Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 grudnia 2018

Pan Sherlock Holmes i świat najlepszy z możliwych

Kilka jest tylko tez filozofów, które zostały tak powszechnie obśmiane jak pomysł Leibniza, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Być może dlatego, że tezy filozofów w ogóle rzadko kogokolwiek obchodzą, nawet Wolterów naszego uniwersum. Pan Sherlock Holmes również nigdy nie wydawał się w najmniejszym stopniu zafascynowany moją ukochaną dyscypliną. “Philosophy - nil” - zapisał Watson w swojej słynnej tabelce, w której podsumowywał wiedzę przyszłego przyjaciela. Wiele naiwnych ocen Watsona dokonanych w tych pierwszych dniach na Baker Street można podważyć, ale raczej nie tę. W końcu mówimy o detektywie, który nazywał “dedukcjami” co najmniej trzy różne metody rozumowania oraz przeprowadził dowód na dobro Opatrzności w oparciu o mylne choć urocze twierdzenie na temat tego, czemu kwiaty są ładne i pachną.

A jednak potrafię sobie wyobrazić, że tę jedną tezę, tę o najlepszości naszego świata właśnie Holmes zrozumiałby lepiej niż niejeden student drugiego roku na kursie z nowożytnej. Nie, nie dlatego, że miał w sobie jakąś szczególną moralną dzielność, która każe dostrzegać równowagę i harmonię tam, gdzie inni poddają się zniechęceniu, ple ple.
Dlatego, że kochał paskudztwa.



wtorek, 4 grudnia 2012

ShKA - 4 grudnia, D jak DATA!

A nawet: Data! Data! Data!
(COPP)

Holmes żąda więcej danych - bo wszak to fatalny błąd teoretyzować zanim dostanie się do ręki fakty (Sherlockista niestety nie może nie zauważyć, że jeśli się nie poteoretyzuje, to żadnych faktów w ogóle nie będzie) i nie da się robić cegieł bez gliny.

Sherlockista żąda więcej Komandora Daty.



sobota, 10 marca 2012

Czwarty w niebieskim pudle. I sto osiemdziesiąty czwarty (strzelam) w czapce z dwoma przodami. I o tym, że dedukcja to ściema.

Jednym z bardzo licznych powodów do wdzięczności, jakie dał mi Sherlock BBC jest wprowadzenie terminu "czapka z dwoma przodami", który znakomicie zastępuje nie wszystkim jednak cokolwiek mówiącego "deerstalkera". Wiecie już zatem, który to sto osiemdziesiąty czwarty. A liczebniki od 1 do 11 pisane wielką literą nieomylnie zwiastują, oczywiście, Doktora.

sobota, 15 października 2011

Tym razem brzydkie obrazki, bo z Game of Shadows, ale za to kilka bardzo ciekawych lekcji z Sherlocka.

Brzydkie obrazki będą na koniec, bo jeszcze podwyższą Czytelnikom tętno i nici ze skupienia na lekcjach. A zaczniemy od przywoływanej tu już kiedyś na marginesie serii "Lessons from Sherlock Holmes" Marii Konnikovej, publikowanych nie byle gdzie bo w samym "Scientific American" na zaproszenie redakcji. Sherlockista już kiedyś serię tę polecał, ale od tamtego czasu lekcji zrobiło się sporo, więc zasługują na więcej uwagi.
Autorka lekcji, oprócz tego, że ewidentnie lubi i ceni Sherlocka, jest specjalistką od teorii decyzji - i dlatego pewnie jej teksty koncentrują się wokół idei, że dzięki umiejętnemu wykorzystaniu rad Holmesa możemy na co dzień unikać wielu błędów. Wiele opisywanych przez nią technik jest skuteczne przy rozwiązywaniu wszelkiego rodzaju problemów, wiele też ma ogólny charakter - jak na przykład zalecenie, by zawsze gromadzić wiedzę z różnych obszarów, nawet tych, co do których nie mamy pewności, że może się przydać. To, mówiąc po prostu, ułatwia nam potem osiągania błyskotliwych wglądów w rozwiązanie problemów z innych dziedzin. Im więcej różnych rzeczy wiemy, tym lepiej i sprawniej kojarzymy i tym bardziej wyrabiamy w sobie intuicje co do możliwych dróg rozwikłania zagadki (dla zainteresowanych szczegółami: lekcja dostępna tu). Sherlockistę szczególnie ucieszyło to, że Konnikova wyszła poza bardzo słynne fragmenty STUD, w których Watson podsumowuje umiejętności Holmesa i jak Czytelnicy pamiętają, nasz detektyw okazuje się specjalistą o dość wąskich horyzontach, a w dodatku sam Sherlock zaleca wszystkim, by wyrzucali z umysłu niepotrzebne graty w rodzaju wiedzy o Układzie Słonecznym. Sięgnęła po VALL i spór Holmesa z inspektorem MacDonaldem o to, że czasem warto nawet czytać różne pozornie niezwiązane ze sprawą rzeczy - bo nigdy nie wiadomo, co się może przydać. Jednocześnie, nie zaniedbuje nauki Holmesa o tym, że umysłu nie wolno zaśmiecać - nauki szczególnie wręcz istotnej, kiedy wszyscy poddajemy się bezustannemu bombardowaniu sieciowym spamem i chłamem (o czyszczeniu umysłowego strychu: tu).
Chociaż niektóre wywody są dość banalne (jak na przykład ten  o zagrożeniach płynących z nadmiernej pewności siebie i jak można się przed nimi ustrzec, czy ten, będący pochwałą wyobraźni), wszystkie cechują dwie zalety: niestereotypowe i wnikliwe wykorzystanie opowieści o Holmesie oraz przytaczane w nich empiryczne badania na poparcie tez autorki.
Pewne uwagi są wręcz bezcenne i to szczególnie dlatego, że obalają część rzadko bardzo wywlekanych na światło dzienne i analizowanych mitów na temat Holmesowego myślenia. Większość z nas kojarzy pewnie metodę Holmesa z obsesyjnym niemal skupieniem na faktach - I cannot make bricks without clay - It is a capital mistake to theorize before one has data etc. - i unikaniem przedwczesnego teoretyzowania. Konnikova nie narusza takiej wizji Sherlockowego rozumowania, ale podkreśla bardzo istotny element: fakty podlegają selekcji. Aby zobaczyć, które z nich są istotne, a które błahe - bez tego nie da się rozwiązać żadnej zagadki! - należy najpierw zyskać odpowiednią perspektywę. Jednym z najlepszych sposobów na to jest zaś nie uporczywe międlenie danych, a odmiana, koncert skrzypcowy w towarzystwie Watsona, zajęcie uwagi innym drobnym problemem. O Holmesie i perspektywie można poczytać tu.
Sherlockista wyróżniłby też grupę tekstów poświęconych problemowi pochopnie przyjmowanych założeń, czy też nieświadomych nastawień, przez które nawet wówczas, gdy wydaje nam się, że podejmujemy przemyślane decyzje, w istocie kierujemy się nie do końca uświadamianymi przesądami i przewidywaniami.
Tu dopiero pojawiają się niezwykle rozsądnie zinterpretowane uwagi Holmesa ze STUD o tym, by nie przywiązywać się pochopnie do hipotez, zanim nie pozna się faktów. Sherlock może nie uświadamiał sobie w pełni tego, co podkreślają często filozofowie nauki (i nie tylko nauki), że bez hipotezy, czy choćby wstępnej teorii nie ma w ogóle żadnych "faktów" - po prostu nie potrafimy interpretować zdarzeń - ale z pewnością nie był tak naiwny, jak czasem mogłoby to wynikać z niezbyt dogłębnie przestudiowanych cytatów. Na temat nie podejmowania decyzji zanim rozpocznie się właściwa analiza sytuacji więcej znajdą Czytelnicy tu. W tym kontekście łatwo uznać tekst o tym, by zawierzyć faktom, a nie naszym wersjom faktów, za dowód niekonsekwencji autorki (lub/i Holmesa). Pozornie wydawałoby się, że Konnikova nawołuje - i to podpierając się argumentacją Sherlocka - że powinniśmy "czyścić fakty z naszych interpretacji". Nic bardziej błędnego. Żadnych "nagich faktów" nigdy nie zobaczymy. Szklanka po winie na stole zawsze będzie dla nas elementem jakiegoś  łańcucha dociekań, sama w sobie jest tylko niezwykle wręcz skomplikowanym zbiorem atomów - a pojęcie atomu także nie jest wolne od potężnego teoretycznego bagażu. Należy jednak dążyć do tego, by w maksymalnym stopniu uświadamiać sobie, jakie teorie, a związku z tym jakie założenia przyjęliśmy. Czy aby nie postrzegamy jej automatycznie jako śladu po zbrodniarzu i nawet zapomnieliśmy zadać sobie pytanie, czemu nie miałaby należeć do ofiary? Tak zinterpretowana porada Holmesa/Konnikovej jest, zdaniem Sherlockisty, niezwykle wręcz cenna.
Najnowsza lekcja, z 11 października wpisuje się w ten ostatni nurt. Poświęcona została nieświadomym kategoryzacjom i kłopotom, w jakie wpadamy wówczas, gdy niedostatecznie kontrolujemy efekty owych kategoryzacji. Mówiąc prościej: mamy mnóstwo stereotypowych pojęć, przekonań i oczekiwań, które nie w pełni świadomie wykorzystujemy w postrzeganiu świata. Konnikova przytacza badania, których uczestnicy - mówiąc w wielkim skrócie i uproszczeniu - zupełnie bezwiednie uznawali, że kobieta, którą widzieli w nerwach, po prostu jest nerwowa. Nie brali pod uwagę tego, że akurat rozmawiała na bardzo ekscytujący temat i że w innych okolicznościach mogłaby być oazą spokoju. Wniosek z tej lekcji jest bardzo prosty: nie oceniajmy książki po okładce, weźmy pod uwagę możliwe okoliczności łagodzące...


... i dopiero po tym przygotowaniu zaatakuje Sherlockista swoich drogich Czytelników tym :) :

Czy Czytelnicy widzieli kiedyś coś bardziej wyfotoszopowanego? I kogoś, kto bardziej udawałby wiktoriańskich rewolwerowców?
Pytanie retoryczne... do zobaczenia jutro, będzie wspaniała wiadomość o naprawdę świetnym przedsięwzięciu ;)

wtorek, 26 lipca 2011

O tym, że nie należy przegapiać tego, czego nie ma, poza tym nie ma: zdjęć z planu BBC, powodów do obaw o Freemana oraz ratunku dla Sherlockisty

Jednym z ukochanych i najbardziej znanych, a przy okazji, o dziwo, serio kanonicznych (w odróżnieniu od "Elementary...") dialogów z udziałem Holmesa jest niewątpliwie ten z SILV. Holmes podkreśla, że ważnym tropem jest dziwne zachowanie psa w noc zbrodni, a kiedy słyszy zdziwioną uwagę inspektora, że "przecież pies nic nie zrobił", odpowiada legendarnym "and that was the curious incident". Fraza "Curious Incident of the Dog in the Nighttime" doczekała się nawet własnej książki, której została tytułem.

Właśnie tę frazę wzięła też na warsztat autorka pierwszej części obiecującego cyklu "lekcje Sherlocka Holmesa" ze strony bigthink.com  w swoim artykule poświęconym wskazówkom, które możemy z Holmesa wyciągnąć, by zacząć w końcu aktywnie obserwować świat wokół nas, a nie tylko "widzieć", czyli bezrefleksyjnie przyjmować serwowaną nam papkę.
Bardzo zgrabnie pokazuje, jak zasada zwracania uwagi na to, czego nie ma, może nam pomóc wyślizgnąć się z macek marketingowców, którzy sztucznie dobierają nam informacje i ograniczają wybór a także to, że często niezrobienie niczego - jak pies, który nie ostrzegł właścicieli przed włamaniem - też w istocie jest decyzją i działaniem. Pies mógł zaszczekać, ale nie zaszczekał, bo znał włamywacza.
Wśród filozofów nauki nie ma zgody co do tego, czy należy uznawać tak zwane przyczyny negatywne, czyli niezajście pewnych okoliczności za zdarzenia w ogólności a przyczyny w szczególności (na przykład, czy przyczyną pożaru może być fakt, że w pobliżu nie było Sherlocka Holmesa z wiadrem wody? a czy przyczyną wypadku na przejeździe nie był fakt, że w pobliżu nie było dróżnika?). W wyjaśnianiu zjawisk i w indukcyjno-dedukcyjnej metodzie Holmesa to, co się nie zdarzyło niejednokrotnie odgrywa równie ważną rolę. A w życiu Sherlockisty to, że uroczy pan sprzedający mu internet nie powiedział, że bez ostrzeżenia internetu może nie być, za to ShK dowie się, że z powodu braku działań zerwał swoją umowę i otrzyma za to straszliwą karę - na której temat również żadnych informacji też nigdzie na wierzchu nie widać odegrało ostatnio rolę dość bolesną. Po pierwsze, ma utrudniony dostęp do Sherlockianów i materiałów. Po drugie, kto jak kto, ale ShK, który SILV, także z uwagi na piękną ekranizację z Brettem, wręcz uwielbia, mógł o tym wymownym nieszczekaniu psa pamiętać...
___
Dalej będzie już krótko, bo niczego nie ma, jak u Kononowicza :)
Zdjęć z planu Reichenbach Falls nie ma, bo są zupełnie nieciekawe - Cumberbatch jest ładnie ubrany w fioletową koszulę i granatowy szalik, Lestrade ma urocze okularki, które pożycza też uśmiechniętemu Hobbitowi Watsonowi, ponadto widać dobrze już nam znany plan na Baker Street... - to wszystko razem nie jest warte zachodu z pożyczaniem/bezczelnym łupieniem cudzych fotografii. Mnóstwo takowych można obejrzeć na przykład tu, jeśli ktoś jest bardzo ciekawy ;), a podrasowane i skoncentrowane na Sherlocku znaleźć można na bardzo sprytnej fan-stronie Cumberbatcha.
Nie ma też powodów do obaw o Freemana - a konkretnie obaw wysłowionych przez Fandorina w komentarzu pod ostatnim postem  (że zrzucą Cumberbatcha z wodospadu, bo nie będą mieli jak kręcić kolejnych sezonów z powodu Hobbita) :) Nie tylko pozwalają Freemanowi grać na dwa fronty, ale jeszcze wykorzystują ten fakt, żeby Jakcson (szef Hobbita) mógł sobie zrobić przerwę i skoczyć do San Diego (gdzie odbył się Comic Con i gdzie jest fantastyczne zoo, w którym można obserwować na żywo słonie przez kamerkę - ShK nie mógł sobie odmówić). Jeśli ubiją Sherlocka, to nie z powodu jakichś maluchów z owłosionymi stopami.
Na koniec - żeby nie było, że nie ma w poście nawet wszystkiego tego, czego miało nie być zgodnie z tytułem - nie ma nadziei dla Sherlockisty bo wiedziony uwielbieniem dla Moffata i Gatissa postanowił wreszcie obczaić to, z czego panowie ci byli znani w Wielkiej Brytanii wiele lat przedtem, zanim zrobili nam nowego, fantastycznego Sherlocka. O tak, Sherlockista wsiąkł w Doktora Who... I tak, jest dokładnie tak uroczy i wspaniały, jak można by tego po Moffacie i Gatissie oczekiwać. Problem w tym, że jest to serial, który wychowuje Brytyjczyków od lat kilkudziesięciu, odcinków ma około 800 i Sherlockista musi dokonać dość poważnego przeorganizowania swojego życia, by to wszystko teraz ogarnąć. Takiej TARDIS po prostu, potrzebuje... (zwróćmy uwagę, że TARDIS, chociaż na skutek awarii aparatury maskującej "utknęła" w postaci granatowej budki policyjnej z lat sześćdziesiątych, nigdy nie bywa przez ludzką rasę zauważana - a gdy Doktor wyrzeka na nasze gapiostwo brzmi zupełnie jak Holmes margający na Watsona, który widzi, ale nie obserwuje...).
Można w każdym razie oczekiwać, że na Sherlockianach wzmianki o Doktorze traktowane będą od tego dnia nieco poważniej niż dotąd.

czwartek, 28 października 2010

Leslie Klinger i Sherlock BBC/PBS oraz coś o rozumowaniu Sherlocka H

Sherlockista pragnie podzielić się dziś dwiema perełkami, które zupełnie nie są ze sobą związane, ale dzielić notki na dwie też sensu specjalnie nie ma.

Na pierwszą Czytelnicy mogli już natrafić na jedynym w swoim rodzaju, przewspaniałym Baker Street Blogu. Można tam przeczytać serię tweetów Lesliego Klingera, jednego z najwybitniejszych holmesologów w historii sherlockizmu w ogóle i (między innymi) redaktora nowego, przewspaniałego trzytomowego wydania Kanonu z komentarzami i opracowaniem krytycznym (The Annotated Sherlock Holmes), a przy tym, rzecz jasna, członka BSI i autorytetu Sherlockisty in all things Sherlockian. Tweety Klingera pisane były w czasie (ponownego) oglądania zupełnie niekontrowersyjnego wśród Czytelników Sherlockisty serialu BBC, który właśnie emitowany jest przez amerykańską telewizję PBS.
Sherlockista najserdeczniej zachęca do przeczytania tweetów od dołu i jeszcze lepiej z jednym okiem na A Study in Pink. Od siebie może powiedzieć, że mówił chyba prawie dokładnie to samo w tych samych momentach i czytając wypowiedzi Klingera zarazem bardzo się wzruszył wspólnotą doświadczeń i wbił w dumę, że Widział To Samo, co Sam Klinger :) (z wyjątkiem jednego, genialnego wyjaśnienia zachowania BBC-Sherlocka, które Klinger podaje pod sam koniec - dotyczy to nieco głupiego uporu SH, żeby koniecznie spróbować wybranej kapsułki, którego ShK nie potrafił sobie wytłumaczyć). Jeszcze raz zatem zachęca do wejścia w link w pierwszych linijkach tej notki.

Druga dotyczy nowej, arcyciekawej książki o rozumowaniu Sherlocka Holmesa  - Reasoning Backwards. Sherlock Holmes' Guide to Effective Problem Solving Gregga Younga, z której fragment można przeczytać tu. Young nie napisał jej bynajmniej dla sherlockistów, a dla ludzi, którzy chcą zarabiać pieniądze i potrzebują w tym celu skutecznych metod rozumowania. Do tej pory, Young reklamował powszechnie nauczane sposoby, takie jak burza mózgów, badanie różnych możliwości, etc, które nazywa ogólnie rzecz biorąc rozumowaniem "do przodu". Ponoć czytając Holmesa doznał olśnienia i uznał, że niezawodnym ratunkiem dla wszelkich osób poszukujących skutecznego i szybkiego rozwiązania problemów będzie właśnie rozumowanie "do tyłu", którego metody stara się wyciągnąć z opowiadań Doyle'a.
Pytanie o to, na czym właściwie polegała słynna Sherlockowa "dedukcja" bynajmniej nie jest niekontrowersyjne. Sherlockista, który sam jako filozof z wykształcenia i zamiłowania tematem sposobów rozumowania jest osobiście zainteresowany, natknął się na szereg różnych interpretacji i zamierzał popełnić kiedyś dłuższy tekst na ten temat. Trudno nie zauważyć, że rozumowanie Holmesa nie jest ścisłą dedukcją, a zatem rozumowaniem gwarantującym przenoszenie prawdziwości z przesłanek na wnioski, że bardzo wiele stosuje Holmes wręcz indukcyjnych, empirycznych i niepewnych uogólnień a już na pewno często zbyt wiele pojawia się w jego wywodach ukrytych przesłanek, żeby w ogóle oceniać strukturę i poprawność jego wywodów, nie wspominając już o niezawodności jego rozumowań.
Young kładzie jednak nacisk na dwa aspekty pracy intelektualnej Holmesa, które nie podlegają dyskusji. Po pierwsze, celem Holmesa - jako detektywa - jest (przeważnie, bo z pewnością nie zawsze) wykrycie przyczyn stanów rzeczy, które już zaistniały, a zatem rozumowanie "wstecz", od skutków do powodów i przyczyn. Przed nami leży trup, co się stało, kto spowodował ten smutny stan rzeczy?
Sherlockista spotkał się z takim, arcyciekawym ujęciem Holmesowego rozumowania, podług którego polega ono na ustaleniu - wychwyceniu - właściwej hipotezy wyjaśniającej dane zdarzenie. Jest to, w pewnym przybliżeniu, odpowiednik abdukcji (pojęcie Ch.S. Peirce'a), czyli procesu, w ramach którego - w dużym uproszczeniu - 'wydziera' się czy też 'wyrywa' rzeczywistości, a mówiąc mniej metaforycznie po postu zgaduje właściwą teorię przyczyn zajścia danego faktu.
Chociaż Young uparcie trzyma się terminu "dedukcja", prawdopodobnie ma na myśli rozumowanie właśnie takiego kształtu. Żeby jednak natychmiast uciec od podejrzanego słowa "zgadywać" (Holmes uważał zgadywanie, jak pamiętamy, za szokujący nawyk), trzeba wyjaśnić, co może nam pomóc w tym procesie. Wywody Younga na ten temat są już znacznie bardziej kontrowersyjne.
Otóż zaleca on, by poważnie potraktować wszystkie te słynne wypowiedzi Holmesa o tym, że nie da się zrobić cegieł bez gliny, że jest wielkim błędem teoretyzować przed poznaniem faktów i że aby cokolwiek powiedzieć o sprawie najpierw potrzebuje zebrać "data, data, data!". Jednym słowem Young stanowczo oponuje przeciwko modnemu w XX i XXI wieku zwyczajowi układania wielu hipotez (burza mózgów) i sprawdzania ich po kolei, twierdząc, że jest to strata czasu. Zdaniem Younga, należy podejść do sprawy "bez uprzedzeń" i bez formowania wstępnych teorii. Sęk w tym, że z uwagi na ustalenia filozofii nauki, ale także filozofii trudno uwierzyć, by coś podobnego było w ogóle możliwe. Holmes każe nam "obserwować", ale, jak zauważył Popper, jak mamy "obserwować", jeśli nie wiemy najpierw czego wypatrywać? By ustalić, czego ewentualnie wypatrywać potrzebujemy chociażby wstępnej hipotezy badawczej, a wtedy przestaniemy już być w zgodzie z zaleceniami Younga... Sherlockista na razie wstrzymuje się jednak z oceną argumentacji Younga i samej książki, którą z całą pewnością sprowadzi, kiedy tylko stanie się dostępna (w marcu 2011). A wygląda tak: