postanowili wyjątkowo ubrać zarówno kobiety jak i mężczyzn w sposób naprawdę przyjemny dla oka. Shelockista z trudem wypatrzył Holmesowskie inspiracje w podlinkowanej wyżej kolekcji Spring 2010 D&G, ale inspiracja jest, naturalnie, pojęciem mglistym. Tak mglistym, że ci spośród Czytelników, których znajomi panowie ubiorą się tej jesieni w ciuchy z kolekcji Johna Galliano, mogą się spodziewać zarówno klasycznego Watsona, jak i Holmesa z czymś w rodzaju syberyjskiej czapy, a nawet czegoś pomiędzy papuaskim faraonem a gay-fab wersją Downeya ze sceny boksu:
Mniej niebezpieczeństw czyha na nas ze strony pań, które zamiast czerpać przykład z olśniewająco ruziowych kreacji damskich Irene Adler mają się wzorwać raczej na tych jej strojach, które wkładała, gdy chciała swobodnie przemieszczać się po mieście i śledzić Holmesa incognito.
Zdjęcia pochodzą z kolekcji Diora i "pożycza" je ShK ze strony Figa.pl:
A na deser coś bardziej w stylu Moriarty'ego (który też była kobietą):
W dodatku, jak już Sherlockista kiedyś pisał, powołując się na Guardiana, nie są to tendencje obowiązujące wyłącznie na wyżynach haute couture - zupełnie zwyczajni Brytyjczycy nareszcie doszli do słusznego wniosku, że Sherlock Holmes (ucieleśniony raczej przez Cumberbatcha niż Downeya w jego okularkach) powinien być wzorcem dla każdego eleganckiego faceta. Sherlockista bardzo jest tymi tendencjami uradowany. Zwłaszcza zaś tym, że "styl Sherlocka" nareszcie, po stu latach mąk i krzywdzących stereotypów niepopartych niczym z wyjątkiem paru niefortunnych ilustracji Pageta, nie ma nic ale to nic wspólnego z kapotą typu inverness czy deerstalkerami...
Zdjęcia pochodzą z kolekcji Diora i "pożycza" je ShK ze strony Figa.pl:
A na deser coś bardziej w stylu Moriarty'ego (który też była kobietą):
W dodatku, jak już Sherlockista kiedyś pisał, powołując się na Guardiana, nie są to tendencje obowiązujące wyłącznie na wyżynach haute couture - zupełnie zwyczajni Brytyjczycy nareszcie doszli do słusznego wniosku, że Sherlock Holmes (ucieleśniony raczej przez Cumberbatcha niż Downeya w jego okularkach) powinien być wzorcem dla każdego eleganckiego faceta. Sherlockista bardzo jest tymi tendencjami uradowany. Zwłaszcza zaś tym, że "styl Sherlocka" nareszcie, po stu latach mąk i krzywdzących stereotypów niepopartych niczym z wyjątkiem paru niefortunnych ilustracji Pageta, nie ma nic ale to nic wspólnego z kapotą typu inverness czy deerstalkerami...
środa, 19 maja 2010
Ciuchy...
...no... nie są pasją Sherlockisty. Kostiumy do nowego Sherlocka interesowały go tylko o tyle, że wzbudziły powszechne oburzenie (zwłaszcza stroje samego Holmesa). Sherlockista tymczasem od początku podejrzewał, że stroje te, podobnie jak i wszystko inne w tym filmie, maksymalnie naciągają normy, których przy produkcji filmu "z epoki" przekroczyć się nie dało, ale jednak w dziewiętnastowiecznych regułach gry jakoś się mieszczą. Holmes nie jest ubrany tak klasycznie jak w niektórych "wiernych" produkcjach, gdzie nie zapomina się nawet o obowiązkowym ukryciu muszki pod kołnierzem na znak żałoby po Nelsonie - ale i na szczęście nie tak idiotycznie jak na niektórych rycinach Pageta i w zdecydowanej większości ekranizacji, których reżyserzy przeoczyli fakt, że inverness i deerstalker są stosownym strojem dla późnowiktoriańskiego dżentelmena wyłącznie w czasie wiejskiej wycieczki.
Sherlockista argumentował nawet, że stroje nas zadziwiają nie dlatego, że mają wyglądać "nowocześnie", jak na komiksowego Holmesa XXI wieku przystało, tylko dlatego, że mają wyglądać ekstrawagancko, jak przystało na najbardziej ekstrawaganckiego dżentelmena z epoki późnowiktoriańskiej.
W wywiadzie z Jenny Beavan, autorką kostiumów do SH 2009, znaleźć można szczegółowe omówienie kreacji głównych bohaterów z kilku pierwszych sekwencji filmu (kolejne, jak przypuszcza Sherlockista, w drugiej części wywiadu). Sherlockista nawet nie śmiałby się podjąć tłumaczenia wszystkich tych skomplikowanych rodzajów frocków i innych licznych rodzajów wizytowej i niewizytowej odzieży męskiej. Sam, jak już wyznał, znawcą garderoby nie jest nawet po polsku, jednak zainteresowanym poleca linkowany wyżej wywiad najserdczniej.
Przy okazji, pragnie podkreślić, że Beavan w zupełności potwierdza jego intuicje. Zarówno garderoba Irene Adler, jak i Sherlocka Holmesa z premedytacją łączy to co klasyczne (kroje spodni czy wizytowej sukni) z tym, co niebanalne (kolory, rozchełstanie, kompozycje). Holmes strojem podkreśla to, jak bardzo nie pasuje do żadnej ze ściśle wydzielonych klas wiktoriańskiego społeczeństwa, nie nosi "mundurka" żadnego zawodu, sam przekracza wszelkie granice i bariery i tak samo nie mieści się w żadnych kategoriach jego codzienne ubranie.
Sherlockista osobiście najbardziej jest wdzięczny z Jenny Beavan za cudowny szlafrok, w którym Holmes przeżywa swoje gorsze dni - i który okazuje się szczególnie użyteczny jako przebranie.
(To zapewne nie jest ten "mouse-coloured dressing gown Sherlocka" tylko raczej ten drugi ;) ).
Sherlockista argumentował nawet, że stroje nas zadziwiają nie dlatego, że mają wyglądać "nowocześnie", jak na komiksowego Holmesa XXI wieku przystało, tylko dlatego, że mają wyglądać ekstrawagancko, jak przystało na najbardziej ekstrawaganckiego dżentelmena z epoki późnowiktoriańskiej.
W wywiadzie z Jenny Beavan, autorką kostiumów do SH 2009, znaleźć można szczegółowe omówienie kreacji głównych bohaterów z kilku pierwszych sekwencji filmu (kolejne, jak przypuszcza Sherlockista, w drugiej części wywiadu). Sherlockista nawet nie śmiałby się podjąć tłumaczenia wszystkich tych skomplikowanych rodzajów frocków i innych licznych rodzajów wizytowej i niewizytowej odzieży męskiej. Sam, jak już wyznał, znawcą garderoby nie jest nawet po polsku, jednak zainteresowanym poleca linkowany wyżej wywiad najserdczniej.
Przy okazji, pragnie podkreślić, że Beavan w zupełności potwierdza jego intuicje. Zarówno garderoba Irene Adler, jak i Sherlocka Holmesa z premedytacją łączy to co klasyczne (kroje spodni czy wizytowej sukni) z tym, co niebanalne (kolory, rozchełstanie, kompozycje). Holmes strojem podkreśla to, jak bardzo nie pasuje do żadnej ze ściśle wydzielonych klas wiktoriańskiego społeczeństwa, nie nosi "mundurka" żadnego zawodu, sam przekracza wszelkie granice i bariery i tak samo nie mieści się w żadnych kategoriach jego codzienne ubranie.
Sherlockista osobiście najbardziej jest wdzięczny z Jenny Beavan za cudowny szlafrok, w którym Holmes przeżywa swoje gorsze dni - i który okazuje się szczególnie użyteczny jako przebranie.
(To zapewne nie jest ten "mouse-coloured dressing gown Sherlocka" tylko raczej ten drugi ;) ).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





